110 miliardów euro z Unii dla Polski

euro-coins-version-ii

Za około 2 tygodnie wiadomo będzie, kto w Polsce wygrał wybory do Parlamentu Europejskiego, która z polskich partii będzie miała w nim najwięcej przedstawicieli, nade wszystko, jacy ludzie będą tam Polskę reprezentować. Czy będzie to tak zwane „bezwolne mięso armatnie”, całkowicie uzależnione od decyzji krajowych władz partyjnych, czy ludzie, którzy swoją wiedzą, doświadczeniem zdobytym w międzynarodowej polityce oraz w instytucjach międzynarodowych, będą w stanie wnieść pod unijne obrady nowe idee i pomysły. Rozwiązania prowadzące do ściślejszej integracji krajów unijnych, nie zaś do dezintegracji, o którą nie tylko modli się, ale też intensywnie działa w tej kwestii, Rosja. Innymi słowy, czy wygra populizm, partykularny interes chwilowych przywódców takich jak Orban i Kaczyński, czy idea spajająca w jeden organizm kraje Unii.

W tej chwili sondaże wskazują, że przeciętny polski wyborca cierpi jednak na amnezję, ponieważ w toczącej się kampanii wyborczej prowadzi… PiS. To partia Jarosława Kaczyńskiego, który przez niemal cztery lata otwartym tekstem wypowiadał się przeciwko Unii Europejskiej, przede wszystkim przeciwko jej prawom i wartościom, w kraju zaś unijne prawo w sposób otwarty łamał. Najlepszym tego dowodem jest jego nieustająca walka o podporządkowanie sądownictwa władzy wykonawczej, de facto sobie. Niezależne sądy i niezależne media to dwa filary, na których opiera się demokracja, ta zaś jest fundamentem utworzenia Unii Europejskiej. PiS jest tym wartościom przeciwny, ale od dwóch-trzech miesięcy, gdy termin wyborów stawał się coraz bliższy, cwaniacko ujawnił się w mediach z hasłem „Polska sercem Europy”. Słowem nie wspomina, że od chwili przejęcia w Polsce władzy toczy walkę przeciwko fundamentalnym wartościom, na których zbudowana została Wspólnota.

To fałsz szyty grubą nicią, ale elektorat PiS tego nie widzi. Nie widzi na przykład, że Unię Europejską pokochała nagle niejaka Beata Szydło. To pani, która po wygranych przez PiS wyborach w roku 2015 została premierem, a jej pierwszą decyzją było usunięcie ze swojego gabinetu i kancelarii flag unijnych. Do Brukseli ucieka też (tej treści bilbordy ukazały się na ulicach polskich miast) Anna Zalewska, kobieta która w wyjątkowy sposób zapisała się we współczesnej historii Polski, demolując sprawnie działający system edukacji. Po pieniądze unijnego posła ubiega się też niejaki Patryk Jaki, który na spotkaniach przedwyborczych straszy elektorat inwazją na Polskę homoseksualistów, imigrantów (oczywiście „niewiernych” muzułmanów), wrogów katolicyzmu oraz szerzycieli ideologii gender, która ma niszczyć i wypaczać osobowość naszych dzieci. We wszystkich tych kwestiach PiS ma wsparcie polskiego Kościoła katolickiego, ostatnio coraz bardziej w tych kwestiach aktywnego. Wspomnijmy tylko mimochodem, że przyświecające UE wartości polski Kościół uważa za zarzewie demoralizacji i odchodzenia od chrześcijaństwa, a zarazem jest największym beneficjentem pieniędzy pochodzących z programów unijnych. Ale obłuda i hipokryzja od lat są coraz bardziej widocznym obliczem polskich biskupów, arcybiskupów i kardynałów.

Koalicja Europejska pod wodzą Platformy Obywatelskiej wysuwa do europejskiego parlamentu osoby, które przez lata pracowały, by Polska stała się członkiem najważniejszych instytucji naszego kontynentu, takich jak NATO i Unia Europejska. Podczas ogłaszania kandydatów KE szef PO, Grzegorz Schetyna powiedział pod adresem Kaczyńskiego i jego kandydatów: Zamiast partyjnych miernot zatrudnieni zostaną fachowcy. I rzeczywiście. Takim ludziom jak m.in. Jerzy Buzek (były premier) Radosław Sikorski (b. szef resortu spraw zagranicznych), Danuta Hübner, Janusz Lewandowski (dotychczasowi europosłowie mający w c.v. stanowiska komisarzy europejskich), czy Dariusz Rosati (były szef MSZ i europoseł) nie można odmówić doświadczenia oraz dokonań na forach międzynarodowych, którymi budowali silną pozycję Polski w Europie.

No, ale dla większości polskich wyborców liczy się kasa. Mam znajomego, który jest hutnikiem szkła. Otrzymuje 3 tys. zł emerytury, drugie tyle dorabia sobie nadal jako hutnik, kilka tysięcy złotych wsuwa rocznie do kieszeni za grzyby, które zbiera z żoną wiadrami w okresie wysypu, żona otrzymuje niecałe 2 tys. zł emerytury. Można więc powiedzieć, że jest człowiekiem dobrze sytuowanym. Głosuje na PiS, ponieważ „za PO dali mi 4 zł podwyżki emerytury, a za PiS 100 zł”. Taka jest mentalność przeciętnego wyborcy PiS, wzmacniana każdej niedzieli z obecnej w każdej wsi placówki indoktrynacji politycznej, czyli z ambony.

Przeciętny wyborca PiS widzi różnicę między 4 zł a 100 zł, natomiast zupełnie nie dostrzega (bo przecież nie wpływają do jego kieszeni), miliardów euro, która Unia Europejska od 15 lat wpompowuje do naszego kraju. Wyborca ten widzi co prawda zmiany zachodzące w kraju, ale uważa, że „nam się to wszystko należy”, a gdy PiS wygra wybory do europarlamentu uwierzy w propagandę, że to wszystko zasługa geniuszu Kaczyńskiego i PiSpartii. To że od czasu przejęcia władzy przez PiS prestiż Polski we wszelkich instytucjach unijnych spadł niemal do poziomu zera, a głos europosłów PiS i przedstawicieli polskiego rządu w kluczowych dla Unii sprawach jest ignorowany, dla wyborców tej partii nie ma najmniejszego znaczenia. Z tej prostej przyczyny, że nie mają na ten temat żadnej wiedzy, ponieważ jest ona dla nich nieprzyswajalna. Ich poglądy polityczne zamykają się między 4 a 100 zł podwyżki emerytury.

Polski wyborca PiS, który przyjdzie do urn głosować na swoich przedstawicieli w europarlamencie poza amnezją i niewiedzą ma też rozdwojenie jaźni. Większość Polaków pozytywnie ocenia obecność kraju we Wspólnocie, ale wielu z nich głosuje na PiS, klasyczną partię eurosceptyczną. Niemal każdy Polak nie wyobraża sobie, by nie mógł podróżować po Europie bez paszportu, ale nie bierze pod uwagę wygłaszanego niegdyś (w okresie przedwyborczym w tej kwestii zamilkł) przez Kaczyńskiego stanowiska, że z chwilą gdy przestaniemy otrzymywać z Unii więcej pieniędzy niż do niej wpłacamy, to członkostwo w niej stanie się zbędne. Tak wygląda europejska solidarność w wydaniu lidera PiS.

Podczas 15 lat obecności Polski w UE saldo naszych rozliczeń ze wspólnotą wynosi 110 mld €. Z unijnej kasy Polska otrzymała 163 mld €, natomiast w ramach składek członkowskich wpłaciła 53 mld €. Różnica wynosi 110 mld € na korzyść Polski. To około 460 mld zł, za rok może to być nawet pół biliona. Bez tych pieniędzy nie byłoby w Polsce autostrad, dróg szybkiego ruchu, infrastruktury wodociągowo-kanalizacyjnej, oczyszczalni ścieków, tysięcy nowych przedszkoli, żłobków, szkół, nowych obiektów uczelni wyższych, wyposażenia instytutów badawczych, rozwoju nauki, kultury wyremontowanych obiektów publicznych, dofinansowania rolnictwa. Za sprawą tak zwanego „Planu Junckera” (Jean-Claude Juncker – od 2014 r. przewodniczący Komisji Europejskiej), od 2004 r. zainwestowano w Polsce 18,3 mld € w rozwój małych przedsiębiorstw.

Ze 163 mld €, najwięcej, bo 103 mld €, Polska otrzymała na tak zwaną „politykę spójności”. Jej celem jest zmniejszenie różnic w rozwoju wszystkich regionów UE. Drugą dziedziną, w którą zainwestowano najwięcej pieniędzy (55 mld €), to Wspólna Polityka Rolna, czyli wsparcie dla rolnictwa.

Najwięcej, niemal 17 mld €, napłynęło do Polski w 2014 r. i w dwóch latach wcześniejszych (po ponad 15 mld €). W pierwszych 3 latach rządów PiS nastąpił spadek. Najniższy poziom unijnych dopłat przypadł na rok 2016 (10 mld €), ale w minionym roku 2018, ponownie przekroczył poziom 15 mld €.

Polska należy też do krajów, w których UE cieszy się największą akceptacją społeczeństwa. W tej chwili na pytanie – jak pani/pan postrzega Unie Europejską? – 53,1 Polaków odpowiada, że dobrze, natomiast 10 proc. że źle.

Większą akceptacją UE cieszy się tylko w Irlandii (64,1 proc. ), Luksemburgu (55,8 proc.) i Szwecji (53,2 proc.), niewiele niższe wsparcie od Polaków ma Unia w Portugalii (52,7 proc.) oraz w Rumunii i Bułgarii (po 52,3 proc.). Absolutnie zaskakuje natomiast ocena UE przez Czechów, spośród których jedynie 27,9 proc. ocenia ją dobrze. Natomiast najniższa ocena pozytywna dla Wspólnoty jest w dźwigającej się z kryzysu gospodarczego Grecji. W tym pięknym śródziemnomorskim kraju jedynie jedna czwarta mieszkańców (25,3 proc.) ma o niej dobre zdanie.

Adam Lasocki