Janusz Kondratiuk, czyli śmierć na żywo…

janusz-kondratiuk

Reżyser Janusz Kondratiuk nie żyje. W chwili kiedy piszę te słowa upłynęły trzy dni od jego śmierci i myślę na gorąco, że oto odszedł kolejny z moich Wielkich Mistrzów Polskiego Kina, chociaż taka kategoria oficjalnie nie istnieje, a sam Kondratiuk wyśmiałby mnie za ten pompatyczny ton, w jaki uderzam pisząc o nim. Przed oczami mam też przez cały czas jego ostatni film – piękny i uniwersalny, a jednocześnie prosty i delikatny – film o umieraniu. Ostatni kadr w tym ostatnim filmie to Robert Więckiewicz jako Janusz Kondratiuk zasłuchany w szum liści na werandzie domu w Łosiu. Ostatni kadr z realnego życia Janusza Kondratiuka zamieściła Bożena Stachura na swoim profilu na FB. Na zdjęciu zrobionym 7 października (!) Janusz Kondratiuk siedzi jako Janusz Kondratiuk siedzi na werandzie domu w Łosiu, a jego twarz wyniszczona chorobą przypomina bardzo twarz Olgierda Łukaszewicza, który w filmie „Jak pies z kotem” zagrał rolę umierającego brata, czyli Andrzeja Kondratiuka… Granica między rzeczywistością poza ekranową a realnym życiem jest na tym zdjęciu prawie niewidoczna. Tak jak w filmach braci Kondratiuków, często nie wiemy do końca, kiedy aktorzy grają samych siebie, a kiedy trzymają się napisanej roli.

Nagła śmierć młodszego z braci Kondratiuków uświadomiła mi, że sporo wiem o Januszu jako o Wielkim Mistrzu Polskiego Kina, ale nie za wiele wiem o nim samym i jego życiu. Oficjalny życiorys, powielany przez wszystkie gazety z okazji śmierci, zaczyna się od informacji, że „Janusz Kondratiuk urodził się 19 września 1943 roku w Ak-Bułak w Kazachstanie na terenie ówczesnego ZSRR”. Dlaczego tam? Jak tam się znalazł? W życiorysie Andrzeja znajduje się informacja, że urodził się siedem lat wcześniej w 1936 roku w Pińsku, który leżał wtedy na terenie Polski i został zajęty przez Rosjan 17 września 1939 roku. Czy rodzina Kondratiuków musiała uciekać przed Niemcami, którzy oblegali miasto od lipca 1941 do lipca 1944, czy też zostali wywiezieni do Kazachstanu przez Rosjan? Raczej to drugie wydaje mi się bardziej prawdopodobne, ale muszę to sprawdzić. Wiadomo natomiast na pewno, że rodzina w 1945 osiedliła się w Łodzi jako repatrianci „zza Buga”. Dlaczego o tym piszę? Bo emigracja, a zwłaszcza wojenna, wywiera znaczący wpływ na kształtowanie się psychiki małego dziecka i na siłę więzi wewnątrzrodzinnych.

Kiedy bracia Kondratiukowie wrócili do Polski z wojennej tułaczki to Andrzej miał 9, a Janusz 2 lata. Mali twardziele. Tacy sami jak ci, co pojawiają się w jednej z reminiscencji w filmie „Jak pies z kotem”. Widzieli wojnę jako dzieci i pewnie dlatego film Janusza „Głowy pełne gwiazd” zaliczony został do najdziwniejszych filmów wojennych w historii polskiego kina. Chciałbym więcej wiedzieć o Januszu i Andrzeju, bo podejrzewam, że byli nie tylko mistrzami filmowego warsztatu ale także wspaniałymi ludźmi. Dwaj nierozłączni rywale na polu artystycznym, połączeni przez życie długą wyniszczającą chorobą, poszukający siebie nawzajem i wzajemnie siebie unikający pod byle pozorem. Dwie wybitne indywidualności, podążające swoimi ścieżkami w dwie różne strony świata. Tak jak pies z kotem.

Kiedy po wybuchu stanu wojennego Janusz wyjeżdża na 25 lat do Austrii, by tam pracować jako wykładowca w szkole filmowej, to Andrzej w tym samym czasie zaszywa się wraz z żoną (Iga Cembrzyńska) w wioskowej głuszy, by tworzyć osobiste cinema verite. Nie wchodzą sobie w drogę i nie zabiegają o akceptację, ale kiedy w 2006 roku Andrzej po wylewie przestaje być samodzielny, to Janusz przejmuje opiekę nad bratem i przenosi go do swojego domu w Łosiu pod Warszawą.

W filmie „Jak pies z kotem” choroba Andrzeja trwa zaledwie godzinę z okładem, ale w ent rzeczywistości Andrzej był przykuty do wózka przez długich 10 lat. A do Andrzeja był w tym czasie „przykuty” Janusz wraz z całą swoją rodziną. Kiedy zbliża się śmiertelna choroba

Przestaje mieć znaczenie jak wybitnym artystą byłeś lub jesteś.

“Sam nie wiem, dlaczego zdecydowałem się na kręcenie czegoś tak osobistego – powiedział reżyser w jednym z wywiadów. Starałem się jednak tę „osobistość” niwelować ile można, bo chciałem, żeby to była historia uniwersalna. Każdy był albo będzie w takiej sytuacji, kiedy traci bliskich. Ale nie chciałem robić filmu o śmierci. Bo w pewnych sytuacjach śmierć jest wybawieniem, uwolnieniem się od cierpienia. Nie ma nic gorszego niż latami leżeć jak kłoda”.

Film „Jak pies z kotem” został ukończony pod koniec 2017 roku i oczekiwał na premierę. 31 grudnia podczas kolacji Janusz doznał nagłego ataku trzustki i znalazł się w szpitalu. Diagnoza była jednoznaczna: rak… Teraz można byłoby cofnąć taśmę z jego ostatnim filmem i zobaczyć jak młodszy brat przechodzi tą samą ścieżkę śmiertelnej choroby i staje się coraz bardziej zależny od otoczenia.

Janusz Kondratiuk był zwolennikiem idei „odchodzenia z tego świata” w domu. W jednym z ostatnich swoich wywiadów powiedział: „To jest takie „piękne” marzenie. Ale taki obyczaj już upadł. I to z prostej przyczyny, bo dziś w Polsce nie ma rodzin wielodzietnych. Zwłaszcza w dużych miastach małżeństwa w ogóle nie mają dzieci, albo jedno, góra dwoje. Gdzie tu jest miejsce np. na chorą ciotkę? Kiedyś było inaczej. Sam pochodzę z rodziny, która trzymała się razem. Była wieloosobowa. Z odejściem kogoś bliskiego związany był cały ceremoniał (…) Poza tym mamy dziś do czynienia z „amerykanizacją” śmierci, która jest czymś wstydliwym, o niej się nie mówi. Panuje kult piękna i młodości. Nie sądzę jednak, by wiele osób chciało umierać w samotności. A tym bardziej, jeśli się to sprowadza do zdychania na szpitalnym korytarzu twarzą do toalety”.

Dlatego ostatni kadr z życia Janusza Kondratiuka – utrwalony przez Bożenę Stachurę, (swoją filmową żonę!) – jest taki piękny! Oto obraz spokojnego i spełnionego człowieka, który zdążył godnie pożegnać się z tymi wszystkimi, na których mu zależało. Patrzy prosto w obiektyw, by znaleźć się po jego drugie stronie w przestrzeni nierzeczywistej, gdzie od trzech lat czeka na niego starszy brat.