„7 uczuć”, czyli Adaś Miauczyński u psychologa

7-uczuc

PRZEWODNIK FILMOWY. Pamiętacie Adasia Miauczyńskiego z „Dnia Świra”? Dla mego pokolenia był to najbardziej rozpoznawalny nieudacznik polskiego kina współczesnego, który z powodzeniem zastąpił mi sympatycznego Jana Piszczyka z filmów Andrzeja Munka. Adaś to uosobienie polskich wad i kompleksów. Nierozumiejący i nierozumiany, ousider w świecie komediodramatu, który codziennie rozgrywa się przed jego oczami na betonowej pustyni warszawskiego blokowiska. Koterski w „Dniu Świra” najpełniej rozwinął swój niepowtarzalny styl narracji

i zarazem najsilniej dał wyraz swej misji „naprawiania Rzeczpospolitej”. Opowiadając o Adasiu Miauczyńskim, reżyser mówił o wszystkich Polakach demaskując figury naszej zbiorowej nieświadomości, ale mówił także o sobie samym, bo każdy jego kolejny film był wypowiedzią bardzo osobistą. Tym bardziej osobistą, że na ekranie, występował w głównej roli jego własny syn – Michał Koterski.

„7 uczuć” zaczyna się tam gdzie kończy się „Dzień Świra”. Adam Miauczyński w znanej widzom kraciastej marynarce, siedzi nieogolony przed panią psycholog i mówi o swoim zagubieniu. Zamiast histerycznego Adasia widzimy dojrzałego mężczyznę, któremu spoza kadru zadaje pytania magiczny głos Krystyny Czubówny. Co czujesz w tej chwili, kiedy, wspominasz swoje dzieciństwo? Radość, smutek, złość, wstyd, poczucie winy, samotność i strach – to siedem tytułowych uczuć, których uczymy się rozumieć i wyrażać w dzieciństwie. Film Koterskiego opowiada o tym, że uczucia kształtujące relacje z innymi, to dla większości z nas nieodrobiona lekcja, więc dlatego proponuje zbiorową kinoterapię i zabiera do szkoły, żeby pokazać gdzie nasze dorosłe traumy i neurozy powstają.

Film jest komedią, a więc wyprawa w dziecięce lata Adasia dostarcza widzom okazji do zdrowego śmiechu z bohaterów oraz – do czego Koterski zdążył nas przyzwyczaić –

z samych siebie. Konwencja szkolnych retrospekcji jest zupełnie niespodziewana, bo role dzieci grają dorośli aktorzy! Marcin Dorociński w szkolnej ławce rysuje sprośne rysunki,

a Katarzyna Figura jest obiektem westchnień męskiej części klasy. Gabriela Muskała po mistrzowsku gra klasową prymuskę znającą na pamięć dopływy Nilu, o których mętne pojęcie mają: Tomasz Karolak, Andrzej Chyra, Michał Koterski, czy Andrzej Mastalerz. Ryzykowna konwencja dzięki doborowej stawce aktorów sprawdza się znakomicie i pomaga wybrzmieć specyficznemu poczuciu humoru reżysera. Koterski jest mistrzem groteski i dlatego role filmowych rodziców grają aktorzy młodsi od swoich filmowych dzieci! Joanna Kulig jako matka Andrzeja Chyry nie zostawia na tym ostatnim suchej nitki i rozlicza go z niezadawalających postępów w szkole! To trzeba zobaczyć!

Osobiście jestem miłośnikiem zabaw słowem, których w filmach Koterskiego zawsze jest. Wiele określeń z języka jego bohaterów przeniosło się do współczesnej polszczyzny np. „mojszość”, czy „lepszość”. Scena powtórki z angielskiego w „Dniu Świra”, to powszechnie znane arcydzieło zabawy słowem. W filmie „7 uczuć” reżyser poszedł o krok dalej i stworzył nową konwencję językową proponując aktorom granie w wymyślonym przez niego języku.

Film pokazuje całkowitą nieprzystawalność świata dorosłych i świata dzieci. Świat dzieci jest bogaty w uczucia, jest pełen pytań i otwartości na nowe doznania. Natomiast świat dorosłych jest nudny, sztampowy, pełen konwencjonalnych gestów i wyrachowania. Ten świat w pierwszej części filmu komentuje głos Krystyny Czubównej zdaniami z elementarza: „To jest tato. Tato zna się na wszystkim”… Puste gesty i rozmowy o niczym przy rodzinnym stole są zupełnie niezrozumiałe dla dzieci, bo w ich świecie uczucia są prawdziwe. Dominującym uczuciem w świecie dzieci jest jednak lęk.

W szkolnej klasie lęk paraliżuje myślenie i nie pozwala na ukształtowanie się zdrowych relacji z rówieśnikami. Prawie wszyscy nauczyciele w szkole Adasia Miauczyńskiego są prześladowcami i czerpią satysfakcję z klęski swoich uczniów. Nie ma w tej szkole przemocy fizycznej ale jest psychiczna, którą znam ze swojej szkoły. Dlatego ucieczka na boisko lub podwórkowy trzepak jest dla dzieciaków z tej szkoły wybawieniem. Są wtedy pełni radości i kreatywni, co widać w pięknych scenach zbiorowych. Nie są one wprawdzie tak muzycznie i choreograficznie dopracowane jak w „West Side Story”, ale budzą szacunek dla rozmachu i wyobraźni reżysera. Możliwość zobaczenia najbardziej popularnych polskich aktorów, jak wygłupiają się w szkolnych mundurkach sama w sobie jest warta ceny za bilet do kina.

Warte obejrzenia są także znakomite kreacje rodziców dorosłych dzieci. Jest prawie pewne, że nazwisko Einsteina będzie się polskim widzom kojarzyło z palcem, dzięki osobliwej interpretacji teorii względności w wykonaniu Adama Woronowicza (ojciec Adasia i Mikkiego). Nie tylko z obowiązku recenzenta, ale także osobiście za najlepszą w tym filmie uważam kreację Mai Ostaszewskiej jako matki Adasia.

Film kończy się jednak aktorską katastrofą, bo Sonia Bohosiewicz jako woźna nie jest przekonująca w swoim monologu, który miał streścić główne przesłanie „7 uczuć”. Ten patetyczny tekst psuje nastrój pięknie zakomponowanych i niemal symbolicznych obrazów które widzieliśmy w poprzedniej scenie. Słowa o „wsłuchiwaniu się w głos dzieci” brzmią jak przepisane z książki Janusz Korczaka i wykrzyczane dosłownie przez Bohosiewicz i nie są głosem Dorosłego, tylko głosem Rodzica rozczarowanego porażką dziecka (użyłem wielkiej litery zgodnie z pojęciami znanymi w psychoterapii). „Wszyscy jesteśmy źle wychowani” czytamy na plakacie. A może każdy z nas inaczej?

Liczę na to, że dla wielu widzów „7 uczuć” będzie miało moc terapeutyczną, że film obudzi w nich szkolne wspomnienia i pozwoli się przyjrzeć traumatycznym przeżyciom. Nigdy nie jest za późno! Swoją najnowszą komedią Marek Koterski nie powtórzy wprawdzie komercyjnego, artystycznego, a przede wszystkim i kulturowego sukcesu „Dnia świra”, ale zagorzali fani jego filmów z pewnością się nie rozczarują i powiedzą, że warto było czekać długich siedem lat na kolejne dzieło. Tego rodzaju autorskie i pełne ironii kino jest rzadkością i dlatego zostało bardzo ciepło przyjęte podczas ostatniego Festiwalu Polskich Filmów w Gdyni. Być może publiczność w Vancouver też będzie miała okazję zobaczyć wkrótce aktorskie popisy i posłuchać soczystych dialogów, bo film jest w ofercie firm dystrybucyjnych obejmujących swym zasięgiem Kanadę. Polecam serdecznie!