Agent Tomek zdradza kulisy

admin-ajax

FELIETON NACZELNEGO. Tomasz Kaczmarek to był taki lowelas ze złotymi łańcuchami na szyi, jeździł porsche, wszystkim mówił, ze działa w biznesie i że mu się w tym biznesie udało, mimo że nikt nie wiedział, w jakim to biznesie działa, ale też nikt go o to nie pytał. Tomek wkręcał się w towarzystwa celebrytów, szpanował posiadaną przy sobie zawsze garścią pieniędzy, co niektórym wydawało się kiczowato nowobogackie, ale też ci którzy tak uważali, raczej od młodego człowieka „z kasą”, starali się separować.

W 2009 roku wybuchła afera. Okazało się, że młodzieniec z porsche, złotymi łańcuchami i kieszeniami pełnymi gotówki to agent do zadań specjalnych CBA (Centralne Biuro Antykorupcyjne), który pod przykryciem miał demaskować finansowe (i nie tylko finansowe) machinacje przeciwników politycznych PiS. Zamiast demaskować, namawiał do działań korupcyjnych. Najpierw, w 2007 r., namówił do przyjęcia łapówki posłankę PO Beatę Sawicką. Było to tuż przed wyborami parlamentarnymi, co miało przekonać elektorat, że cała ta partia jest skorumpowana. Dwa lata później CBA zatrzymało Weronikę Marczuk (była żonę znanego aktora Cezarego Pazury) oskarżając ją o przyjęcie milionowej łapówki za ustawienie przetargu prywatyzowanych Wydawnictw Naukowo-Technicznych. Niespełna półtora roku później prokuratura oczyściła ją z zarzutów, natomiast na podstawie materiałów ze śledztwa skierowany został wniosek o postawienie zarzutów przeciwko agentowi Tomaszowi Kaczmarkowi oraz innym funkcjonariuszom CBA za przekroczenie uprawnień. To jednak były „tylko” epizody.

Były to bowiem lata, podczas których Jarosław Kaczyński i jego podwładni zamienili się w psy gończe, które w całej Polsce poszukiwały „układu”. Układ miały tworzyć wszystkie partie polityczne za wyjątkiem PiSu. Układ miał polegać na zawłaszczeniu Polski przez postkomunistów. Ofiarą tropienia tego układu, i to ofiarą śmiertelną, padła posłanka SLD, Barbara Blida, w swoim czasie minister gospodarki przestrzennej budownictwa. W czasach pierwszych rządów PiS minister Zbigniew Ziobro postanowił oskarżyć ją o korupcję w związku z handlem węglem. W do dziś niewyjaśnionych okolicznościach podczas zatrzymania posłanka SLD została zastrzelona. Nie wiadomo, czy popełniła samobójstwo, czy śmiertelny strzał padł, gdy próbowano jej odebrać broń.

Kaczyński, a szczególnie Mariusz Kamiński, który był inicjatorem powołania CBA i jego pierwszym szefem, uważali, że głównym rozgrywającym „układu” jest Aleksander Kwaśniewski, do dziś (sondaż ze stycznia br.) uważany przez większość Polaków za najlepszego prezydenta po 1989 roku. Idealną sytuacją byłoby więc ukazanie społeczeństwu, że Kwaśniewski jest przestępcą. Gdy więc Mariusz Kamiński stanął na czele swego wymarzonego CBA postanowił udowodnić, że Aleksander Kwaśniewski i jego żona Jolanta, to ludzie, którzy w wyniku korupcji mają pochodzące z tego procederu pieniądze, które lokują w nieruchomościach.

Małżeństwo Kwaśniewskich było zaprzyjaźnione z właścicielką pewnej willi w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Dom został wystawiony na sprzedaż. Nie wiadomo dokładnie na podstawie jakich informacji, ale Kamiński i jego przyboczni z CBA byli przeświadczeni, że właścicielami tej willi są Kwaśniewscy i że została ona dla nich kupiona „na słupa”, czyli przez podstawioną osobę. Znany nam już agent Tomek miał więc kupić ową willę za 1,5 mln zł, bo Kamiński był przekonany, że pieniądze z tej transakcji trafią do Jolanty Kwaśniewskiej. Akcji nadano kryptonim „Krystyna”.

Z kasy operacyjnej CBA pobrano 1,5 mln zł gotówki, ale wbrew oczekiwaniom pieniądze nie trafiły do Kwaśniewskich, zaś CBA straciło nad pieniędzmi kontrolę i do dziś nie wiadomo, gdzie one są. Akcja skończyła się więc kompromitacją. Po utracie władzy przez PiS Kamiński oraz cała jego ekipa wraz z agentem Tomkiem, odeszli z CBA. Agent Tomek został przyjęty na listy wyborcze PiS do Sejmu i znalazł się w nim po wyborach w 2011 roku. Mandat złożył w 2014 r., kiedy to ujawniono nagranie jego bójki z innym działaczem PiSpartii. Wyjechał do Olsztyna, gdzie jego żona prowadziła organizację charytatywną. Włączył się w jej pracę.

Po utracie władzy przez PiS w 2007 r. niezależna prokuratura (wtedy była jeszcze w Polsce niezależna od partii rządzącej prokuratura, nie tak jak dziś, gdy ręcznie steruje nią minister Ziobro) wszczęła postępowanie w sprawie przekroczenia uprawnień przez Mariusza Kamińskiego i jego zastępcę Macieja Wąsika w czasach, gdy kierowali CBA. Obaj zostali skazani na karę bezwzględnego więzienia, ale przed wyborami w 2015 r. wyrok nie zdążył się uprawomocnić. Gdy PiS przejął władze, a Andrzej Duda awansował z nicości na prezydenta, jego pierwszą decyzją było ułaskawienie Kamińskiego i Wąsika. W myśl litery prawa uniewinnił niewinnych, ponieważ ich wyrok, na jaki zostali skazani, nie był jeszcze prawomocny. Po „uniewinnieniu” Kamiński natychmiast został koordynatorem służb specjalnych, Wąsik najpierw pracował w kancelarii premiera, ale później zastępcą Kamińskiego, zaś szefem CBA został ich totumfacki, Ernest Bejda. I podległa Ziobrze prokuratura wznowiła śledztwo w sprawie willi w Kazimierzu.

Organizację charytatywną w Olsztynie, którą agent Tomek prowadził z żoną, zaczęły nawiedzać różnego rodzaju kontrole. Małżeństwu postawiono zarzut zdefraudowania kilku milionów złotych z Unii Europejskiej. Agent Tomek twierdzi dziś, że zaczęły się one w momencie, gdy poróżnił się (nie mówi dokładnie, o co) ze swoimi byłymi szefami z CBA, czyli Kamińskim i Wąsikiem. Obaj trzęsą dziś służbami specjalnymi, także policją, bo Kamiński jako jeden z najbardziej zaufanych przybocznych Kaczyńskiego został przez niego obdarowany stanowiskiem ministra spraw wewnętrznych i administracji.
25 stycznia o godz. 20 Tomasz Kaczmarek zdetonował bombę. W programie „Superwizjer” stacji TVN24 opisał działania mające doprowadzić do postawienia w stan oskarżenia małżeństwa Kwaśniewskich, czego dowodem miało być kupno przez nich przed podstawione osoby wspomnianej willi w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Dziennikarzom „Superwizjera” Tomasz Kaczmarek powiedział do kamery:

– Miałem wytworzyć przeświadczenie, że dom w Kazimierzu Dolnym należy do Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich. Moje notatki i złożone zeznania są efektem nacisków ze strony moich byłych przełożonych. Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Są one wynikiem rozkazów i poleceń. Czas agenta Tomka chodzącego na krótkiej smyczy Prawa i Sprawiedliwości już się skończył.

Po wygłoszeniu tego oświadczenia Tomasz Kaczmarek powiedział, że chciałby „odkupić swoje winy” i mówiąc do kamery przeprosił małżeństwo Kwaśniewskich. W następnych minutach programu opisywał, jak nachodził go Maciej Wąsik i mobilizował do sporządzania nieprawdziwych notatek oraz raportów. Kaczmarek wykonywał te polecenia i do sfingowanych raportów wpisywał informacje, których nie tylko nigdzie nie potwierdził, ale w ogóle nie zdobył. Robił to, ponieważ Wąsik przekonywał, że wraz z Kamińskim mają na Kwaśniewskich mocny materiał, który trzeba tylko podbudować uzupełniającymi raportami takiego agenta jak właśnie on.

Po telewizyjnym programie, jak było do przewidzenia, ruszyła kampania opluwania Tomasza Kaczmarka przez media związane z PiS. A jeszcze do niedawna był dumą tej partii, „Człowiekiem Roku”, którym to tytułem obdarzyła go swego czasu propisowska „Gazeta Polska”. Teraz stał się wrogiem nr 1, którego należy zniszczyć.

Okazało się jednak, że także w prokuraturze Tomasz Kaczmarek zeznał, iż fałszował dowody przeciwko byłemu prezydentowi Rzeczypospolitej na polecenie Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Prokuratura jest trzymana na smyczy przez Zbigniewa Ziobrę i zrobi wszystko, czego sobie tylko zażyczy Kaczyński, ale Tomasz Kaczmarek powiedział w telewizji, że wymógł, aby jego oświadczenie zostało wpisane do protokołu z przesłuchania.

Kamiński, Wąsik i Bejda kontratakując twierdzą, że Tomasz Kaczmarek mści się na nich za to, że nie pomogli mu, gdy organizacja charytatywna jego żony wpadła w tarapaty finansowe. Kaczmarek odparowuje, że na wszystko mają z żoną dokumenty i jeśli tylko sąd będzie uczciwy, to niczego się nie obawia.

Nie wiadomo, jak dalej sprawy się potoczą, wiadomo natomiast, że to, co powiedział w telewizji były agent CBA do zadań specjalnych, demaskuje oblicze tej służby pod rządami PiS. Została powołana do ścigania przestępstw korupcyjnych i finansowych, a PiS przekształcił ją w narzędzie do ścigania politycznych przeciwników. W takiej sytuacji, w jakiej się znaleźli Kamiński, Wąsik i cała reszta, będą bronić swej władzy do końca. Bo wiedzą dobrze, co ich czeka, gdy ją stracą.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii