Air Kuchciński story

str-11-kuchcinski

Jak zapewne Czytelnicy się domyślają neologizm „PiSancjum” odnosi się do Bizancjum, które w potocznym rozumieniu było przykładem niezmiernego wręcz bogactwa, przepychu i niespotykanie wystawnego trybu życia. To jak Marek Kuchciński, do czwartku 8 sierpnia jeszcze marszałek Sejmu, traktował pieniądze podatników jest tylko jednym z bardziej jaskrawych przykładów nieliczenia się PiSowskich bonzów z publicznymi pieniędzmi i kupowanym za te pieniądze państwowym majątkiem. O tym, że Kuchciński prowadzi tryb życia przekraczający jego apanaże wiedziano od dawna, ale brakowało na to jednoznacznych dowodów.

Odsłanianie kurtyny rozpoczęła Gazeta Wyborcza (GW), która już w kwietniu br. miała informacje o rozpoczęciu „lotów operacyjnych” przez „Air Kuchciński”, czyli wożeniu rządowym samolotem o specjalnym statusie członków rodziny Kuchcińskiego. GW poprosiła Kancelarię Sejmu (KS) o potwierdzenie otrzymanych informacji. Sejmowi urzędnicy stanowczo zaprzeczyli, by Kuchciński wykorzystywał rządowy samolot do przewożenia członków swojej rodziny. To było pierwsze kłamstwo instytucji, w której kłamstwo powinno być zawsze i na zawsze nieobecne. W odniesieniu do KS zaprzeczanie faktom i podawanie nieprawdziwych informacji powinno być traktowane jako przestępstwo, a przynajmniej jako przestępstwo urzędnicze, nie mówiąc już o tym, że jest to postępowanie kardynalnie wręcz nieetyczne.

25 lipca br. Sławomir Nitras, poseł Platformy Obywatelskiej, zdemaskował matactwa KS ujawniając dokumenty, z których jednoznacznie można się dowiedzieć, że Marek Kuchciński jako marszałek Sejmu latał sobie pięć razy do Rzeszowa i z powrotem z koleżanką małżonką, a także z dziećmi rządowym samolotem Gulfstream 550. Na dodatek loty te miały status HEAD. Po kilku dniach okazało się, że takich lotów było 23. Po kolejnych kilku dniach wyszło na jaw, że na przestrzeni niespełna dwóch lat lotów z rodziną i bez rodziny było na trasie Warszawa-Rzeszów i z powrotem 105,a jak twierdzą zajmujący się tą sprawą dziennikarze i politycy, nie jest to wcale liczba ostateczna.

Samoloty Gulfstream 550 to luksusowe samoloty dyspozycyjne. Po przejęciu władzy przez PiS, także nad pieniędzmi budżetu państwa czyli podatników, przedstawiciele „dobrej zmiany” szybko postanowili, że to oni będą decydować na co wydawać budżetowe pieniądze. Natychmiast ogłosili przetarg na dwa samoloty dyspozycyjne dla VIP-ów, czyli dla siebie. Przetarg wygrał amerykański producent samolotów Gulfstream. Nie poprzestano na zakupie skromnym, czyli dobrych samolotów ale niezbyt kosztownych. Od razu sięgnięto na najwyższą półkę, bo po maszyny Gulfstream 550. To bardzo dobry samolot, ale też bardzo drogi. Takimi samolotami latają arabscy szejkowie i monarchowie, np. król Szwecji. Za dwa egzemplarze tego samolotu polscy podatnicy zapłacili 440 milionów złotych netto, czyli ok. 538 mln zł brutto, co tylko świadczy o rozrzutności najwyższych funkcjonariuszy „dobrej zmiany”. Drobnym przykładem tej rozrzutności była też służbowa podróż posłanki i ówczesnej szefowej kancelarii premiera, Beaty Kempy (dziś europosłanka) do fabryki samolotów Gulfstream, by wybrać kolor wykładziny i tapicerki.

Samoloty Gulfstream kupione zostały do przewożenia najważniejszych osób w PiS udających się na oficjalne wizyty. Loty takich dygnitarzy mają status HEAD, który zakłada najwyższe standardy bezpieczeństwa. W organizację takiego lotu zaangażowanych jest zazwyczaj ok. 200 osób z różnych instytucji wojskowych i cywilnych. Po wylądowaniu w Polsce, Gulfstreamy musiały się bardzo spodobać marszałkowi Sejmu, Markowi Kuchcińskiemu. I bardzo szybko zrobił sobie z nich taksówki, które umęczoną sejmową harówką drugą osobę w państwie woziły na lotnisko Jasionka w Rzeszowie, skąd limuzyna Służby Ochrony Państwa wiozła go do domu w Przemyślu albo do posiadłości w Huwnikach niedaleko granicy z Ukrainą. Za każdym razem był to lot według statusu HEAD. Poza angażowaniem w organizację takiego lotu wymienioną wyżej liczbę specjalistów, taki lot kosztuje też konkretne pieniądze. Po wybuchu afery MON podał, że jest to koszt w granicach 9,5 tys. zł. Ta kwota jest oczywiście mocno zaniżona. Wypowiadający się incognito specjaliści wyliczają godzinę lotu Gulfstreamem 550 na 28,5 tys. zł, natomiast posiadające taką maszynę firmy komercyjne szacują koszt od 30 do nawet 40 tys. zł.

Po ujawnieniu informacji o wożeniu „czterech liter” marszałka na weekendy do domowych pieleszy, Kuchciński i podległa mu KS rozpoczęli serię kłamstw. Pierwszym było wspomniane wyżej zapewnienie GW, że Kuchciński nie wozi samolotem o statusie HEAD rodziny, ponieważ status taki przysługuje jedynie prezydentowi, premierowi oraz marszałkom Sejmu i Senatu i to tylko podczas oficjalnych wizyt. Gdy poseł Sławomir Nitras ujawnił, że jednak woził, KS tłumaczyła, że dezinformując Wyborczą działała w dobrej wierze i że takie miała wtedy informacje. Także w kwietniu KS oświadczyła GW, że nie prowadzi rejestru lotów marszałka, ale po 3 miesiącach, dokładnie 5 sierpnia br. taki rejestr ujawniła.

Gdy „Rzeczpospolita” podała, że Gulfstream550 o statusie lotu HEAD woził rodzinę marszałka na trasie Rzeszów-Warszawa, KS zaprzeczyła i zapowiedziała sprostowanie, ale nie zdążyła, bo we wspomniany poniedziałek 5 bm. Kuchciński p przyznał, że przynajmniej raz pasażerem była tylko jego żona. Ale kłamał, gdy mówił, że „instrukcja HEAD nie przewiduje, kto może być obecny na pokładzie”. To nieprawda, ponieważ precyzuje bardzo dokładnie, że podczas lotu HEAD na pokładzie samolotu oprócz członków załogi, funkcjonariuszy ochrony i personelu pokładowego, mogą być tylko członkowie oficjalnej delegacji. Przekonywał też, że nie miał wpływu na nadawanie jego przelotom statusu HEAD, ponieważ nadają go służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo lotu najważniejszych osób w państwie. To też nieprawda, ponieważ KS w zapotrzebowaniu na loty marszałka zawsze zgłaszała „misję oficjalną”. Bez takiego zgłoszenia służby nie zastosowałyby procedury HEAD i w konsekwencji Kuchciński nie dostałby samolotu na przelot. Musiałby lecieć do Rzeszowa samolotem rejsowym, a to jest przecież środek lokomocji dla hołoty, a nie dla tak ważnej figury jak pan marszałek Kuchciński.

Absolutnym cynizmem albo głupotą, a pewnie jednym i drugim, było oświadczenie Kuchcińskiego, że „Jedną z przyczyn obecnej popularności Sejmu jest to, że od początku zachęcałem posłów, by wychodzili na zewnątrz do ludzi, by organizowali spotkania. Sam to czyniłem – moje podróże poza Warszawę to udowadniają. To jest forma konsultacji społecznych”. Znając lotność umysłu Kuchcińskiego należy przypuszczać, że ktoś mu te bzdury napisał, a on ich wcześniej nie przeczytał, bo 95 proc. lotów „Air Kuchciński” odbywało się na trasie Warszawa – Rzeszów, w pobliżu którego Kuchciński mieszka. Z czasem wyszło też na jaw, że rządowe śmigłowce, także śmigłowce Straży Granicznej woziły go do Huwnik (jest tam baza śmigłowcowa Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej). W pobliżu tej miejscowości ma on swoją posiadłość.

Po środowej (7 sierpnia) naradzie wierchuszki partyjnej PiS z Kaczyńskim na czele, w czwartek Kuchciński złożył dymisję z urzędu marszałka.

Niestety odszedł nie za to, za co powinien. Powinien zaś odejść znacznie wcześniej, ponieważ to on, jako bezwolny wykonawca dyspozycji Jarosława Kaczyńskiego, odebrał powagę najważniejszej instytucji w państwie, jaką jest Sejm Rzeczypospolitej. Człowiek honoru nigdy nie zrobiłby tego, co zrobił Kuchciński. A przeciętny poseł z Przemyśla, który był giermkiem Kaczyńskiego ma na swoim koncie zbrodnie stanu, bo, jak napisał Jacek Żakowski w GW: „Zrobił cyrk z Sejmu, pośmiewisko z parlamentaryzmu, wydmuszkę z demokracji, kpinę z konstytucji, ponury żart z regulaminu izby. To Kuchciński był marszałkiem, kiedy wielokrotnie uchwalano „prawo” ewidentnie sprzeczne z konstytucją, w trybie gwałcącym elementarne zasady demokracji oraz legislacji. To Marek Kuchciński kierował pracami Sejmu, gdy PiSowska większość łamała wyroki i dewastowała Trybunał Konstytucyjny, nielegalnie zmieniała kodeksy, jakby były zwykłymi ustawami, faktycznie likwidowała konstytucyjne gwarancje niezależności sądów i niezawisłości sędziów, zamykała usta opozycji, zmieniała państwowe media w propagandowy ściek, oświatę w pandemonium, puszczę w górę trocin, Polskę w Czarnego Piotrusia Unii. To Kuchciński stosował ewidentnie podwójne standardy w debacie, pozwalając, by Kaczyński, Pawłowicz czy Tarczyński bezkarnie miotali w Sejmie inwektywy i oszczercze kalumnie, gdy opozycyjni posłowie byli za byle co brutalnie karani. „Air Kuchciński” nie może pozostać bezkarne. To oczywiste. Ale czy nie niepokoi państwa, że musimy się cieszyć wizją kary za chciwe cwaniactwo, bo kara za zbrodnie stanu zdaje się tak mało realna, że o niej nie myślimy?”.

Krzysztof Pipała