Amerykańscy alfonsi „łowią” w więzieniach

silhouette-of-a-prisoner-behind-bars-in-american-prison_rakgimmz__f0000

Metod wprowadzania kobiet w prostytucję bez ich woli jest sporo, pisano o nich wiele. Dziś przedstawiam Państwu najnowsze „osiągnięcia” w tej dziedzinie, których mechanizm mógł się zrodzić tylko w sąsiadujących z Kanadą Stanach Zjednoczonych Ameryki. System prawny tego kraju ma oczywiście wiele zalet, ale ideałów nie ma, ma więc także sporo wad. Zaletą tego systemu jest m.in. to, że człowiek zatrzymany pod jakimś zarzutem może wyjść na wolność po wpłaceniu kaucji. Zaletą jest i to, że kaucję za zatrzymanego czy aresztanta może wnieść każdy, natomiast wadą stanowi z pewnością fakt, że nikt nie sprawdza, kim jest osoba, organizacja bądź instytucja wpłacająca kaucję.

Hipotetycznie może więc dojść do sytuacji, że ktoś, kto się naraził jakiejś bandzie zbirów, zostaje zatrzymany w areszcie, ale wychodzi z niego, ponieważ na poczet jego zwolnienia wpłacono kaucję. Zwolniony nie wie, kto wpłacił kaucję i tuż po przekroczeniu bramy więzienia ginie, bo okazało się, że kaucję wpłacili jego prześladowcy. To wcale nie jest sytuacja abstrakcyjna.

Dziennikarze brytyjskiego „Guardiana” otrzymali sygnał, że instytucja zwolnienia za kaucją jest wykorzystywana przez amerykańskich alfonsów, czyli sutenerów. W amerykańskich więzieniach przebywa obecnie 1,2 mln kobiet. To osiem razy więcej niż w roku 1980, przy czym populacja w tym kraju wzrosła w tym czasie o ok. 44 proc, bo z 227 mln do 327 mln osób. Ze statystyk wynika, że co czwarta kobieta przebywająca za kratami znalazła się tam z powodu narkotyków. Są to w wielu przypadkach kobiety atrakcyjne, ale zaniedbane i samotne. O niczym innym nie marzą, jak tylko o tym, by z powrotem znaleźć się na wolności. Ale na wolności są zagubione, bo wiele z nich nie ma rodziny, ani przyjaciół, po zamknięciu się za nimi więziennej bramy często nie mają gdzie się znaleźć. Są idealną zwierzyną dla alfonsów.

Alfons działa przy pomocy laptopa albo wykorzystuje „źródła” wewnątrz więzień. Dane osób, którym postawiono zarzuty są w wielu stanach USA na rządowych stronach internetowych. Poza podstawowymi informacjami (paragraf, na podstawie którego u dana osoba została skazana, wysokość kaucji, adres) jest też zdjęcie. Wewnątrz więzień pracują „naganiaczki”. To zazwyczaj aresztowane prostytutki. Mimo że za kratami, to nadal zależne są od swoich alfonsów. Jedna z takich kobiet opowiadała dziennikarzom „Guardiana”, że co tydzień rozmawiała ze swoim alfonsem i przekazywała mu informacje o nowych kobietach, które przybyły do jej więzienia. W zamian otrzymywała od alfonsa pieniądze na zakupy w więziennym sklepie. Natomiast kobietom, którymi zainteresował się alfons, opowiadała „wszystko, co tylko chciały słyszeć, żeby tylko wsiadły do jego auta. To było jak zamawianie potraw z karty dań”.

Amerykańscy alfonsi przyznają, że więzienia są najlepszym miejscem do łowienia kobiet, które następnie zmuszają do prostytucji. Często się zdarza, że zwolniona kobieta nie wie, kto wpłacił za nią kaucję, ani co się za tym kryje. Za bramą więzienia czeka nieznajomy mężczyzna, który zazwyczaj mówi: „Zapłaciłem za ciebie, należysz do mnie”. To „należenie” to pracowanie dla niego ciałem, czyli prostytucja. Jedna z takich kobiet opowiadała, że natychmiast po zwolnieniu alfons zamknął ją w domu z czterema innymi kobietami, i kazał jej patrzeć, jak je bije. Gdy dostarczała mu mało pieniędzy, też ją bił. Postanowiła uciec, ale po pewnym czasie alfons znalazł ją i wysłał z powrotem do więzienia. W przypadku kobiet, które znalazły się w zamknięciu z powodu narkotyków, alfonsi natychmiast po przekroczeniu przez nie bram więzień dają im narkotyki, by po kilku dniach zażądać od nich za to pieniędzy. Tych kobiety oczywiście nie maja, więc są zmuszane do prostytucji.

Jedna z kobiet, która w ten sposób stała się ofiarą alfonsów, zdołała się od nich uwolnić i założyła fundację wspomagającą wykorzystywane kobiety. „Więzienie wciąga słabe kobiety i czyni je jeszcze słabszymi – opowiadała. – Po zwolnieniu nie mają dokąd pójść, nie dostają żadnego wsparcia. Drapieżniki wykorzystują izolację i traumę. Oni rozpracowali system. Więzienia są jak wielkie akwaria, w których można łowić”.

Przypadki masowego wyławiania kobiet z więzień za kaucją i wprowadzania ich pod przymusem w seksualne niewolnictwo, czyli w prostytucję, dziennikarze „Guardiana” wykryli w kilku stanach USA, m.in. w Teksasie, Ohio, Północnej Karolinie i Missisipi. Okazuje się, że już 5 lat temu jeden z byłych kuratorów sądowych mówił w mediach, że „handel ludźmi w więzieniach trwa od dawna. Zatrudnieni tam z pewnością widzą to narastające zjawisko, ale nie chcą o nim mówić”. A skoro nie chcą mówić, to nie ma się jak temu przeciwstawić.

Stany Zjednoczone są krajem wolnych ludzi, liberalnej gospodarki, wieloetnicznym i wielu religii, ale też nie tak całkiem wolnym od obłudy i hipokryzji. Z wyjątkiem kilku hrabstw w stanie Nevada prostytucja jest w tym kraju zakazana, ale kobiety zarabiające w ten sposób na życie (dobrowolnie jak i pod przymusem) nietrudno spotkać. Szacuje się, że aż 80 proc. kobiet zatrzymanych za prostytucję pracowało lub pracuje dla jakiegoś alfonsa. Owoc zakazany przynosi bowiem spore profity. Na podstawie oczywiście niezbyt precyzyjnych badań uważa się, że wartość rynku seksualnego w USA to około 9,5 mld dolarów. Alfonsi muszą więc być bardzo bogatymi ludźmi, skoro 80 proc. tej kwoty wpada do ich kieszeni, a tylko ochłapy do kobiet przez nich wykorzystywanych. Nie ma danych, co w tej sytuacji robią służby podatkowe tego kraju.

PS Imię Alfons posiada w języku polskim konotację zdecydowanie negatywną, stojącą w jaskrawej sprzeczności z jego pochodzeniem. Źródło jego jest germańskie i semantycznie szlachetne, bo człon pierwszy, czyli „al” w tłumaczeniu na język polski to „cały” lub „adal” („szlachetny ród”), natomiast człon drugi, czyli „funs”, to „szybki, chętny, życzliwy”. Możemy więc zakładać, że imię Alfons według swego źródłosłowu może oznaczać na przykład „życzliwy szlachetny ród”. W Polsce też przez długi czas imię to miało szlachetny wydźwięk. Spopularyzowali je w XVIII i XIX wieku zakonnicy redemptoryści. Imię Alfons było więc popularne i szlachetne, tym bardziej, że nosili je królowie Hiszpanii, Aragonii, Portugali, hrabiowie, duchowni (było to pierwsze imię księdza Jerzego Popiełuszki), artyści (na przykład grafik i malarz Alfons Mucha), ale także typ krwawo się kojarzący, bo niejaki Al (Alfons) Capone. I wszystko byłoby dobrze, gdyby syn starego Aleksandra Dumas, też Aleksander, nie napisał w roku 1873 komedii zatytułowanej „Monsieur Alphonse”. Cieszyła się ona na scenach ziem polskich dużym powodzeniem i pod jej wpływem imię Alfons przyjęło się wśród Polaków jako rzeczownik pospolity „alfons”, równoznaczny ze słowem sutener (w innych krajach imię to nie ma negatywnych konotacji). A sutener, jak wiadomo, to typ bezwzględny, czerpiący dochody z prostytucji uzależnionych od siebie kobiet.

Michał Tomkiewicz