Antybiotyki nas zabijają?

str-18-antybiotyki

To nie ani żart, ani pomyłka. W naszej świadomości tkwi przecież przekonanie, że co jak co, ale w krytycznych stanach zapalnych naszych organizmów antybiotyki ratują nasze zdrowie, w wielu przypadkach także życie. Twierdzenie, że antybiotyki nas zabijają zakrawa na absurd. Otóż nie do końca. Antybiotyki, co do tego nie ma dyskusji, są największym osiągnięciem mikrobiologów i lekarzy, medycyny jako takiej i chwila ich wprowadzenia do lecznictwa niewątpliwie, bo to też nie podlega dyskusji, zrewolucjonizowała medycynę. Antybiotyki zwalczają bakterie, które w organizmach ludzi (ale także zwierząt) wywołują stany zapalane. Dzięki antybiotykom leczy się choroby jeszcze przez cztery pierwsze dekady XX wieku uważane za niewyleczalne (jak na przykład wstydliwy syfilis), przerywa i skraca stany zapalne organizmu wywołane na przykład zapaleniem płuc czy anginą. Dzięki antybiotykom dokonał się też niebywały postęp w chirurgii, położnictwie i transplantologii, bo likwidowały one zagrożenie zakażeniem bakteryjnym podczas operacji, a tym samym powikłania mogące być takich zakażeń konsekwencją. Stosowanie antybiotyków w tych dziedzinach medycyny to dzis chleb powszedni, działania rutynowe. Ale…

Powszechne stosowanie antybiotyków doprowadziło do tego, że za ich sprawą w krajach samej tylko Unii Europejskiej umiera rocznie około 25 tysięcy osób, natomiast na całym świecie liczby te szacuje się na około 700 tysięcy. Badający problem specjaliści twierdzą, że jeśli nic się nie zmieni, będzie tylko gorzej. A szacunki, przy zachowaniu obecnego status quo, opiewają na 10 milionów zgonów w roku 2050, czyli za lat niespełna 31. Jak to możliwe, zapyta niewątpliwie Czytelnik, że leki ratujące życie, bo zabijające bakterie temu zagrażające, mogą też doprowadzać do śmierci. Rzecz otóż w nadmiarze.

Antybiotyki są powszechnie stosowane na całym świecie, by zwalczać w organizmie ludzi i zwierząt bakterie, ale bakterie te mają to do siebie, że potrafią się bronić. Jeśli są ciągle atakowane na bywają tak zwanej oporności, czy uodporniają się na działanie danego antybiotyku. Jeśli organizm człowieka zostanie zaatakowany bakterią, która jest odporna na działanie antybiotyków, nie potrafi z nią walczyć. Stąd bierze się podana wyżej liczba zgonów. A bierze się stąd, że bakterie szybciej staja się odporne na działanie antybiotyków niż ludzie wymyślą nowe antybiotyki, z którymi bakterie nie potrafią jeszcze walczyć.

Mikrobiolodzy i farmakolodzy mówią cynicznie, że jeśli ktoś ma jakąś niezbyt agresywną infekcję, to aby się jej pozbyć wystarczy wziąć kąpiel w najbliższej rzece. To żart ponury, ale trafiający w sedno. Antybiotyki nie zostają na stale w organizmie, który został poddany antybiotykowej kuracji. Są z niego wypłukiwane, wydostają się niego wraz z moczem i odchodami. Spływają do rzek, mimo że wydalone przez człowieka fekalia trafiają jeszcze po drodze do oczyszczalni ścieków. W stosunku do liczby mieszkańców świata i rzek znajdujących się na naszym globie, oczyszczalnie ścieków stanowią promil w skali potrzeb, a kolejny promil stanowią oczyszczalnie, które są w stanie powstrzymać wydostawanie się do środowiska antybiotyków.

Od kilku dziesięcioleci od czasu do czasu fachowcy zadawali sobie pytanie, jaka ilość antybiotyków wydalonych przez organizmy istot żywych przedostała się do środowiska. Odpowiedź była absolutnie nieprecyzyjna, bo mieszcząca się w jednym słowie: „ogromna”. Pasem transmisyjnym, którym antybiotyki dostają się do środowiska są rzeki. Na pytanie, jak w wodach tych rzek jest zwartość antybiotyków, odpowiedź była równie zdawkowa i tylko nieco inna. Brzmiała: „przeogromna”.

Wobec tak niedoskonałych danych, naukowcy z Uniwersytetu w Yorku postanowili zareagować przeprowadzeniem wnikliwych badań obejmujących 72 kraje świata. Zadanie było bardzo ambitne i wymagające świetnej logistyki. Zestawy do pobierania próbek naukowcy z Yorku rozesłali do swoich naukowych partnerów w tychże 72 krajach, woda pobrana z interesujących ich rzek została następnie zamrożona i przesłana do uniwersyteckiego laboratorium w Yorku, gdzie zostały poddane badaniom.

Do testów wybrano wiele rzek, ale także te bardzo znane i istotne dla zaopatrzenia w wodę mieszkańców tychże krajów. Pobrano więc próbki z Dunaju, Tybru, Sekwany i Tamizy w Europie, ale także z głównej rzeki Tajlandii Chao Phraya przepływającej przez Bangkok, Mekongu w Wietnamie, także z biblijnego Tygrysu. Badane były oczywiście wody rzek afrykańskich, Ameryki Południowej. Australii i Oceanii również.

W porozumieniu z koalicją największych firm sektora farmaceutycznego przyjęto tak zwany „bezpieczny poziom” zawartości antybiotyków w wodach rzek. Ustalono, że jest to od 20 do 32 tys. nanogramów na litr (ng/l). Ale z zastrzeżeniem, że tak naprawdę to nie ma „bezpiecznych poziomów”, ponieważ nawet niewielkie stężeni antybiotyków w wodach rzek może się przyczynić do powstania lekooporności. Wyniki badań zaprezentowano na dorocznym spotkaniu Towarzystwa Toksykologii i Chemii Środowiska, które w tym roku odbyło się Helsinkach. I wywołały one szok i przerażenie.

Naukowcy z Yorku znaleźli antybiotyki w 65 proc. monitorowanych miejsc. Przerażający, bez cienia przesady, wynik zanotowano w jednej zgodnych rzek Bangladeszu. Metronizadol, antybiotyk stosowany w leczeniu zakżań skóry i jamy ustnej przekrocfzyl w niej :bezpieczny poziom” aż 300 razy!

Ale Europa wcale nie należy pod tym względem do szczególnie bezpiecznych. W Tamizie i jednym z jej dopływów w Londynie stęknie antybiotyków wyniosło 233 ng/l czyli około dziesięć razy więcej niż wynosi wynegocjowana norma. A przecież Tamiza uważana jest za jedną z najczystszych europejskich rzek. Najbardziej zanieczyszczoną w Europie próbkę pobrano z Dunaju przepływającego przez jeden z najbogatszych krajów kontynentu, bo w Austrii. Na Starym Kontynencie bezpieczne normy przekroczyło 8 proc. pobranych próbek.

Najbardziej zanieczyszczone antybiotykami są rzeki w Azji i w Afryce, przede wszystkim w Bangladeszu, Pakistanie, Kenii, Ghanie, Nigerii. Najbardziej wolne od antybiotyków są wody Australii i Oceanii. Wnikliwa analiza wykazała, że wody rzek, w których stwierdzono szczególne stężenie antybiotyków, sąsiadują z oczyszczalniami ścieków, składowiskami odpadów i ściekami, a także z regionami, w których występują konflikty polityczne. I co z tym fantem można zrobić?

Uczeni zgromadzeni w Helsinkach byli bardzo zaniepokojeni wynikami badań, ale jako remedium na antybiotykowe zanieczyszczenie wód nie ogłosili żadnych wielkich rewelacji, bo i nie było na to czasu. Konieczny jest, o czym wszyscy wiedzą, rozwój technologii eliminujący z oczyszczanych wód i ścieków antybiotyki, także inne pozostałości po lekach. Takie technologie z pewnością się pojawią, ale czy stać będzie na nie kraje biedne, które nawet na budowę oczyszczalni nie mają pieniędzy? Front jest więc bardzo szeroki dla bakterii, które walczą z antybiotykami i skutecznie się na nie uodporniają.

W tej sytuacji potężne wyzwanie stoi też przed medycyną, a konkretnie mikrobiologią. Opracowanie nowych leków, które pokonają bakterie uodpornione już na dotychczas stosowane antybiotyki, wymaga przede wszystkim czasu. Na razie bakterie wygrywają, bo szybciej się uodparniają nim zostanie wynaleziony nowy, działający na nie lek.

To pole walki poza zmysłami wzroku, dotyku i węchu człowieka. Niewidzialne, ale bardzo aktywne. Wynik tej walki będzie miał bardzo duży wpływ na średnią życia ludzi na naszym globie.

Wojciech Sandecki