Bandyci na usługach PiS i Kościoła

admin-ajax

Tytuł może bulwersować, szczególnie sympatyków Prawa i Sprawiedliwości, jeśli jednak na zimno, bez emocji, przeanalizujemy wydarzenia, do których doszło w Białymstoku i poprzedzające te wydarzenia wypowiedzi polityków oraz przedstawicieli Kościoła, to związki przyczynowo-skutkowe nie mogą doprowadzić do konkluzji inne niż zawarta w tytule.

Wydarzenia w Białymstoku, do których doszło 20 lipca br., są pochodną polityki uprawianej przez prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego. To człowiek, który nie potrafi budować, jest natomiast arcymistrzem w skłócaniu społeczeństwa, kreowaniu i wskazywaniu w tymże społeczeństwie wrogów. On po prostu nie potrafi inaczej, a jedną z przyczyn takiego postępowania jest świadomość, że założenia jego polityki są nie do zaakceptowania przez „myślącą” część społeczeństwa, czyli tak przez niego piętnowane „elity”. Fundamentem polityki Kaczyńskiego jest bowiem panowanie nad wszystkimi elementami życia społecznego, mówiąc w skrócie- dyktatura. Dyktatura zaś jest nie do zaakceptowania przez „myślącą” część społeczeństwa, ponieważ jest antynomią wolności. Kaczyński doskonale wie, że aby zdobyć i utrzymać władzę musi się oprzeć na tej części społeczeństwa, która ani nie jest w stanie, ani nie ma zamiaru roztrząsać, co jest, a co nie jest wolnością, natomiast jest bardzo otwarta na wskazywanie jej co jest dobrem, co złem i wspieranie tych, którzy im to mówią.

Jeśli więc Kaczyński mówi, że uchodźcy jeśli tylko zjawią się w Polsce, to przywloką ze sobą choroby, na które sami są uodpornieni, a na które my Polacy nie jesteśmy, to znaczy, że przekazuje nam informację o zagrożeniu ze strony uchodźców i w związku z tym należy się sprowadzaniu do Polski uchodźców przeciwstawiać, a ci którzy uważają inaczej są do nas wrogo nastawieni. Ludzie uznający Kaczyńskiego za jedynego szerzyciela prawdy, przyjmują jego słowa bez krzty choćby wątpliwości, a odebrana przez nich edukacja nie pozwala przyjąć do wiadomości, że posługuje się on socjotechniką z arsenału doktora Goebbelsa, szefa propagandy Hitlera. Przyjmują za to bezkrytycznie, że Kaczyński i jego partia walcząc przeciwko sprowadzeniu do Polski uchodźców, bronią Polaków przed zagrożeniem życia ich i ich dzieci.

Kaczyński nie potrafi uprawiać polityki bez wskazywania wrogów. Do innego sposobu jest po prostu intelektualnie niezdolny. Teraz wrogiem, przed którym Kaczyński będzie bronił Polaków są homoseksualiści. Ludzie i ruch skrywający się pod skrótem LGBT (z ang. Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender), odnoszący się do lesbijek, gejów, osób biseksualnych oraz transpłciowych. Celem tego ruchu jest walka z dyskryminowaniem ludzi o innej orientacji seksualnej.

Kaczyński doskonale wyczuł, że jest to kolejny (po Żydach i uchodźcach) wróg, którym należy zastraszyć społeczeństwo, nade wszystko elektorat jego partii i odciągnąć od coraz jaśniej rysującej się w kraju zapaści gospodarczej i finansowej (inflacja wzrosła ostatnio o 2,9 proc.). Tym bardziej, że pole do ataku odsłoniła opozycja, a konkretnie prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski, który pod koniec marca br. podpisał deklarację LGBT+, by powstrzymać nietolerancję wobec osób o innej orientacji seksualnej, szczególnie wobec ludzi młodych. Kaczyński wiedział też doskonale, że w walce z tym „wrogiem” otrzyma bardzo mocne wsparcie ze strony urzędników polskiego Kościoła katolickiego.

Dziesięć dni później, podczas konwencji PiS w Rzeszowie, stolicy Podkarpacia (uchodzącego za matecznik polskiego Ciemnogrodu – największe poparcie dla PiS w każdych wyborach), Kaczyński zaatakował Trzaskowskiego i deklarację LGBT+ wygłaszając absolutne brednie, że deklaracja ta, rekomendująca wprowadzenie do szkół lekcji wychowania seksualnego według standardów WHO (Światowa Organizacja Zdrowia), doprowadzi do tego, że już przedszkolaki w wieku 4 lat będą uczone masturbacji i nakłaniane do wczesnej inicjacji seksualnej.

To oczywiste bzdury, tyle tylko że „wskazanie wroga” natychmiast podchwyciły posłuszne Kaczyńskiemu media z TVP na czele. Rozpoczął się proces szczucia wobec homoseksualistów i tych, którzy biorą ich w obronę. Tym bardziej dotkliwy i powszechny, że włączył się w ten nurt Kościół katolicki. Arcybiskup krakowski, Marek Jędraszewski, też przyłączył się do tego ataku, a to przecież hierarcha, który ma na swoim koncie obronę homoseksualnego arcybiskupa Poznania, Juliusza Paetza, oskarżanego przez kleryków o seksualne molestowanie.

Kiedy się okazało, że atak na LGBT odniósł pozytywny wskutek w wyborach do europarlamentu, Kaczyński postanowił systematycznie dolewać paliwo do ognia i na tym samym „wrogu” dojechać do jesiennych wyborów do polskiego Sejmu. Specjaliści od marketingu politycznego twierdzą, że temat LGBT będzie nagłaśniany przez PiS do końca kampanii wyborczej do Sejmu, bo „zabieg wmawiania wyborcom zagrożeń, które de facto nie istnieją i obietnice ochrony przed nimi to skuteczna strategia komunikacji politycznej – twierdzi Marek Gieorgica, ekspert Clear Communication Group. – Granie na stereotypach i fobiach to wciąż często wykorzystywany sposób budowania poparcia politycznego. PiS bardzo dobrze zbadał opinie Polaków na temat deklaracji LGBT+ i  stara się odpowiednio do tych opinii dopasować swoją narrację. Czy to przyniesie oczekiwane rezultaty i zwiększy poparcie dla PiS – obawiam się, że niestety tak. Granie na stereotypach i fobiach to wciąż często wykorzystywany sposób budowania poparcia politycznego. A jednoczesne mówienie o tolerancji jest hipokryzją”.

Kaczyński doskonale zdaje sobie sprawę, że jest hipokrytą, bo mimo wszystko jest na tyle inteligentny, że wie, iż mówi kłamstwa, ale dla niego liczy się tylko i wyłącznie władza. Każdym kosztem i bez względu na ofiary. Jest też na pewno świadomy, że jego sposób uprawiania polityki przynosi krzywdę i wielkie szkody atakowanym przez niego ludziom, ale w walce przechodzi nad tym do porządku. Dla niego to nieistotne.

Kaczyński spuścił więc psy z łańcucha, a one pokazały swoją szczególną agresję 20 lipca w stolicy Podlasia podczas „Marszu Równości”, którego uczestnicy manifestowali o równe prawa i o poszanowanie dla osób o innej orientacji seksualnej. Bandyci z Białegostoku uważający się za obrońców „wartości chrześcijańskich” pluli, kopali, obrzucali uczestników marszu zgniłymi jajkami, ale także kamieniami i kostką brukową. Spasione piwem i używkami osiłki wyciągały spośród uczestników marszu bezbronne, pojedyncze osoby, bili i kopali. W tym także kobiety. Zawsze atakujących było kilku i tylko jedna bita osoba. Bo to „bohaterowie”, którzy są największymi tchórzami. Nigdy nie staną twarzą w twarz z równymi sobie, na dodatek będą mieć maskę na twarzy.

Jacek Dehnel, pisarz z Gdańska, nie kryjący swego homoseksualizmu (zawarł związek małżeński ze swoim partnerem, ale w Londynie) był uczestnikiem tego „marszu bitych i opluwanych”. Zdał z niego relację w jednym z wydań Gazety Wyborczej. Jedna z opisanych scen jest i szokująca, i wręcz przerażająca. „Kobieta z trzy-, czteroletnim może dzieckiem, któremu układała obie maleńkie rączki w „ fucki”, mówiąc: – Ucz się! Po czym skandowała: – Wy-pier-da-lać! Wy-pier-da-lać!

Arcybiskup białostocki, Tadeusz Wojda, nawoływał do wiernych „Non possumus (…) nie możemy się zgodzić” na marsz godzący w wartości chrześcijańskie. Tadeusz Wojda przebywał otóż kilkanaście lat w Watykanie. Frédéric Martel, francuski pisarz nie ukrywający swego homoseksualizmu, pisze w obszernej książce „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”, że 60 proc. kardynałów, biskupów i księży niższych rang, jest czynnymi homoseksualistami. To stwierdzenie opiera na kilkuset rozmowach (autoryzowanych) z watykańskimi duchownymi. Abp Tadeusz Wojda pracując kilkanaście lat w Watykanie musiał być głuchy i ślepy nie widząc tego i nie słysząc, a wzrok i słuch odzyskał dopiero po powrocie do Polski, do Białegostoku. Frédéric Martel pisze także, że przekonał się, iż najgłośniejszy werbalny sprzeciw wobec homoseksualistów i homoseksualizmu płynie z ust tych kardynałów i biskupów, którzy są homoseksualnie czynni.

Po pobiciu, zbluzganiu i obrzuceniu kamieniami uczestników Marszu Równości w Białymstoku, abp Wojda w pokrętny sposób próbował się wytłumaczyć ze swoich wcześniejszych nawoływań, ale jego podwładny z białostockiej parafii św. Jadwigi Królowej już nie. Po tymże marszu napisał do bandytów: „Składamy wyrazy uznania i podziękowania tym wszystkim, którzy w ostatnim czasie, w jakikolwiek sposób włączyli się w obronę wartości chrześcijańskich i ogólnoludzkich, chroniąc nasze miasto, zwłaszcza dzieci i młodzież przed planową demoralizacją i deprawacją. Niech wam Bóg wynagrodzi i błogosławi wszelkie dalsze dobre poczynania”.

Kaczyński zapewne śmiał się w kułak i zacierał z radości ręce. Psy spuszczone z łańcucha wykonały swoje zadanie.

PS Zaledwie 72 km na zachód od Białegostoku leży Jedwabne. To tam podczas II wojny światowej jego polscy mieszkańcy z niemieckiej inspiracji („spuszczeni z łańcucha”) spalili ok. 300 swoich sąsiadów. Żydów.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii