Bardzo efektywna polityka

admin-ajax

Podczas konferencji „Być Polakiem – duma i powinność”, Jarosław Kaczyński powiedział że: „Nikt nie jest w stanie zaprzeczyć, że my prowadzimy politykę nieporównywalnie efektywniejszą od naszych przeciwników”. Nie da się ukryć, że owa efektywniejsza polityka to po prostu pompowanie strumienia pieniędzy do kieszeni kleru we wszelki możliwy sposób, na każdą okoliczność i przy każdej okazji. A przecież te pieniądze nie są pieniędzmi partii PiS, a tym bardziej Kaczyńskiego; są to pieniądze publiczne, pochodzące z kieszeni polskich podatników. W ramach zdobywania poparcia „ciemnego ludu” podczas kampanii przedwyborczej w 2015 r., Kaczyński i jego przyboczni na okrągło przekonywali, że jeśli przejmą władzę, to skończą z kolesiostwem i gigantycznymi zarobkami w państwowych firmach, która to zaraza pleniła się za „złodziejskich rządów koalicji PO-PSL”. Po niespełna 4 latach rządów Kaczyńskiego i jego akolitów trzeba przyznać, że rzeczywiście PiS prowadzi w tej kwestii „politykę nieporównywalnie efektywniejszą”. Jak z każdej obietnicy przedwyborczej PiS, tak również z obietnicy zerwania z „kolesiostwem i gigantycznymi zarobkami w państwowych firmach” nic nie wyszło, można nawet powiedzieć, że gigantyzm zarobków został wywindowany na niebotyczny wręcz poziom.

Internetowy portal OKO.press, który śledzi każdy ruch PiS-owskiej władzy, opublikował ostatnio wyliczenia dotyczące hojnego odarowywania się pieniędzmi przez wybrańców tej partii, zajmujących stanowiska (bo trudno powiedzieć, że pracujących) w spółkach Skarbu Państwa. Powiedzieć, że dane przytoczone przez dziennikarzy portalu przeczą zapowiedziom Kaczyńskiego w walce z płacową patologią w spółkach Skarbu Państwa, to mało. Dla przeciętnego obywatela są wręcz szokujące. Tym bardziej, że w przeważającej większości nie odnoszą się one do wybitnych specjalistów z danej branży lecz tylko do funkcjonariuszy partyjnych, których „za wierność i oddanie” wodzowi, tenże wódz namaścił na lukratywne posady. Okazuje się otóż, że 73 osoby związane z PiS, a zasiadające w we władzach tylko 14 giełdowych spółek, w których Skarb Państwa ma udziały, w ciągu trzech lat (2016, 2017, 2018) od momentu przejęcia przez tę partię władzy, wzbogaciły się łącznie o 95 milionów złotych!!! Rozłóżmy owe 95 mln zł na czynniki pierwsze przy pomocy sytuacji strajkujących właśnie w Polsce nauczycieli. Najwyższej klasy fachowiec w branży nauczycielskiej, a więc nauczyciel dyplomowany, zarabia netto, czyli tyle, ile wpływa do jego kieszeni, 2493 zł miesięcznie. W ujęciu rocznym jest to kwota 29 916 zł. Owa kwota pomnożona razy trzy (czyli przez 3 lata) wynosi 89 748 zł. Jeśli 95 milionów zł podzielimy przez owe 89 748 zł, to okazuje się, że tyle pieniędzy, ile otrzymuje 73 wybrańców PiS, to są w ciągu 3 lat pensje 1058 polskich nauczycieli.

Żyjący na przełomie XVI i XVII wieku Jan Zamojski w akcie założycielskim Akademii Zamojskiej sformułował zdanie, które na wieki wieków utrwaliło zarówno wagę, jak i rangę zawodu nauczycielskiego pisząc: Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Takie zaś będzie to „chowanie”, jakie będą płace i co z tym jest nierozerwalnie związane, ranga nauczycielskiego zwodu. Pieniądze nauczycieli są marne i społeczna ranga również. Ale wróćmy do lukratywnych posad wybrańców Kaczyńskiego. Kaczyński ulokował swoich faworytów w PKN Orlen, PGNiG, PZU, KGHM Polska Miedź, Tauron, PKO Bank Polski, Grupa Lotos, PGE, PHN, Energa, Enea i Grupa Azoty, a także w spółkach, w których państwo ma część udziałów, na przykład w Banku Pekao i BOŚ Banku.

Moim ulubieńcem, który stanowi kwintesencję polityki kadrowej Kaczyńskiego, jest niejaki Andrzej Jaworski. Wybitny fachowiec od lukrowania poczynań prezesa PiS, ale jeszcze bardziej wyspecjalizowany w klękaniu przed szefem Radia Maryja, czyli Tadeuszem Rydzykiem. Człowiek ten jest z wykształcenia etnologiem, ale za pierwszych rządów PiS został szefem Stoczni Gdańskiej, z której szybko odszedł, bo jak mówili stoczniowcy, nie był w stanie wskazać, gdzie jest dziób, a gdzie tył statku. Ale to nic. Pół roku po objęciu rządów przez PiS, dokładnie 13 maja 2016 r., Jaworski wszedł do zarządu PZU. Zrezygnował z pracy 29 maja rok później, bo jak powiedział, zakończył swoją misję. Nie wiadomo, co w ramach tej misji zrobił dla największej firmy ubezpieczeniowej w Polsce, wiadomo natomiast co ta firma zrobiła dla niego. Ze sprawozdania finansowego PZU można się dowiedzieć, że firma na pewno zrobiła mu dobrze, ponieważ w ciągu roku przelała na jego konto 2 mln zł. Za realizację misji Jaworski dostał 400 tys. zł premii i nagród. Firma zadbała także o to, aby tak wybitny specjalista nie dzielił się swoją misyjną wiedzą z kimś innym i z tego tytułu (odszkodowanie za zakaz pracy u konkurencji) wypłaciła mu 425 tys. zł. Warto chwalić Kaczyńskiego i gromić wszystkich, którzy zarzucają coś Rydzykowi? Warto!

Ale Jaworski to wcale nie perła wśród kadrowych klejnotów PiS inkasujących miliony złotych. Rekordzistą jest  Michał Krupiński, wiceminister skarbu za poprzednich rządów PiS (miał wtedy 25 lat), za obecnego rządu prezes PZU, obecnie prezes Pekao SA. Jemu akurat nie można odmówić kwalifikacji. Wykształcenie zdobywał w warszawskiej SGH, także na uniwersytetach Columbia oraz Harwarda, ale należy mocno wątpić, czy w wieku 25 lat został wiceministrem skarbu, gdyby nie był aparatczykiem PiS. W ciągu ostatnich trzech lat, zajmując wspomniane stanowiska w PZU i Banku Pekao, Krupiński zarobił łącznie 6 mln 928 tys. zł różnych świadczeń.

Drugą pozycję pod względem rekordowych apanaży zajmuje stary druh Kaczyńskiego jeszcze z czasów szkolnych, „stary komuch”, których Kaczyński tak bezwzględnie tropi i tępi w szeregach innych partii, czyli Wojciech Jasiński. Prawnik, za komuny szef Wydziału Spraw Wewnętrznych w miejskim urzędzie w Płocku, które to stanowisko bez legitymacji PZPR było nieosiągalne. Jasiński miał ją w swojej kieszeni od 1975 r., no ale w przeciwieństwie do innych byłych członków PZPR, jest wiernym i posłusznym kumplem Kaczyńskiego. Za wierność i posłuszeństwo został więc w 2016 r. najpierw członkiem rady nadzorczej PKO BP, potem jak przystało na wybitnego znawcę branży petrochemicznej, szefem PKN Orlen. W trzy lata zarobił 5,3 mln zł.

Piotr Woźniak to kolejny beneficjent klientystycznej polityki prezesa Kaczyńskiego. Zaraz po opanowaniu Polski przez „dobrą zmianę” został szefem Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa i po 3 latach licznik nabił na jego konto 4,85 mln zł. Kolejny członek PiS-owskiej ferajny, niejaki Mirosław Kochalski, który za prezydentury Lecha Kaczyńskiego w Warszawie był jego zastępcą, też zainstalowany został w PKN Orlen, gdzie w trzy lata dorobił się 4,3 ml zł.

Z 73 beneficjentów, którzy w 3 lata zainkasowali łącznie 95 mln zł tylko w spółkach Skarbu Państwa (a dorabiają jeszcze jako szefowie bądź członkowie rad nadzorczych w innych spółkach) 19 osób zgarnęło większościową pulę, bo aż 63,27 mln zł, zaś kolejne 19,35 mln zł wypłacono 13 osobom. Reszta z owej liczby 73 osób, to tak zwana „drobnica”.

Państwo PiS opiera się na obsadzeniu „swoimi” ludźmi setek tysięcy stanowisk, które dotychczas były dla nich nieosiągalne. Tworzy się też dla nich stanowiska, które nikomu i do niczego nie są potrzebne. W każdym województwie, powiecie, także gminie można co krok spotykać ludzi, którzy dotychczas zarabiali nieco tylko więcej niż najniższa krajowa pensja, a po „dobrej zmianie” ich zarobki sięgnęły kilkuset tysięcy złotych rocznie. Zasada jest jedna – pełne posłuszeństwo PiS-owskiej władzy. Taka jest żelazna zasada każdego ustroju totalitarnego. Także totalitaryzmu w wykonaniu Kaczyńskiego.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii