Bestia znad Donu

str-26-bestia

Jak w przypadku każdej ludzkiej bestii oficjalne oblicze, które ukazywała ona światu, stało w przeciwieństwie do jego czynów. Ten zwyrodniały morderca wpisany był na dodatek w tragiczną sowiecką historię. Urodził się w 1936 roku we wsi Jabłocznoje na Ukrainie. Gdy miał 5 lat usłyszał od matki , że dwa lata przed jego przyjściem na świat zniknął z domu jego starszy brat i , jak twierdziła matka, został zjedzony przez sąsiadów. To był końcowy, ale chyba najbardziej tragiczny okres „Wielkiego Głodu”. Był konsekwencją świadomej polityki Stalina, który głodem chciał zmusić do uległości bogatych i niechętnych radzieckiej władzy chłopów. Bestia urodziła się w czasach, gdy inna, polityczna bestia, urządzała piekło niewinnym ludziom. Ile w opowieści matki o starszym bracie Andrieja Czikatiły było prawdy, nie wiadomo, ale po latach, już przed sądem, twierdził że zrujnowała jego psychikę, podobnie jak mordy dokonywane na ukraińskiej ludności przez niemieckich żołnierzy, których był naocznym świadkiem.

Mówił również, że był przez całe swoje młode życie upokarzany przez matkę i musiał wyprzeć się ojca, który po powrocie z niemieckiej niewoli został przez władze sowieckie uznany za zdrajcę, podobnie jak każdy radziecki żołnierz, który się poddał. Miał wtedy 9 lat i później twierdził, że w wyniku tych właśnie przeżyć stał się impotentem, a jego psychika uległa poważnym zaburzeniom i oba te czynniki przez kilkadziesiąt lat kierowały jego życiem. A to życie znaczyły 52 okrutne, w wielu przypadkach wręcz bestialskie i znaczone kanibalizmem morderstwa na dzieciach i dorosłych obojga płci.

Wcześniej był dobrym uczniem, redagował gazetkę szkolną, w wieku nastu lat był wysokim, ciemnowłosym chłopcem, który podobał się dziewczynom, ale właśnie wtedy odkrył, że jest impotentem. Uświadomienie sobie tego faktu uczyniło go jeszcze bardziej nieśmiałym, tym bardziej, że podejrzenia z tym związane zaczęły się pojawiać w gronie jego rówieśników. Odsunął się więc od ich towarzystwa i zagłębił w książkach, bo postanowił zrekompensować swoje frustracje zdobyciem prestiżowego zawodu. Nie dostał się jednak na studia prawnicze na uniwersytecie w Moskwie, co utwierdziło go w poczuciu niesprawiedliwości. Winą za swoje niepowodzenie obarczał ojca, za którym miało się ciągnąć przechodzące na dzieci odium „zdrajcy narodu”.

Trafił więc do wojska, gdzie zdobył kwalifikacje technika łącznościowa. Po przejściu do cywila przeniósł się z Ukrainy do Rosji, zamieszkał w miasteczku Rodionowo-Nieswietajewsko. Zarabiał dobrze, wiec po pewnym czasie sprowadził do siebie rodziców i siostrę. Siostra poznała go ze swoją przyjaciółką, Feodozją i doprowadziła brata do małżeństwa z nią. Był rok 1964, miał wtedy 28 lat, Feodozja była o 4 lata młodsza. Po ślubie żona natychmiast zorientowała się, że jej mąż jest impotentem, była jednak bardzo czuła i dorobili się dwojga dzieci. Podczas rozprawy okazało się, że odwołując się do masturbacji i kilku innych technik, nawet u impotenta erekcja jest w niektórych okolicznościach możliwa. Poza tym był przykładnym mężem i ojcem, nie pil, nie używał siły podczas rodzinnych konfliktów. U boku żony Andriej rozpoczął korespondencyjne studia na uniwersytecie w Rostowie. Po pewnym czasie otrzymał pracę w szkole w Nowoszachtyńsku, ale pogłębiła ona tylko jego kompleksy. Był chorobliwie nieśmiały, nie umiał nawiązać kontaktu z uczniami, szybko też stał się obiektem ich kpin. Nadano mu przezwisko „gęś”, co w szkolnym żargonie było synonimem cymbała. Nie miał autorytetu zarówno u uczniów, jak i u kolegów nauczycieli. Kompleksy więc narastały i musiały eksplodować.

Pierwszy sygnał, że dzieje się z nim coś, co wykracza poza ogólnie przyjętą normę, jego najbliższe otoczenie otrzymało w 1974 roku. Został wtedy zwolniony ze szkoły, ponieważ wyszło na jaw, że ten przykładny ojciec rodziny podgląda w szkolnej toalecie uczniów, a niektórych z nich molestuje. Dyrektor szkoły nie zgłosił tego faktu milicji, żona przymknęła na to oczy, ale aby uniknąć obmawiania, zadecydowała o przeprowadzce. Zamieszkali w miasteczku Szachty i Andriej poszedł do pracy do… szkoły. Kupił też sobie mały zrujnowany domek nad rzeką Gruszowką, do którego żona i dzieci prawie wcale nie zaglądali.

Kompleksy, niezaspokojony popęd seksualny narastały w nim przez długie lata. Do eksplozji doszło w roku 1978. Miał wtedy już 42 lata. W wodach Gruszowki znaleziono zwłoki mającego zaledwie 9 lat dziecka. Było to zwłoki dziewczynki, Lenki Zakotnowej. Oczy miała zawiązane kawałkiem materiału, a jej narządy płciowe były zmasakrowane. Lekarze sądowi przeprowadzający sekcję zwłok stwierdzili, że w momencie wrzucania do wody jeszcze żyła. Na sali sądowej Andriej opowiadał po latach, że zwabił dziewczynkę do swojego domku obiecując jej zagraniczną gumę do żucia. Gdy molestował skamieniałe ze strachu dziecko, czuł narastające podniecenie, ale nadal nie był zdolny do stosunku. Dopiero gdy pchnął je nożem odczuł satysfakcję, także seksualną. To był przełomowy moment w jego życiu, inicjacja bestialskiego mordercy. Wszedł na krwawą drogę zbrodni, bo tylko zabijanie wprowadzało go w stan euforii, dawało satysfakcję i likwidowało stan impotencji. Opowiadał, że nad znieruchomiałymi ciałami swoich ofiar potrafił tańczyć z radości, wymachując nad głową ubraniem. To było wynaturzenie całkowite, absolutne.

Mordował przez 12 lat. Zabił 53 osoby. Wśród ofiar były dzieci, zarówno dziewczynki, jak i chłopcy, młode kobiety, także młodzi mężczyźni. Fakt, że zabijał także mężczyzn, mylił milicję. Poszukiwała dwóch różnych osób, mimo że okoliczności zabójstw były identyczne, bez względu na płeć. Zawsze na ciała wskazywały na próbę stosunku, miały liczne rany kłute i okaleczone narządy płciowe. Andriej gryzł swoje ofiary, niektórym odcinał fragmenty ciała, wielu zamordowanym kobietom wycinał macice, podczas rozprawy mówił, że lubił je „pogryzać, bo były różowe i mięsiste”. Nigdy nie przyznał się, że je zjadał, ale gdy go zapytano, co zrobił z odciętym językiem i sutkami swojej ostatniej ofiary, przytaknął, na pytanie, czy je zjadł. Podczas rozpraw dokładnie opisywał, co robił swoim ofiarom. To opowieści zbyt drastyczne, by je przytaczać.

Zaskakujące jest jak długo udawało mu się nie wpaść w ręce milicji, mimo że z czasem w polowaniu na niego uczestniczyło kilkudziesięciu funkcjonariuszy. A przecież już po pierwszym morderstwie było aż nadto poszlak, by go zatrzymać. Pewna kobieta widziała jak w dniu morderstwa wysoki mężczyzna w płaszczu, okularach i kapeluszu namawiał do czegoś na przystanku autobusowym właśnie ową zaledwie 9-letnią Lenkę. Kobieta mówiła, że dziewczynka się zastanawiała, ale w pewnym momencie kiwnęła głową na znak zgody i oboje oddalili się z przystanku. Milicja zignorowała jednak te zeznania, podobnie jak słowa dyrektora szkoły, który mówił, że portret pamięciowy mężczyzny przypomina mu nauczyciela z jego szkoły. Zlekceważyła także ślady krwi znalezione przed domkiem nad rzeką. Wystarczyło, gdy żona Andrieja powiedziała, że mąż był cały dzień wraz z nią w domu, by dać mu spokój. Milicja zatrzymała więc mężczyznę, który przed laty odsiadywał już wyrok za gwałt i morderstwo i po brutalnym śledztwie wymusiła na nim przyznanie się do winy.

Andriej Czikatiło został aresztowany w 1984 roku, ale nie znaleziono żadnych dowodów przeciwko niemu i wyszedł na wolność. Zatrzymano go dopiero w 1990 r., po zamordowaniu w lesie kobiety, której sutki i język zjadł. Patrolujący teren milicjant zauważył go jak wychodził z lasu i podszedł do grzybiarek. Napisał raport. Andriej został natychmiast zatrzymany, ale długo nie przyznawał się do winy. Zaczął mówić dopiero wtedy, gdy milicyjny psycholog obiecał mu, że za współpracę w śledztwie otrzyma łagodniejszy wyrok. Ale wyrok mógł być tylko jeden – kara śmierci. Wyrok został wykonany „po radziecku”, strzałem w tył głowy.

Na ostatniej rozprawie Andriej powiedział, aby po śmierci jego mózg zbadać kawałek po kawałku, „by już nigdy nie było nikogo takiego”.

Robert Suliński