Bikini killer – Charles Sobhraj

str-25-bikini-killer-charles-sobhraj

Napisano o nim 4 książki i nakręcono 3 filmy. Po odsiedzeniu 21 lat więzienia stał się paryskim celebrytą, a o wywiady z nim ubiegali się dziennikarze nie tylko brukowców. Wszyscy, którzy się z nim zetknęli zgodni byli co do tego, że miał w sobie niesamowitą zdolność zdobywania zaufania spotykanych ludzi, a potem manipulowania nimi. Już podczas pierwszego pobytu za kratkami tak sterował strażnikami, że dostarczali mu do celi książki i inne, zakazane dla więźniów przedmioty. Nie był psychopatą, był inteligentnym i przebiegłym przestępcą, którego drogę od 19 roku życia znaczyły drobne kradzieże i oszustwa, z czasem coraz bardziej zuchwałe, acz drobiazgowo przemyślane, a później morderstwa.

Niewątpliwym atutem w zdobywaniu względów spotkanych ludzi była jego oryginalna uroda, w której mieszały się azjatyckie elementy piękna wietnamskiej matki i ojca Indusa. Nazywał się Charles Sobhraj. Urodził się w 1944 roku w Sajgonie. Ojciec opuścił wietnamską partnerkę i swego syna tuż po jego przyjściu na świat. Matka Charlesa związała się później z francuskim porucznikiem, bo było to w czasach, gdy armia francuska stacjonowała w Indochinach. Po adoptowaniu chłopca przez Francuza otrzymał on imię Charles i francuski paszport, co pozwoliło mu później bez problemu mieszkać we Francji i podróżować zarówno po Europie jak i krajach Azji. Biografowie Sobhraja wskazują, że wpływ na jego osobowość miała matka, która nie poświęcała mu tyle czasu, co swoich kolejnym dzieciom, przez co Charles nie miał w swoim życiu tego, co się potocznie nazywa „domem”. Przez ojca wychowany był w surowej dyscyplinie, ale efekt był odwrotny od założonego przez ojczyma, bo taka forma kindersztuby nie była przez chłopca akceptowana, wywoływała w nim bunt.

W wieku kilkunastu lat znalazł się w Paryżu, mieście całkowicie odmiennym od klimatów Sajgonu, ale w niczym mu to nie przeszkadzało. Czuł się tam świetnie, a by było jeszcze świetniej musiał mieć pieniądze. Skoro nie miał wykształcenia, natomiast miał ogromną niechęć do pracy, musiał wejść na drogę przestępstwa, by mieć środki na kosztowanie uroków życia. Pierwsze kroku w fachu stojącym w konflikcie z prawem nie były zbyt udane. Zaczynał od drobnych kradzieży, ale już w wieku 19 lat udowodniono mu, że dokonał włamania. Powędrował więc za kratki, ale po krótkim pobycie w odosobnieniu został warunkowo zwolniony. Pobyt w więzieniu okazał się być klęską francuskiego systemu resocjalizacji skazanych, ponieważ po wyjściu na wolność Charles nie zamierzał wkraczać na zgodną z prawem drogę życia.

Bardzo szybko został ponownie zatrzymany, tym razem za kradzież samochodu. Założono mu na ręce kajdanki akurat w dniu, gdy oświadczył się poznanej wcześniej pannie nazwiskiem Chantal Compagnon. Stosunkowo szybko udało mu się opuścić areszt, a pierwszym krokiem, jaki zrobił na wolności, był ślub z Chantal, zaś drugim – szybka ucieczka do Azji na skradzionych paszportach. Młode, urocze małżeństwo finansowało swoją podróż z pieniędzy spotkanych turystów, których z wdziękiem okradało.

Na drogę zbrodni wszedł w 1974 r. w Tajlandii. W basenie jednego z kurortów znaleziono ciało młodej kobiety. Miała na sobie kąpielowy kostium bikini w kwiaty i prowadzący sprawę śledczy nazwali nieznanemu wtedy mordercy pseudonim „bikini killer”. Pokój zamordowanej młodej Amerykanki był splądrowany. Niewiele później na plaży w Pattai znaleziono ciało równie młodej turystki. Ślady na jej ciele wskazywały na utonięcie, ale… nie z własnej winy. Ktoś jej pomógł. Apartament, w którym spędzała wakacje został okradziony. Nie były to ostatnie ofiary nieznanego mordercy. Po kilku dniach w okolicach Pattai odkryto dwa martwe ciała. Były spalone. Sprawca pozostawał nieznany.

Upłynęło kilka miesięcy i na polach uprawnych w pobliżu jednej z miejscowości w Nepalu znaleziono spalone zwłoki 29-letniej Amerykanki i 3 lata młodszego od niej Kanadyjczyka. Nepal leży 2200 km na zachód od Tajlandii. Nepalska policja, początkowo przekonana, że zbrodni dokonał ktoś z miejscowych, szybko ustaliła, że turyści kontaktowali się z handlarzem biżuterią, który nazywał się Alain Gautier. Dzięki międzynarodowej wymianie policyjnych informacji dowiedzieli się, że podobnej zbrodni dokonano także w Tajlandii. Do współpracy włączył się Interpol. Połączone siły policyjne szybko odkryły, że ów Gautier, to tylko jedna z wielu fałszywych tożsamości człowieka o nazwisku Charles Sobhraj.

W tym czasie, gdy śledczy ustalili jego tożsamość, Charles przebywał w Indiach, w których roiło się od tysięcy ufnych i naiwnych turystów z całego świata. Czuł się wśród nich niczym ryba w wodzie. Do dziś nie ustalono, ile osób znalazło śmierć z rąk czarującego Francuza o wietnamsko-induskim rodowodzie. Interpol twierdzi, że ma na sumieniu zabójstwa co najmniej 12 osób. On sam nie mówi na ten temat ani słowa.

Charlesa Sobhraja pojmano w Indiach w 1976 r. Grupa francuskich turystów zgłosiła się na policję, gdzie zeznała, że pewien tajemniczy człowiek chciał otruć całą ich wycieczkę. Śledczy nie mieli zbyt dużych problemów, by wykryć, kto stał za próbą tego masowego morderstwa. Sobhraj stanął przed sądem w stolicy Indii. Gdy sędzia dowiedział się, jakich zbrodni dokonał swoimi rękami ten człowiek, zażądał dla niego kary dożywocia, ale ostatecznie skazano go na 12 lat więzienia. Po kilku latach Charlesowi udało się uciec z więzienia, ale nie na długo. Szybko został złapany i do wyroku dołożono mu kolejne 10 lat. Podczas pobytu za kratkami dawał popis swoich perswazyjnych umiejętności i perfekcyjnego manipulowania ludźmi. Miał dostęp do telewizora i specjalnych posiłków, co dla pozostałych więźniów było nieosiągalne.

Na wolność wyszedł w 1997 r. i natychmiast wyjechał do Paryża. Nie wiadomo jak to się stało, ale bardzo szybko wszedł w beztroski, celebrycki krąg francuskiej stolicy, zyskał sobie wielką popularność, płacono mu duże pieniądze za wywiady i prawa do sfilmowania jego historii. Niespotykana gdzie indziej fascynacja mordercą pociągała za sobą akceptację jego czynów. Świat chyba zwariował, by honorować bezlitosnego zabójcę, nie myśląc o okrutnym losie jego ofiar. Rekord pobiła jedna z hinduskich firm, która zdecydowała się zapłacić Chralesowi za prawa do ekranizacji 15 mln dolarów. Ale to nie był koniec jego historii.

W roku 2003 postanowił wybrać się do Nepalu. Nie wiadomo, co nim kierowało. Po wyjściu z samolotu został zatrzymany, ponieważ tamtejszy wymiar sprawiedliwości nie zamierzał rezygnować ze ścigania go za morderstwo Amerykanki i Kanadyjczyka sprzed niemal 30 lat. 29 sierpnia 2004 r. został uznany przez nepalski sąd winnym śmierci tych dwojga młodych ludzi i skazany na dożywotnie więzienie.

Nepalskie zaś realia zdają się wskazywać, że tamtejsi strażnicy więzienni nie są ludźmi dającymi się omotać manipulacjom Charlesa Sobhraja.

Robert Suliński