Blady strach

lady-bunia

OPOWIEŚCI LADY BUNII.  Na całym swiecie na ludzi padł strach, niepewność, niedowierzanie. Idzie zgłupieć. Ten strach ma nawet imię – Koronawirus! Mna targają od początku bardzo skrajne uczucia. – Straszą nas! – pomyślałam. – Była ptasia grypa, świńska grypa, szalone krowy (przez te ostatnie nie jadłam wołowiny dluuugie lata) starałam się nie nakręcać. Jakieś dwa tygodnie temu jednak uwierzyłam, że to chyba koniec świata. Mycie, pranie, szorowanie, ręce trzeba myć tak aż skóra będzie schodzić. No i zapasy! Te zrobiłam na wszelki wypadek, trochę puszek, suchych produktów. Dwa tygodnie w razie czego powinniśmy przeżyć. Za zapasy to powinnam podziękować kobiecie z fejsbukowej grupy, bo ciagle kazała je robić. Wszyscy się śmiali. Moja siostra jak poszła w środę na zakupy to patrzyli na nią jak na wariatkę, a w piątek były puste regały w tym samym sklepie. Nawiedzona sprzątaniem w pracy, przeniosłam do domu pewne zachowania. Zaczęłam biegać z chusteczką dezynfekująca w dłoni. Jestem na pierwszej linii do zarazy! Dlaczego? Mam nadwagę, duża nadwagę, palę papierosy i mam nadciśnienie.

Zaczęłam dbać o czystość jeszcze bardziej, mydło idzie u mnie w domu jak woda! Ale jeszcze spray dezynfekujący. Ten ostatni zapewni nam bezpieczeństwo! W niedzielę w nocy, tuż przed pójściem do łóżka postanowiłam odkazić mieszkanie. Popsikalam sprayem, zrobiłam krok z dywanu na parkiet i…. pojechałam jak na lodzie. Jazdy figurowej jednak to nie przypominało w niczym! W odruchu bezwarunkowym ratowałam się przed upadkiem. Nie upadłam. Biorąc pod uwagę to budownictwo to jak bym tak zdrowo pie….nęła o podłogę, wpadłabym do sąsiadów piętro niżej, albo i dwa , kto wie? Złapałam się futryny i krzesła, przenosząc ciężar ciała na prawa nogę, poczułam w kolanie zaje..sty ból. Po chwili poruszałam nogą, pokręciłam stopą, podniosłam nogę do góry, jest ok. Doszłam do łóżka i tu niespodzianka. Nie wdrapię się na łóżko. Nie ma szans. Nie ruszę nogą, nie stanę! Jakoś dotarłam do pokoju syna z prośbą by ratował rodzicielkę. Kazał mi się położyć na kanapie w salonie, co okazało się nie lada wyzwaniem! Przyłożył okład z lodu i kazał leżeć pół godziny. Potem resztka wygrzebanej z szuflady maści Voltaren i do łóżka. Dobre sobie. Tylko jak wstać z kanapy? Nie dam rady. Bogu dzięki syn kawał chłopa, prawie dwa metry wzrostu i ponad sto kilo wagi. Dał radę postawić wielką matkę do pionu. Co teraz począć? Rozwalone kolano? To długa rehabilitacja, być może operacja? Nie stać nas na to, żebym nie pracowała kilka miesięcy. Już nie wspomnę, że praca nie poczeka. Poszłam spać z zaje..stym planem w głowie, czego to ja rano nie zrobię. To twórcze optymistyczne myślenie było chyba wynikiem zastosowania przeciwbólowo oleju „ziołowego” czy jak to się tam zowie. Mąż się tym ratował po operacji. Syn przyniósł i mówi: – Pal to ci pomoze – ton był nakazujący. Jestem przeciwnikiem, nie znoszę zapachu ani smaku tego świństwa. Ale cóż było robić, zapaliłam. Jak się zaciągnęłam, jak zaczęłam kaszleć tak się posikałam. Masakra. Jednak noc przespałam jak niemowlę, zero bólu. Rano okazało się, że nie chodzę. Ba, ja nawet z łóżka nie wstanę ani nie przewrócę się na drugi bok. Ja pierniczę. Szybkie info do pracy i prośba czy mogę wykorzystać urlop z tego roku. Leżę, jedna godzina, druga godzina, w trzeciej już miałam mysli samobójcze, na myśl, że będę przykuta do łóżka kilka tygodni albo miesięcy. Nagle miałam tyle energii i chęci na wszystko, na spacer z kijami, na mycie okien, zmianę pościeli, odkurzanie, taniec, jogę! Wszystko mi się chciało, wszystko prócz leżenia. Znowu pociągnęłam to świństwo, przeciwbólowo rzecz jasna. I nikt mnie do tego nie przekona za skarby świata! Bo zamiast mieć fun, przepłakałam pół dnia nad swoją beznadziejnością, nad wszystkim co mi się nie udało od czasów przedszkolnych. Totalna porażka! I ta zależność: „- Synu zrob mi kawy! – syn śpi. – Synu wody! – Zaraz! – Synu lód na nogę!” Nie to nie dla mnie! Leżę i czyje się jak główna bohaterka TV programu o grubasach, tych co już nie wstają. Czułam się jak oni, gruba jestem do tego nie mogę się ruszać! Kaleka kompletna, wtedy dotarło do mnie, że kiedy byłam młoda i szczupła to nawet z gipsem na nodze nie usiedziałam na dupie. Szłam na zakupy, na kawę do psiapsi, czy na pizzę. A tu dupa! Leżę i śmierdzę, bo jak tu wziąć prysznic? Mycie na leżąco, woda w miednicy. Na pytanie męża czy mi pomóc, syczę przez zęby: – Kaleka nie jestem, dam rade! Wyprawa do toalety toż to wyczyn niczym maraton. O kulach jakoś, trochę po ścianie, łapię się klamki w drzwiach…wyrwałam. No bo czymże jest taka klameczka przy 120 kg babie? Ciężko usiąść na toalecie, bo nogi nie zegnę. Załatwianie potrzeb przy otwartych drzwiach, bo tylko wtedy jest się jak podnieść opierając się o futryne i szafkę z umywalką. Bogu dziekuję, że mam szafkę z umywalką, a nie wiszącą umywalkę. Wisząca umywalka chyba by odpadła razem z tą papierową ścianą. To jest dramat kiedy nagle z osoby sprawnej stajesz się kaleką, masz problem z podtarciem tylka. Dochodzę w jeden dzień do tylu wniosków. Jestem za eutanazją, jak zalegnę proszę mnie uśpić. Muszę zawczasu zaprzyjaźnić się z jakimś weterynarzem. Jedyny plus, przechodzę na dietę! Ni ciula ja już taka gruba nie będę! Nie będę leżeć jak te grubasy w TV i czeka

aż mi wrośnie pilot od telewizora w fałdę tłuszczu pod pachą. Ze strachu i przerażenia to nawet przez trzy dni głodna nie byłam. Wszystko wszystkim, ale ja palę, a w łóżku się nie da! Nie ma jak. Bogu dzięki okład z kapusty, którym ratował mnie mąż, okazał się cudownym remedium, kolejnego dnia wstaję rano. WSTAJĘ! Sama nie wierzę w to co się dzieje i kuśtykam do kuchni zapalić przy oknie. Marzę o wyjściu na papierocha przed blok na ławkę. Żeby nie zwariować, słucham audiobooków stara poczciwa Chmielewska dobra na wszystko. Oglądam filmy, relaksuję się. Na nogę okłady – lód, następny aloes, kolejny z kapuchy. W takim rytmie mijają dni, w przerwach śpię ile się da. Dnia trzeciego próba generalna czy wsiądę do auta i dam radę prowadzić. Muszę jechać do sklepu po maść, jest wyzwanie. Jadę, jazda idzie mi lepiej niż chodzenie o kulach, syn się śmieje, że wyglądam jak Godzilla. Za ciula nie umiem chodzić o kulach, potykam się o nie, może się nie zabiję. Do pomocy potrzebuję dwóch osób, jedna niesie torebkę, druga mnie ubezpiecza. Korzystając z okazji jedziemy do Aldi-ego na zakupy. Oj niedobrze, kolejka długa jak szlag, wpuszczają po kilka osób. Nie ma szans nie wystoję. Nie mam jajek, a nagle mam ochotę na omleta. Z okna z kuchni mam widok na lokalny sklep spożywczy, cały parking pełen. Syn wysłany już kilkakrotnie do sklepu buntuje się, nie ma jajek mamo, nie chce tam chodzić żeby się nie zarazić. Przez okno śledzę dostawy, lody przywieźli, piwo przywieźli.

Wiem już kiedy i o której są dostawy, nawet wiem kiedy jest dostawa paliwa na stację benzynową.Wpadam na pomysł, przecież można zadzwonić. Wiec dzwonię, syn mówi, że to obciach i on rozmawiał nie będzie. Moj angielski jest kiepski, ale, że co? Że niby ja nie dam rady? Dzwonię i pytam pani czy mają jajka i banany? Nie mają. Dzwonię tak po kilka razy na dzień, pewnie już mnie tam mają dość. Wcale się im nie dziwię. Kolejnego ranka dzwonię i co słyszę? Są jajka. Tak oto stałam się szcześliwą posiadaczką 5 wkładów jaj i jeszcze dwa dla sąsiadki kupiłam. Bingo! Czuję się jakbym conajmniej wygrała w toto-lotka. Mamy więc żarcia na dwa- trzy tygodnie. Trzeba będzie pewnie wydzielać. Jeść, a nie żreć. Bo jak człowiek w domu siedzi to wiecznie głodny. A tu zapasy na gorszy czas. Dziś czwartek, chodzę bez kul. Wielkie święto, bo wkoncu przeszłam kolejny etap mycia. Było na leżąco-siedząco w łóżku. Potem na stojąco w łazience przy umywalce, teraz wiem dlaczego ludzie maja kabiny prysznicowe, a nie wanny. A ja mam rzecz jasna wannę i szukałam głębokiej, bo te tutejsze to takie płytkie, ze mi woda brzucha nie zakrywała. Więc przechodzę kolejny lewel, dam radę wejść do wanny, hurraaa! Boże co za luksus wziąć prysznic. Marze o poleżeniu w gorącej wodzie z solą, dobre by to było dla nogi, ale nie dam rady wstać. Muszę zadowolić się prysznicem, jestem w raju! Na obiad robie pizze z resztek kiełbasy, cebuli. Przegląd lodówki, nie można teraz wyrzucać ani marnować jedzenia, wiec wykorzystuję po kolei to co najdłużej tam leży. Pizza wyszła pyszna. Zreszta w kryzysowej sytuacji wszystko jest pyszne, nawet ogórkowa którą jutro będę jadła czwarty dzień z rzędu.

Mąż wraca z pracy ze smutna wiadomością, jutro ostatni dzień pracy. Co dalej? Nikt nie wie. Zamykają budowy, centra handlowe. Straszą, że będzie ogłoszony stan wojenny i miasto zamkną. Wtedy będzie zakaz poruszania i nawet ja do pracy nie dojadę. Kto wie, może na ten czas zamieszkam w pracy? Dużo ludzi dostaje takie propozycje od pracodawców. Czuje dziwny spokój. Nie oglądam i nie czytam wiadomości, żeby nie wpaść w panikę i depresję. Tylko spokój może nas uratować. Ja nadal na diecie, zero lodów, cukierków i czekoladek. Myśle, że jakieś dwadzieścia deko już schudłam. Jak tak dalej pójdzie to i palenie rzucę, bo nie będzie za co pali

. Mam już plan na przyszły tydzień w razie gdybym nie pracowała. Mąż zrobi malowanie mieszkania, farby stoją w szafie od remontu, a już gdzie niegdzie ściany brudne. Ja wezmę się za porządki w szafach, szufladach, mycie okien. Mam zamiar jak najlepiej wykorzystać ten czas. Strach, nie jest najlepszym doradcą. Dlatego teraz należy oglądać kabarety i komedie, śmiać się i dobrze odżywiać. Jutro maluję swój pierwszy w życiu obraz. Sasiadka ma sztalugi i całą resztę, ciagle nie miałyśmy na to czasu. Teraz jest. W takich czasach człowiek robi się twórczy i kreatywny. Kto wie co jeszcze wymyślimy? Może jakiś biznes życia? Spokoju teraz nam wszystkim potrzeba, świat się zatrzymał, ulice pustoszeją. Jedynie wiosna nic sobie z tego nie robi, a może nawet drwi lekko i puszcza pierwszą zielen, pierwsze kwiaty na drzewach.

 

Jolanta Lipińska – lat 46, urodzona w Jarosławiu na Podkarpaciu, od pięciu lat na emigracji, zamieszkała w Nowym Jorku na Brooklynie. W Polsce pośredniczka w obrocie nieruchomościami. W USA sprzątaczka, niania, opiekunka osób starszych.

Jednym słowem Lady Bunia!