Bogatemu wolno wszystko

lady-bunia

OPOWIEŚCI LADY BUNII. Tak mawiał mój znajomy milioner z Polski. Milionerzy w NY i Polsce różnią się troszeczkę. To tak jakby porównać Manhattan z Leżajskim rynkiem, taka subtelna różnica. Bardzo byłam ciekawa tego świata znanego z filmów, tego Manhattanu mieniącego się milionem świateł i szkła. Tego gdzie posiadanie szofera i służby nie jest niczym wyjątkowym. Tego gdzie błyszczą diamenty warte setki tysięcy i są noszone na palcu tak zwyczajnie jak ja noszę swój srebrny pierścionek. Taki magiczny tajemniczy świat, niedostępny dla przeciętnego zjadacza chleba. Skrajności są tutaj tak ogromne i wiem, że nie będzie mi dane nawet liznąć takiego życia. O ile w Polsce zarabiając dobrze, możemy na przykład kupić mieszkanie na najmodniejszym osiedlu w Rzeszowie, to tutaj apartament na Manhattanie skromny bez szaleństw z jedną sypialnią to koszt ponad dwóch milionów dolarów. To jedna z niższych cen. Liczba milionerów na Manhattanie jest ogromna, a my mamy możliwość zajrzenia do tego świata pracując dla nich. Uchylając drzwi do tego innego świata widzimy niesamowite rzeczy. To jak przekroczenie bram do Tajemniczego Ogrodu. Taką mamy naturę, że ciekawość nas pcha żeby zobaczyć codzienność inną niż nasza. Moja pierwsza styczność z milionerką była…przerażająca. W okolicy kamienic za miliony dolarów, przeraziła mnie liczba bezdomnych śpiących na ławkach. Tego się nie spodziewałam. W miejscu, które nocą mieni się cudownym blaskiem, ranek obnaża nędzę bezdomnych. „Moja” milionerka miała kilkanaście domów na Manhattanie, a w swoim apartamencie taki brud jakiego w życiu nie widziałam. Pomieszkiwał u niej chwilowo od kilku lat filmowiec z pierwszych stron gazet. Wszystkie największe produkcje filmowe, wielkie pieniądze i on bezdomny, waletujący w pokoiku. To co było w tym pokoju przekracza wszelkie granice. Zabierałam z tego pokoju tylko worek z kosza na śmiecie, przysięgam za każdym razem się zastanawiałam czy z tej sterty brudnych ubrań, resztek jedzenia, miliona petów nie wyskoczy mi szczur albo będą biegały karaluchy. Ale dla nich chyba też było za brudno. Nie mam pojęcia jak ten człowiek mógł tak żyć. Ona natomiast wszystko naprawiała taśmą klejąca. Tak więc oklejona była mikrofalówka, która zreszta od lat nie działała. Ale obrazy na ścianach warte miliony, a meble też kiedyś były piękne. Kobieta mająca miliony i jedząca najtańsze jedzenie. Materac do łóżka wymieniała całe dwadzieścia lat, pościel poklejona taśma. Sztab prawników dla niej pracował, dbając o majątek.

Następny milioner to już gruba ryba, mieszka z widokiem na Central Park. Piękna kilkupiętrowa kamienica, służba, szofer, niania, prywatni nauczyciele dla dzieci, kucharz. Tutaj szefowa nigdy nie rozmawia ze służbą, tylko z menadżerem. Do niej mówi się dzień dobry i dyga się jak na przedszkolnym występie, a ona nie reaguje, nie odpowiada, idzie dalej z kamienna twarzą. Ochoczo biega na wszelakie bale charytatywne. Na temat jej kapeluszy i garsonek, można by napisać książkę. Jej główne zajęcie to dobrze wyglądać i bywać. Pan domu ciągle w rozjazdach. Dzieci rodziców widują chyba rzadziej niż służba. Tutaj sprowadza się pomidory ze słonecznej Sycylii, kawior z drugiego końca świata przychodzi specjalną kurierską przesyłką.

Kolejny milioner zatrudnia ponad dwadzieścia osób tylko w jednym domu, a ma ich kilkanaście. Tutaj już pracownicy są jak w koorporacji – maja gps, a specjalny program liczy godziny pracy. Chodzimy oczywiście w mundurkach. Jest kucharz gotujący dla służby i cała załoga kuchni gotującą dla Państwa. Pan wybredny, nie raz i nie dwa rzucał talerzami po kuchni, bo coś tam mu nie smakowało. Furiat i nerwus, awanturnik. Dobrze płaci, wiec załoga stara się znosić humorki szefa. Ponieważ jest już w poważnym wieku, około siedemdziesiątki, a żonę ma sporo młodszą, najczęściej zamawianą rzeczą jest spray na wzwód, bagatela trzy tysiące za 30 ml. Zamawiamy hurtem po kilkanaście buteleczek.

Najbardziej zapadła mi w pamięć Luiza. Samotna kobieta biznesu. Przez wiele lat piastowała bardzo wysokie stanowiska i zapewne dlatego nie zdążyła założyć rodziny. Dziś na zasłużonej emeryturze, utrudnia życie swoim sprzątaczkom. Tu jest jazda bez trzymanki. Pedanteria to za małe słowo, żeby oddało to co się u niej dzieje. Bez przerwy i na okrągło pracują u niej cztery sprzątaczki, każda w inny dzień. Co ciekawe każda była pewna, że jest jedyna. Samotna osoba, więc wystarczy posprzątać apartament raz na tydzień. Nic bardziej mylnego – Luiza panicznie boi się brudu. Każe sprzątać klatkę schodowa, mieszka w apartamentowcu, ale jej sprzątaczki każdego dnia musza umyć klatkę schodowa prowadząca od windy do mieszkania. Uwaga – żeby nie wnieść kurzu do domu! Luiza jest okropnie upierdliwa, do tego w ogóle nie opuszcza mieszkania podczas sprzątania, sprawdza i nadzoruje. Ścielenie łóżka już niejedną sprzątaczkę wykończyło. To jest ceremonia. Należy głaskać i poklepywać prześcieradło, poprawiać, podciągać. Codziennie powtarza, że ta pościel jest bardzo droga. Najwyzszej klasy egipska bawełna za kilkanaście tysięcy dolarów. W momencie nakładania kołdry zaczyna się bieganie dookoła łóżka z miarka i odmierzanie czy aby na pewno są idealnie równe odległości. Głaskanie, uklepywanie, wywijanie, podwijanie. Luiza staje z boku, potem od frontu i co? I kurtka na wacie od nowa, bo jednak kilka milimetrów robi ogromną różnicę. Tańczenie dookoła łóżka celem poprawienia, naciągnięcia i pogłaskania trwa każdego ranka około dwóch godzin. Ścieranie kurzy to nie lada wyzwanie, robimy fotki i musimy później identycznie ułożyć przedmioty. Jeżeli szklanka stoi na podstawce należy zmierzyć odległości od krawędzi, bo nawet milimetr robi różnicę i tu się za to wylatuje z pracy. Ława w salonie jest na kółkach, a te mają być zawsze ustawione „twarzą” na wschód. Kompas może się w tym domu przydać i to bardzo. Bieliznę układa się kolorami. Pościel jest prana w pralni, wszystko wraca na wieszakach. Nie daj Boże najmniejszego załamania materiału całe pranie idzie do poprawki. W myśl zasady „płace i wymagam”. Dziś prasowałam serwetki obiadowe. Cóż za filozofia wyprasować cztery serwetki. Jednak tutaj to jest wyższa szkoła jazdy, poprawek była niezliczona ilość. Czas potrzebny na idealne wypracowanie czterech serwetek to dwie i pół godziny. Płaci na godziny więc w sumie można głaskać te serwetki i cały dzień. Żeby się nie nabrudziło Luiza zawsze jada po za domem. Tutaj kuchnię się ciagle szoruje, wiec taki zapiernicz, że nie ma czasu ugotować. Pani o godz 12 wskakuje w małą czarną, zawiesza na sobie białe złoto z diamentami i wychodzi na lunch. Kiedy wraca należy umyc podeszwy jej butów, bo bakterie! Po czym buty na prawidłach lądują w szafie. Kwiaty codziennie świeże i zawsze koloru pudrowego różu.

Kolejna milionerka to prawdziwa artystka z ogromnym dorobkiem. Nie ma nawet własnego mieszkania, wynajmuje od trzydziestu lat obskurny apartament. Wyglada tak zwyczajnie, że w życiu bym nie pomyślała, że jest aż tak bogata. Ubiera się zwyczajnie, jeździ starym zdezelowanym rowerem. Jada dziwne i śmierdzące rzeczy, w większości przeterminowane. Wynajmowany apartament to ciemna, brudna nora. To co należy jej przyznać to to, że pomimo wieku mocno 50+ wygląda jak dwudziestoparolatka. Non stop na haju, więc prawdopodobnie zioło tak konserwuje.

Kolejna wariatka zabraniała mi mycia podłóg wodą. Kazała pryskać natłuszczającym sprayem i rozcierać mopem. Zrobiłam jak chciała, za tydzień miała nogę w gipsie. Już nie mowię, że nic mnie tu nie zaskoczy. Bo ilekroć tak mi się wydawało, tylekroć mnie ktoś wprawił w osłupienie. Bogaci ciągle podkreślają, że to czy tamto jest drogie. Oszczędni bywają do bólu. Włoszka milionerka nosi tak stare i obrzydliwe majtki, że chyba kupie jej nowe. Niektóre wariatki każą codziennie zmieniać pościel. No, ale cóż, przecież „bogatemu wolno wszystko”. Tak więc wielki świat oprócz świateł mieni się różnymi zaburzeniami psychicznymi, zespołami natręctw, nerwicami, depresjami, alkoholizmem i narkotykami. W wielu przypadkach to samotni, smutni ludzie otoczeni wianuszkiem kompanów z wyższych sfer, z których każdy ma swój biznes do zrobienia.