BoJo z nieba na ziemię

str-19-boris-johnson

W czwartek 17 października Unia Europejska porozumiała się z premierem Wielkiej Brytanii Borysem Johnsonem (zwanym przez rodaków w skrócie BoJo) w sprawie nowej umowy dotyczącej brexitu, czyli opuszczenia przez Wyspiarzy europejskiej wspólnoty. Donald Tusk, który negocjował z brytyjskim premierem nową umowę powiedział dziennikarzom, że została ona pozytywnie oceniona przez rząd Irlandii, bo w przypadku jego sprzeciwu UE by się na jej nowy kształt nie zgodziła.

Polski przewodniczący Rady Europejskiej skomentował nowe porozumienie następująco:

Mówiłem od samego początku, że zawsze będziemy wspierać Irlandię i nie będziemy forsować porozumienia, które będzie niekorzystne dla Dublina. Kluczową zmianą w porównaniu do wersji wcześniejszej jest to, że premier Boris Johnson zgodził się na kontrolę celną na punktach wjazdowych do Irlandii Północnej. Kompromis ten pozwoli na uniknięcie kontroli granicznych pomiędzy Irlandią a Irlandią Północną i zapewni integralność jednolitego rynku. Rzeczywistość jest taka, że na dziś mamy porozumienie, które pozwoli nam uniknąć chaosu oraz atmosfery konfliktu pomiędzy „27” i Zjednoczonym Królestwem. Teraz czekamy na głosowania w obydwu parlamentach. Na pewno jesteśmy bardzo dobrze przygotowani do błyskawicznej ratyfikacji tego porozumienia, jeśli tylko parlament brytyjski je przegłosuje.

Donald Tusk zapewnił, że UE jest bardzo dobrze przygotowana do każdego scenariusza, ale jako Polak i historyk, to w sercu był zawsze za pozostaniem Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej, ponieważ, jak stwierdził, „wie co się dzieje, gdy Europa się dzieli”.

Kluczową sprawą dla nowego porozumienia było rozwiązanie kwestii tak zwanego „irlandzkiego bezpiecznika”. Pisaliśmy o tym wielokrotnie, ale przypomnimy jeszcze raz, o co chodzi, ponieważ to kluczowy i sporny punkt umowy, co do którego nie było zgody i który uniemożliwiał zawarcie jakiegokolwiek porozumienia. W skład Zjednoczonego Królestwa Wlk. Brytanii wchodzi otóż Irlandia Północna. Zajmuje ona część wyspy Irlandia, na której znajduje się państwo Irlandia. Dopóki na wyspie Irlandia państwo Irlandia było oddzielone od Irlandii Płn. sztywną granicą, trwał pomiędzy nimi przez lata krwawy konflikt, który pociągnął za sobą wiele śmiertelnych ofiar. Źródłem była religia. Irlandia jest bowiem państwem katolickim, natomiast mieszkańcami Irlandii Płn. są w zdecydowanej większości protestanci. Nie będziemy wchodzić w tej chwili w szczegóły tego konfliktu. Ważne, że gdy Wlk. Brytania i Irlandia weszły do Unii Europejskiej i zniknęły sztywne granice między Irlandia Płn. a Irlandią, konflikt został wygaszony.

Teraz, gdy Brytyjczycy chcą wystąpić z UE, problemem stała się granica między Wlk. Brytanią i wchodzącą w jej skład Irlandią Północną, a Irlandią. Irlandia absolutnie nie chce się zgodzić na ponowne utworzenie sztywnej granicy, ponieważ obawia się, że krwawy konflikt rozgorzeje na nowo. Wlk. Brytania zaś nie chce się zgodzić, by po jej rozejściu się z UE, Irlandia Płn. pozostała w unii celnej z europejską wspólnotą. Twierdzi, że takie rozwiązanie czyniłoby z brexitu fikcję – jedna część Wlk. Brytania zerwałaby więzy z Unią, pewna jej część nadal byłaby z nią związana.

Nowe porozumienie, do którego doszło w czwartek, 17 października, zakłada, że między Irlandią a Irlandią Płn. nadal nie będzie granicy międzypaństwowej, natomiast wszystkie rygory z nią związane (urzędy celne, straż graniczna) będą w portach Irlandii Północnej, czyli de facto jeszcze na terytorium Wlk. Brytanii. Wprowadza także okres przejściowy, który trwałby do końca 2020 r. i mógłby być przedłużony za zgodą obu stron o rok, a nawet dwa lata. W tym okresie tak naprawdę niewiele by się zmieniło, poza tym, że Wlk. Brytania nie będzie brała udziału w pracach europejskich instytucji i że zacznie funkcjonować granica w portach Irlandii Północnej.

Po zawarciu czwartkowego porozumienia wszystkie karty znalazły się więc w rękach brytyjskich parlamentarzystów. Posiedzenie parlamentu dotyczące głosowania nad nowym kształtem umowy o opuszczeniu UE zaplanowano na poniedziałek, ale debatę przyspieszono i odbyła się ona w sobotę, 19 października. Jak przypuszczano, euforii nie było, była natomiast totalna krytyka nowej umowy ze strony opozycji.

Jeremy Cobryn, szef opozycyjnej Partii Pracy powiedział, że nowe porozumienie jest jeszcze gorsze niż jego poprzednia wersja, trzykrotnie odrzucona przez Izbę Gmin, którą wynegocjowała była premier, Theresę May. – Propozycje te – stwierdził Cobryn – grożą wywołaniem wyścigu na dno w kwestii praw i ochrony: zagrażają bezpieczeństwu żywności, obniżają normy środowiskowe i ograniczają prawa pracowników oraz otwierają możliwość przejęcia brytyjskiej publicznej służby zdrowia (NHS) przez prywatne korporacje amerykańskie. Ta umowa nie zjednoczy kraju i powinna zostać odrzucona. Najlepszym sposobem na rozwiązanie sprawy brexitu jest oddanie ludziom ostatniego słowa w referendum.

Warunki nowego porozumienia kwestionuje również Nicola Sturgeon, szefowa Szkockiej Partii Narodowej. – Ta umowa – twierdzi Sturegon – wypchnęłaby Szkocję z UE, jednolitego rynku i unii celnej – wszystko to wbrew naszej woli. Uczyniłaby z nas jedyną część Zjednoczonego Królestwa, która zostałaby wypchnięta z UE, choć nie wyraziła na to zgody i nie ma wpływu na przyszłe stosunki. Szkocka Partia Narodowa za tym nie zagłosuje. Brexit pokazał, że jedyną drogą dla Szkocji, by decydowała o swojej przyszłości, jest niepodległość.

I kolejny raz zaapelowała o referendum niepodległościowe w Szkocji, co na nieszkockich parlamentarzystów działa niczym czerwona płachta na byka. 

Sobotnie posiedzenie brytyjskiego parlamentu, zgodnie z oczekiwaniami, zakończyło się niczym. Nastąpił jednak wtorek, 22 października i BoJo znalazł się w siódmym niebie. Parlament po raz pierwszy przegłosował bowiem stosunkiem głosów 329 do 299 zgodę na nowe porozumienie zwarte przez niego z Unią Europejską. Szybko jednak spadł na ziemię. Był bowiem przekonany, że skoro posłowie zaakceptowali nowe porozumienie, to zgodzą się również na to, by prace legislacyjne związane z ustawą dotyczącą tego porozumienia procedować na tak zwanej „szybkiej ścieżce”, czyli w ciągu 3 dni. Gdyby parlamentarzyści zgodzili się na to, BoJo dtzymalby słowa danego Brytyujczykom, że do 31 październiak wyprowadzi kraj z Unii. Ale parlament nie zgodził się na szybka ścieżkę legislacyjną, BoJo został odprawiony z tym pomysłem stosunkiem głosów 322 do 308. I zobowiązali premiera, aby wystąpił do Unii Europejskiej o kolejne przedłużenie terminu brexitu.

BoJo wysłał więc stosowne pismo, tyle tylko, że go nie podpisał. Podpisał natomiast prywatny list dołączony do tego pisma, w którym napisał o szkodliwości przedłużania terminu opuszczenia przez Wlk. Brytanię Unii Europejskiej. Takie postępowania w polskim żargonie młodzieżowym określane było kiedyś jako „gra w kulki”, czyli zachowanie niezbyt poważne.

W godzinach południowych w czwartek, 24 października, Parlament Europejski wyraził zgodę naprze dłużenie brexitu do 31 stycznia 2020 roku.

Czym zakończy się najdłuższy serial rozwodowy nowoczesnej Europy o nazwie „brexit”? Nie wiadomo. Polityczni komentatorzy są coraz bardziej zgodni, że będzie trwał, trwał i trwał.

PS Boris Johnson jest z pochodzenia Turkiem. Jego pradziadek Ali Kemal (dziennikarz i ostatni minister spraw wewnętrznych imperium osmańskiego) ożenił się z Angielką. Po jego śmierci (zginął z rąk zbuntowanego tłumu), syn – Osman Wilfred Kemal, dziadek Borisa, wychowywał się w Anglii, do której wzięła go babka i to ona zmieniła mu w Anglii jego tureckie nazwisko na swoje panieńskie. Gdyby nie prababcia, na Downing Street urzędowałby dziś Boris Kemal.

Adam Lasocki