„Boże Ciało”, czyli być jak ksiądz Tomasz

str

FILMOTEKA. Kanadyjska premiera filmu Jana Komasy „Boże Ciało” (Corpus Christi) odbyła się wcześniej niż polska we wrześniu 2019 roku i miała miejsce podczas prestiżowego festiwalu filmowego w Toronto. Do Vancouver film Komasy dotarł stosunkowo szybko, bo po czterech miesiącach i mogłem go zobaczyć na przełomie stycznia i lutego 2020 w Vancity Theatre w ramach przeglądu filmów, które uzyskały nominację do tegorocznych Oskarów. Wybrałem pokaz 12 lutego, kiedy było już wiadomo, że poza nominacją w kategorii „najlepszy film międzynarodowy” polscy filmowcy nie otrzymali żadnego innego wyróżnienia. Oczywiście przygotowaniom do oskarowej gali towarzyszyła silna ekscytacja środowisk polonijnych na całym świecie, co jest najzupełniej zrozumiałe, ale nagrody amerykańskiej akademii filmowej, to nie są trofea sportowe i kibicowanie rodakom nie na wiele się zdało. Możemy się tylko „pocieszyć”, że Kanadyjczykom poszło znacznie gorzej, bo ich kandydat do Oskara pt. „Antigone“ (współczesna wersja dramatu Sofoklesa rozegrana w rodzinie imigrantów z Montrealu) nie zdobył nawet nominacji. Czy jednak wypada językiem komentatorów sportowych mówić o sukcesach twórców filmowych?

Zacznę od tego, co mi się w filmie Jana Komasy podobało najbardziej, czyli od zdjęć. Akcja filmu rozgrywa się na głębokiej ale i zarazem pięknej polskiej prowincji. Piotr Sobociński miał trudne zadanie, bo Jaśliska na Podkarpaciu musiał pokazać inaczej niż Michał Englert – operator filmu „Twarz” Małgorzaty Szumowskiej, bo zdjęcia do obu filmów kręcono w tej samej miejscowości!. Zamiast zimnego klimatu obrazów Englerta, u Sobocińskiego jr mamy pogodne krajobrazy wpisane w estetyczne kadry. Czy może spotkać coś złego ludzi mieszkających w tak pięknym miejscu? Opowiadanie obrazem w tym filmie stoi na najwyższym poziomie od pierwszej sceny piłowania w szkolnym warsztacie, aż po ostanie zbliżenie pełnej bólu twarzy bohatera i na dodatek „po bożemu” – bez ekstrawagancji i cyfrowych efektów specjalnych.

Obsada, to drugi mocny punkt dla filmu „Boże Ciało”. Zdaniem krytyków odtwórca głównej roli Bartosz Bielenia to największe odkrycie aktorskie polskiego kina od czasów kreacji Joanny Kulig w „Zimnej Wojnie” Pawła Pawlikowskiego. Bielenia występuje w u Komasy w roli wychowanka zakładu poprawczego, który korzystając ze warunkowego zwolnienia próbuje swoich sił jako zastępca prowincjonalnego księdza. Jest pełnym słabości, popędliwym przestępcą, który na naszych oczach niemal zostaje charyzmatycznym kapłanem. W jednej z recenzji Łukasz Maciejewski napisał, że Bartosz Bielenia „stworzył własny, bo wynikający w dużej mierze z unikatowych predylekcji fizycznych, styl. Chłopiec na krawędzi płci. Prerafaelickie rysy, swoista androginiczność, siła i miękkość. Jako Daniel w „Bożym Ciele” ma to wszystko. I dlatego jest tak fascynujący”.

Najlepszą rolę kobiecą w „Bożym Ciele” stworzyła Aleksandra Konieczna, jako milcząca i apodyktyczna kościelna oraz gospodyni starego proboszcza. Jeśli ktoś widział Agnieszkę Warchulską w roli gospodyni księdza w filmie „Powrót” Magdy Łazarkiewicz, to musi zobaczyć koniecznie jak poradziła sobie z zagraniem podobnej postaci Ola Konieczna.

Z pewnością „Boże Ciało”, to film wybitny i każdy szanujący się kinoman powinien go zobaczyć. Prędzej czy póżniej, ale na pewno powinien i to najlepiej w kinie. Nie wiem, tylko czy w Vancity, bo tam sprzedają popcorn, ale na dużym ekranie ten film zyskuje i łatwiej się pogodzić z kilkoma momentami niekonsekwencji scenariuszowych. Mateusz Pacewicz napisał scenariusz na podstawie swojego reportażu o „fałszywym księdzu”, kiedy miał zaledwie 18 lat! Pracę nad tekstem kontynuował później pod okiem Krzysztofa Raka, który miał już za sobą napisanie scenariuszy do tak znanych filmów jak „Bogowie”, czy „Sztuka kochania”, ale nad filmem Jana Komasy nadal wisi kilka (małych) znaków zapytania. Zbyt mechaniczne jest zniknięcie starego proboszcza (wspaniała rola Zdzisława Wardejna), mało wiarygodne jest spotkanie z córką gospodyni Elizą (ale pięknie zagrane przez Elizę Rycembel), dlaczego tak późno zaczął poszukiwania zbiega ksiądz Tomek. Oczywiście, że się czepiam z zawodowej zazdrości, żeby pokazać że mogło być lepiej. Zbudowałem nawet swoją koncepcję, która usprawiedliwia wszelkie niedoskonałości scenariusza i buduje motywację bohatera.

Najprościej jest stwierdzić, że film „Boże Ciało” pokazuje, że księdzem może być każdy.

Jeżeli „duszpasterzem” może zostać pedofil, alkoholik, czy złodziej to dlaczego nie może nim szczery i żarliwy wychowanek zakładu poprawczego? Popatrzmy jednak na osoby wśród których dorastał Daniel. Kto mógł być dla niego modelem pochwalanych społecznie zachowań? Taką osobą bez wątpienia był ksiądz Tomek (Łukasz Simlat).

Jeżeli zdaniem psychologów tzw. modelowanie odpowiada za ukształtowanie się 80% naszych dorosłych zachowań, to naśladowanie księdza Tomka i asystowanie mu było dla Daniela szansą na lepsze życie. „Być jak ksiądz Tomek” mogło stać się obsesją dla młodego przestępcy, który na tym budował swoją pozycję najpierw w zakładzie a potem na wolności. Małpowanie księdza Tomka, ze zgrywy przeistoczyło się w budowanie osobistych relacji i własnego autorytetu. Nikt inny nie mógł przerwać tego coraz silniejszego wchodzenia w rolę księdza Tomka, jak tylko … ksiądz Tomek. I za to kocham ten film, że momentami tak niekonsekwentnie opowiedziany skłania tak wielu ludzi do snucia własnych refleksji. Zapraszam do poszukiwań gdzie i kiedy film Jana Komasy będziecie mogli zobaczyć.

 

 

filmoteka-gosc

KRZYSZ­TOF WO­ŁOCZ­KO – Re­ali­za­tor po­nad 100 fil­mów i au­dy­cji te­le­wi­zyj­nych, ope­ra­tor i mon­ta­ży­sta. Twór­ca stu­dia te­le­wi­zji dy­dak­tycz­nej w Olsz­ty­nie (1990) oraz stu­dia wi­deo  Al­lianz Pol­ska (2001). W la­tach 1994-95 pra­cow­nik T-P S.A. Po­czątko­wo w Te­le­wi­zyj­nej Agen­cji In­for­ma­cyj­nej ja­ko re­ali­za­tor wi­zji („Wia­do­mości”, „Pa­no­ra­ma”, „Te­le­ek­spress”), a na­stępnie ja­ko tre­ner i dzien­ni­karz w Ośrod­ku Szko­le­nia i Ana­liz Pro­gra­mo­wych. Kon­sul­tant i tre­ner w za­kre­sie ko­mu­ni­ka­cji wi­zu­al­nej oraz wy­kła­dow­ca w In­sty­tu­cie Dzien­ni­kar­stwa UW (spe­cjal­ność te­le­wi­zyj­na i dzien­ni­kar­stwo mul­ti­me­dial­ne). Od stycz­nia 2018 ro­ku miesz­ka w Ka­na­dzie. Pra­cu­je ja­ko fo­to­graf
i re­ali­za­tor do­ku­men­tal­nych form wi­deo.