Brazylia – kraj samosądów

admin-ajax

Rozpostarte ręce ogromnego Chrystusa górującego nad Rio de Janeiro zdają się gwarantować, że zarówno to miasto, jak i cała Brazylia znajdują się pod boską opieką, a mieszkańcy tego rajskiego kraju spędzają dzień za dniem wedle przykazań dekalogu. To złudzenie. Brazylia – piąty pod względem wielkości powierzchni kraj świata, a szósty jeśli chodzi o liczbę mieszkańców, jest dziś bardzo niebezpieczna.

Wydawało się, że gdy rządzący Brazylią w latach 2003-2011 prezydent Lula wpompował miliardy dolarów w najbiedniejszych mieszkańców swego kraju, wyprowadził ich z biedy, to kraj nabierze rozpędu w sferze gospodarczej, jak i społecznej. Ale cud Luli skończył się trzy lata po jego odejściu. Nastał rok 2014 i kraj pogrążył się w potężnym kryzysie gospodarczym, który trwał 3 lata. To wystarczyło, by wiele stanów zbankrutowało, a jedną z tego konsekwencji był brak pieniędzy na pensje dla policjantów. Przestępcy poczuli sie bezkarni, więc ludzie wzięli wymierzanie sprawiedliwości w swoje ręce. Wymierzanie sprawiedliwości bez procedur sądowych to samosąd, a samosądy z reguły kończą się śmiercią podejrzanego o popełnienie przestępstwa.

Samosądy zapisały się w historii jako specjalność Stanów Zjednoczonych Ameryki w drugiej połowie XIX wieku za sprawą Ku-Klux-Klanu. Dziś samosądy są „specjalnością” Brazylii, ale inne kraje południowoamerykańskiego kontynentu też mają w tej kwestii sporo na sumieniu. Przekonał się o tym m.in. pewien Kanadyjczyk, który wybrał się turystycznie do peruwiańskich wsi w dorzeczu Amazonki. Podczas pobytu w jednej z nich ktoś zamordował miejscowego szamana. Wieśniacy byli przekonani, że to Kanadyjczyk. Założyli mu pętlę na szyję i wlekli po ziemi, by go w końcu zabić.

Kwadratura koła w Brazylii tkwi w zbyt małej w stosunku do potrzeb liczbie policjantów, co sprawia, że nie są oni w stanie chronić mieszkańców przed przestępcami. Na to nakłada się opieszałość i nieskuteczność brazylijskich sądów. Statystyki wskazują, że w Brazylii udaje się osądzić zaledwie jedno na 10 morderstw. Sąd najwyższy w tym kraju, który jako najwyższa instancja rozpatruje także sprawy pospolitych morderstw, ma w tej chwili do rozpatrzenia 44 tysiące spraw. Najstarsza z nich pochodzi z roku… 1969! W tej sytuacji podejrzanym o dokonanie przestępstwach, co wcale nie znaczy, że są jego sprawcami, sprawiedliwość wymierzają zwykli, żyjący na co dzień zgodnie z prawem obywatele. I są to bestialskie wręcz samosądy. Ich okrucieństwo bierze się zapewne i stąd, że mieszkańcy zarówno Brazylii, jak też innych krajów Ameryki Południowej mają na co dzień do czynienia z przerażającymi zbrodniami dokonywanymi przez różnego rodzaju gangi, nade wszystko przez działających bez najmniejszych skrupułów i w sposób szczególnie bestialski, członków narkotykowych karteli. Takie tło dnia codziennego znieczula na okrucieństwo, ale też wzmaga chęć wymierzania sprawiedliwości za wszelką cenę. Sekwencja wydarzeń jest zazwyczaj podobna. Jakaś grupa ludzi (mieszkańców, przyjaciół, krewnych) staje się świadkiem przestępstwa lub z komunikatora internetowego dowiaduje się, że zostało ono popełnione w ich okolicy. Łapią podejrzanego, wyciągają na widok publiczny, torturują i w końcu zabijają z wyjątkowym okrucieństwem, na przykład paląc żywcem. W przypadku podejrzanych o gwałt przed zadaniem śmierci okaleczają ich narządy płciowe.

Sytuacja jest obecnie dramatyczna. Śledzący zjawisko eksperci twierdzą, opierając się oczywiście na oficjalnych danych, że w Brazylii tłum codziennie morduje lub usiłuje zamordować podejrzanego o złamanie prawa. To najwięcej na świecie i także najwięcej w historii Brazylii. Np. w centrum stolicy Brasili, młodzi ludzie wracali po koncercie do domu. W pewnym momencie ktoś wyrwał telefon z rąk jednej z nastolatek. Dziewczyna odwróciła się, zobaczyła kolo siebie 16-letniego chłopca, Victora Melo. Była przekonana, że to on zabrał jej telefon. Krzykiem przywoła swoich kolegów, którzy rzucili się na Victora. Katowali go przez pół godziny. Jedna z osób ugodziła go w brzuch stłuczona butelką, młoda dziewczyna wbiła mu kilka razy w brzuch śrubokręt, na koniec ktoś ugodził go nożem prosto w serce. Linczowi przyglądało się około 100 gapiów. Nikt nie zareagował, nikt nie zainteresował się także, kto rzeczywiście ukradł dziewczynie telefon. Do innego, szczególnie tragicznego przypadku, ukazującego także podatność ludzie na sugestie płynące z mediów społecznościowych, doszło cztery lata temu w brazylijskim nadmorskim kurorcie Guarujá. Jedna z jego mieszkanek, Fabiane Maria de Jesus, matka dwojga dzieci, wracała z kościoła. Po drodze kupiła banany i jednego dała bawiącemu się na ulicy chłopcu. Nieznany mieszkaniec podniósł alarm, ponieważ na Facebooku pojawił się w tym czasie ostrzegawczy post, że krążąca po ulicach „kobieta z szatańską książką zabija dzieci”. Ponad stu ludzi rzuciło się na „bogu ducha winną” Fabiane i gołymi rękami pobiło ją na śmierć. Około tysiąca gapiów przyglądało się temu bestialstwu bez żadnej reakcji. Fabiane Maria de Jesus rzeczywiście miała w ręku książkę. To była Biblia.

Okrutne samosądy są nieomal codziennością także w innych krajach tego kontynentu. W sylwestra 2016 r. mieszkańcy jednego z miast w zachodniej Boliwii przywiązali kobietę i jej dwóch synów do drzewa pełnego jadowitych mrówek, ponieważ wzięli ich za złodziei samochodów. Od ugryzień mrówek szyja kobiety tak spuchła, że sie udusiła. W sierpniu 2018 roku rozwścieczony tłum oblał benzyną 21-letniego chłopaka i jego wuja, ponieważ ktoś rzucił, że są porywaczami dzieci. Na nagraniu dokonanym telefonem komórkowym widać, jak ludzie polewają kolejnymi litrami benzyny płonących już mężczyzn.

I tak dzień za dniem…

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii