Brexit – chaos o krok

admin-ajax

W piątek, 29 marca, brytyjscy posłowie po raz trzeci i wydaje się, że ostateczny, odrzucili zawartą przez ich premier Teresę May umowę z Unią Europejską. Miała ona w sposób uporządkowany doprowadzić do wyjścia Brytyjczyków z europejskiej wspólnoty. W tej chwili wszystko wskazuje na to, że Wielka Brytania opuści szeregi UE jednak bez jakiegokolwiek porozumienia. Najgorsze, że nikt nie wie, czym to się może skończyć. Ogromnym chaosem na pewno, ale w tej chwili nikt nie jest w stanie oszacować, ile to będzie kosztować i kogo jeszcze poza Brytyjczykami.

Nadzieja, że do tego nie dojdzie jeszcze się tli, ale to naprawdę bardzo nikły jej płomyczek. Tę nadzieję dał Brytyjczykom Donald Tusk, który niemal natychmiast po wyrzuceniu do kosza przez wyspiarskich posłów liczącego 585 stron dokumentu, nad którym Teresa May pracowała około 20 miesięcy, zwołał na 10 kwietnia nadzwyczajny szczyt Rady Europejskiej, której jest przewodniczącym. Radę Europejską tworzą szefowie rządów krajów wchodzących w skład Unii Europejskiej i zapewne podczas tego niespodziewanego szczytu podejmą decyzję, co dalej z brexitem. Czy Brytyjczykom należy się jeszcze jedna szansa, czy też czas kończyć spektakl, który do cna skompromitował image brytyjskiej klasy rządzącej, wykreowanej w oczach światowej opinii jako najbardziej pragmatycznej, mądrej i przewidującej. W tej chwili brytyjski parlament i rząd znikają z podręczników politologii, a stają się tematem kabaretowych skeczów.

Uporządkowany rozwód Wielkiej Brytanii z Unią miał nastąpić 22 maja, ale pod warunkiem, że brytyjski parlament przyjmie rozwodowe porozumienie. Ponieważ tak się nie stało, wiadomo więc w tej chwili tylko jedno – Wielka Brytania na pewno nie opuści UE 22 maja. Wielka i chaotyczna wyprowadzka, czyli bez porozumienia, może natomiast nastąpić już 12 kwietnia, po nadzwyczajnym szczycie Rady Europejskiej. Szefowie europejskich rządów mogą jednak dać Brytyjczykom jeszcze kilka miesięcy do namysłu, a być może także szansę na powtórne referendum w kwestii opuszczenia Unii. Najbliższe dni zadecydują o dalszym losie i UE, i Wielkiej Brytanii. Na razie wiadomo tylko, że korki szampana czy też raczej „Sowieckoje Igristoje” strzelają z radości na Kremlu, bo spełnia się marzenie Putina o rozbijaniu unijnej jedności i solidarności.

Gdyby 10 kwietnia Rada Europejska zgodziła się na wielomiesięczne odroczenie daty rozwodu, Brytyjczycy będą musieli wziąć udział w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Jeśli do tego dojdzie, to dobrze, ponieważ frekwencja wyborcza ujawni rzeczywisty stosunek Brytyjczyków do rozwodu z Unią. W tej chwili demonstracje zwolenników pozostania w europejskiej wspólnocie gromadzą już milionowe rzesze obywateli, zdecydowanie przebijając liczebnością zgromadzenia zwolenników brexitu. Pod skierowaną do posłów petycją przeciwstawiającą się brexitowi podpisy złożyło ponad 6 milionów Brytyjczyków. Szeregi zwolenników brexitu co prawda topnieją, bo też rośnie liczba osób świadomych skutków izolacji od Europy, ale są oni nadal liczni. Kilkanaście ostatnich miesięcy ujawniło, że wielu mieszkańców brytyjskich wysp nie miało pojęcia, co się kryje za słowem brexit i jakie mogą być tego skutki. Dowodzi to jedynie tego, że nie tylko w Polsce jest, mówiąc słowami Jacka Kurskiego, „ciemny lud”, który bezkrytycznie kupuje każdą brednię umiejętnie podaną przez cwanych populistów. Bo co też czeka Wlk. Brytanię, jeśli nastąpi opuszczenie Unii Europejskiej bez porozumienia?

Z dnia na dzień stanie się ona dla państw stanowiących Unię Europejską krajem trzecim. W tej samej chwili powstanie granica celna i paszportowa. Aby dostać się do któregokolwiek z krajów unijnych każdy Brytyjczyk będzie musiał legitymować się paszportem i przechodzić kontrolę celną. To samo dotyczyć będzie obywateli krajów unijnych, których setki tysięcy, a może nawet miliony, pracują w Wlk. Brytanii. Jaki będzie ich status? W tej chwili nikt nie ma o tym pojęcia. Znane są jedynie zapewnienia przedstawicieli brytyjskiego rządu, że w tej kwestii nic się nie zmieni. Słowa słowami, ale jest jeszcze prawo. Z tym, że obecnie nikt nie wie jeszcze, jakie to będzie prawo. Pewne jest tylko jedno – będzie chaos.

Totalny chaos na pewno zapanuje w transporcie. Samochody ciężarowe staną w korkach do zatkanych portów, zablokują drogi. W samochodach zaczną się psuć artykuły spożywcze, na brytyjskich wyspach zaczną występować braki w zaopatrzeniu. Wiadomo, o czym pisze brytyjska prasa, że mieszkańcy robią zapasy żywności i leków. Wprowadzenie ceł wymusi podwyżki cen. Bałagan może też nie ominąć instytucji finansowych. Będziemy więc mieć do czynienia z zawirowaniem nie tylko na londyńskiej giełdzie.

Brexit bez porozumienia rodzi też dramatyczną sytuacją na wyspie Irlandia. Na tej wyspie są dwa organizmy państwowe. Irlandia Północna jest częścią Zjednoczonego Królestwa, czyli Wielkiej Brytanii, natomiast Irlandia jest republiką, samodzielnym państwem. Jeśli Wlk. Brytania wystąpi z UE bez porozumienia, między Irlandią Północną a Irlandią będzie musiała stanąć sztywna granica. Przed ponad dwoma dekadami trwała między Irlandia i Irlandią Północną krwawa wojna domowa. Zakończyło ją tak zwane „porozumienie wielkopiątkowe” zawarte w 1998 r. Brak granicy między Irlandią i Irlandią Północną jest fundamentem tego porozumienia. Zachodzi obawa, bardzo realna, że przywrócenie granicy może doprowadzić do ponownego rozlewu krwi. Aby tego uniknąć, w porozumieniu z UE o brexicie pojawił się mechanizm awaryjny zwany backstop. I właśnie ów backstop jest główną osią sporu brytyjskich parlamentarzystów i to przede wszystkim z jego powodu odrzucano trzykrotnie porozumienie rozwodowe z UE. Co kryje się za słowem backstop? Mechanizm ten zakłada otóż, że jeśli między Brukselą i Londynem nie dojdzie do porozumienia rozwodowego, to całe Zjednoczone Królestwo będzie musiało pozostać w unii celnej i w elementach wspólnego rynku UE, natomiast sama Irlandia Północna pozostałaby w pełni częścią wspólnego rynku. Dzięki temu między Irlandią i Irlandią Północną nie trzeba by było ustanawiać jakiejkolwiek granicy. Granicy, która, powtórzmy to jeszcze raz, może się stać ponownie zarzewiem krwawego konfliktu. Ale… Zwolennicy brexitu i ich przedstawiciele w parlamencie stoją na stanowisku, że backstop de facto czyni brexit iluzją, ponieważ wymusza związanie Zjednoczonego Królestwa z Unią. Aby było ciekawiej, brytyjscy parlamentarzyści przegłosowali uchwałę… zakazującą rozwodu z UE bez porozumienia. W tej sytuacji nie dziwi, że w państwach Unii pojawia się coraz więcej opinii, że czas najwyższy, aby Brytyjczycy powiedzieli, czego tak naprawdę chcą. Bo na razie wygląda to tak, że czegoś by chcieli, ale za bardzo nie wiedzą czego, bo się boją.

Musimy więc czekać do 10 kwietnia. Tego dnia Rada Europejska ogłosi swoje stanowisko i może nie wszystko jeszcze, ale już wiele się wtedy wyjaśni.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii