Być kobietą…

byc-kobieta

OPOWIEŚCI LADY BUNI.

Być kobietą w dzisiejszych czasach jest bardzo ciężko. Przeglądasz kobiece czasopisma i okazuje się, że świat narzuca nam straszne tempo. Kobieta ma być silna, realizować się zawodowo, piąć się po szczeblach kariery szybko, bo konkurencja duża, zarabiać tyle co mężczyzna, a ciągle płacą nam mniej, no więc trzeba pracować więcej godzin. No i wreszcie ma być matką, żoną i kochanką. Do tego znakomicie wyglądać każdego dnia od samego rana, bo nie wiadomo kogo spotka. I tak zagłębiając się w temat, należy poświęcić się pracy, bo należy być ambitną, młodą, szybką i wściekłą, tylko tacy coś dzisiaj znaczą. Zarobić musi tyle, żeby było ją stać na te wszystkie reklamowane w gazetach szmatki, torebki, kosmetyki, buty… kolorowy zawrót głowy. Do tego dochodzi cała masa zabiegów kosmetycznych, które MUSISZ zrobić!!!

Punkt pierwszy – MATKA

Bycie matką dziś to nie lada wyzwanie, bo należy pogodzić pracę, wychowywać osobiście, być ekologiczną, gotować organiczne zupki z warzyw, najlepiej od rolnika, a jeszcze lepiej z własnego ogródka. Prowadzać dzieci na milion zajęć dodatkowych i kreatywnych – przedszkole najlepiej prywatne z baletem, muzyką, sztuka i Bóg jeden wie z czym jeszcze… Już nie wystarczy wyjść z dzieckiem na plac zabaw, porzucać piłką w ogródku, nie wspominając o pozwoleniu na zabawę koło bloku. Toż to od razu zostaniemy okrzyknięci patologią!!!

Punkt drugi – ŻONA

Być żoną też nie łatwo, bo musisz znaleźć na to czas. I najlepiej między tymi wszystkimi zajęciami. Praca, dzieci, szkolenia i wyjazdy służbowe. Na domowe obiadki, lepienie pierogów już nie wystarcza. Należy umieć przyrządzić sushi, krewetki, miso, zdrowe sałatki i shake na śniadanie. Najlepiej jeszcze tak się zorganizować, żeby zapewnić całej rodzinie lunchboxy na wyjście do pracy czy szkoły. Bo dziś należy odżywiać się jak celebryci. A nie  jakaś pomidorówka ugotowana na rosole z niedzieli i podgrzana na szybko. Więc znowu wyścig z czasem, zakupy w sklepie ze zdrową żywnością, śledzenie promocji, bo może w Lidlu tydzień włoski, a może w Biedronce promocja na egzotyczne owoce (niezbędne do shake’ów) albo na nasiona chia czy olej kokosowy. Bez oleju dziś ani rusz! Świat oszalał na punkcie oleju kokosowego!!! Jeszcze mężowi należy przygotować garderobę, bo przecież wygląd męża świadczy o żonie. Potem jeszcze może się okazać, że stroiłyśmy Go tak właściwie dla koleżanki z pracy…

Punkt ostatni – KOCHANKA

Oj kochanką też dziś być niełatwo. Bo po tych wszystkich obowiązkach, kłopotach i stresach wieczorem, kiedy już dzieci odrobią lekcje, bądź jak małe wykąpiesz i położysz spać, masz zamienić się w ponętną, dziką „sucz” gotową na wszystko!!! Nie wystarczy znać Wisłocką czy Kamasutrę. Dzisiaj to za mało, stanowczo za mało… Dziś obowiązkiem jest znać nie jedną a przynajmniej pięćdziesiąt twarzy Greya…No przecież to znają nawet nastolatki. Wyglądać tez masz pięknie, bo kiedy już zamieniasz się w kochankę to Twój facet nie marzy żeby do sypialni weszła umordowana życiem matka Polka w zadeptanych kapciach i obrzyganej przez dziecko koszuli nocnej, z podkrążonymi od niewyspania oczami. Twoje ciało ma być gładkie, jędrne, bez cellulitu, piersi stojące, brzuch płaski, pośladki… o tu też wyższa szkoła jazdy, nie wystarczy szczupła pupa dziś należy ćwiczyć na siłę przysiady z obciążeniem, żeby pupa była  krągła, wypukła i ponętna. No chyba że stać Cię na chirurga który zrobi to za Ciebie. Więc od dupy strony też życie niełatwe. A kiedy żyć?….
Moja koleżanka, żona i matka idealna, została sama z dziećmi, bo mąż stwierdził, że nie była kochanką. A Ona pyta – KIEDY!!!??? Kiedy miała mieć czas i siłę? No, ale znalazła się taka co ma…
Ja postanowiłam spróbować dbać o siebie po nowemu. W końcu dzieci już mam odchowane, może to czas dla mnie? Praca w miarę spokojna, idealny czas… Matko Boska nie wyrabiam na zakrętach! Może inaczej – kiedyś przeczytałam, że albo mój dom albo ja, czyli tylko jedno z nas może wyglądać dobrze. Ostatnio więc ja częściej wyglądam dobrze. Jak długo nie wiem bo to zajebiście ciężka praca. Rano pobudka, na czczo szklanka letniej wody z sokiem z cytryny, bo mówią, że zdrowa, więc trzeba. Potem kawa (niezdrowa, ale lubię), zalewam owsiankę z siemieniem lnianym (bo zdrowe), pędzę do łazienki po drodze usiłuję obudzić juniora. Jest już 7.45, za godzinę wychodzę. Wpadam do łazienki, staję nago przed lustrem i… jedno przychodzi mi do głowy: ,,kuźwa jaki wstyd przed Ryśkiem”  (kto zna ten kawał to wie co ujrzałam w lustrze)… Rozstępy, cellulit, obwisłe piersi, zmarszczki i ze dwa wypryski na twarzy jak u nastolatki. Zanim wejdę pod prysznic to koniecznie szczotkowanie ciała suchą szczotką – tak dzisiaj zalecają. Mnie to przypomina szczotkowanie konia. Na Boga kto to wymyślił? Całe pięć minut! Wyszczotkowana wpadam pod prysznic. Peeling najlepiej organic z kawy z olejem kokosowym. Plus – odpada po prysznicu balsamowanie. Minus – zasyfiona łazienka! Coś za coś. Peeling twarzy włosy, odżywka. Teraz wciągam sizalowe rękawice (które nie wiem czemu niszczą moje paznokcie). I szorujemy mocno ciało z dołu do góry – tak, tak, kolejność nieprzypadkowa. Po takim masażu nasza skóra ma być młoda, jędrna, bez cellulitu. Potem naprzemiennie ciepły i zimny prysznic. Uff, wychodzę. Wycieram się szorstkim ręcznikiem, jak trzeba to smaruję ciało balsamem. Czas na twarz – olej arganowy! Tak olejowanie dzisiaj jest absolutną koniecznością w przeciwnym razie będę stara i brzydka. Efekty olejowania są najbardziej widoczne na moim szlafroku. I wiecznie tłustej umywalce. Przed olejem nakładam jeszcze serum z witaminą C. Należy odczekać chwilę, wiec lecę budzić juniora. Nakładam olej. Teraz czas na masaż twarzy. Potem szyja, dekolt, podbródek. Czas ucieka, włosy mokre zawinięte w ręcznik. Młody chce do łazienki, wiec ja wychodzę.  Idę pić kawę, już prawie zimną. Pospiesznie zjadam trochę owsianki – jest glutowata przez siemię… Potem leki – na ciśnienie, na stres, witamina C duża dawka, magnez, olej lniany w tabletkach, witamina d3, szklanka wody. W międzyczasie łazienka wolna, wpadam suszę włosy, nakładam podkład, korektor i słyszę pukanie  juniora: ,,mamo chce kupę”!!!! Czy On zawsze musi jak ja jestem w łazience? Ok. wychodzę, robię jedzenie do pracy i szkoły. Kanapka dla juniora, kanapka dla mnie 7 dkg pieczywa i 5 dkg polędwicy, zważone i zmierzone. Myję i poleruję trzy jabłka. Pakuję do torby. Wpadam do łazienki, kończę make up, ten też się zmienił na przestrzeni lat! Podkład, korektor, rozświetlacz, konturowanie, puder sypki, cień, tusz do rzęs, błyszczyk, róż do policzków. Perfumka. Wszystko biegiem, teraz ubranie, jedna bluzka, druga bluzka, trzecia…..w każdej wyglądam dziś nie tak. Ok. czwarta, spodnie, buty. Już słyszę, że telefon piszczy, córcia pisze… Czy Ona musi pisać kiedy ja nie mam czasu czytać? Muszę lecieć, odpisuje że też wychodzę. Przed domem odpalam papierosa, wracam do toalety, bo w przeciwnym razie zaraz będę jej za chwilę szukać. Ok. jestem gotowa! 7.45 wychodząc rzucam okiem… Łóżko niepościelone, nie zdążyłam. Mało tego – to co nie pasowało leży teraz rzucone. Łazienka, umywalka otłuszczona olejem, obsypana pudrem. Ręcznik rzucony… W kuchni niedojedzona owsianka, brudne naczynia ze śniadania. Jestem wściekła na siebie, bałagan, ale nie mam czasu muszę lecieć. Biegi uprawiam każdego poranka. Do autobusu… W pracy błogi spokój, cudownie choć już niedługo. Oglądam TV, czytam, czasem coś ugotuję, upiekę, jednym słowem odpoczywam. Wracam do domu, obiad, kawa. Godzina 19., czas na coś dla ciała, więc biorę kije i idę. W parku przysiady (wiecie te pośladki), rozciąganie, pajacyki i takie tam. W drodze do domu wpadam do pralni, bo pranie czas przerzucić do suszarki. Wpadam do domu robię sok z pietruszki, cytryny, imbiru, ogórka, selera. Wypijam duszkiem dwie szklanki, podaję mojemu Misiowi. Junior ma po tym odruch wymiotny. Idę na papieroska, wypijam jeszcze z litr wody. Czas na kąpiel w jaccuzi,  w soli – dobre na ciało. Leżę więc, masuję i dochodzę do wniosku, że wyhodowanie cellulitu było zdecydowanie łatwiejsze, bo sam się zrobił. Potem ostre rękawice idą w ruch, znowu szoruję do czerwoności. Zimny prysznic na koniec. Teraz znowu serum z retinolem, olej, masaż, balsam, gruba warstwa balsamu na stopy, skarpety, szlafrok. Tak zakonserwowana w bawełnianych skarpetach wkraczam do sypialni. No i teraz czas na koronki, podwiązki, pończochy i pejcze. Mąż czeka. Mijam łóżko, idę na balkon na papierosa i myślę, że na widok kobiety nasmarowanej olejem, w skarpetach i frotowym szlafroku to nawet Grey wolałby spać. Tak więc na koronki i pejcze w tym wieku z własnym mężem trzeba się umówić. Do tego jeszcze co tydzień biegnie się na manicure. Strasznie ciężkie to życie nowoczesnej kobiety…

************

Jolanta Lipińska, lat 42 urodzona w Jarosławiu na Podkarpaciu, od dwóch lat zamieszkała w Nowym Jorku na Brooklynie. Na emigracji od dwóch lat. W Polsce pośredniczka w obrocie nieruchomościami. W USA sprzątaczka, niania, opiekunka osób starszych. Jednym słowem Lady Bunia!