Chłop z charakterem

lady-bunia

OPOWIEŚCI LADY BUNII. Antek z Halinką pobrali się zaraz po ukończeniu szkoły średniej. Jak wszyscy u nich we wsi. W górach mało kto posyłany był na studia. Przecież rąk do pracy trzeba, przy baranach roboty do licha, powiadali rodzice od zawsze. Chłopaki i dziewczyny z naszych gór uchodzą za ludzi pracowitych i twardych. Tam nie ma czasu na rozczulanie, zimy ciężkie, roboty dużo. Dlatego jak wyjadą zagranicę to radzą sobie doskonale, bo są zahartowani, nic ich nie złamie. Tak było z Halinką i Antkiem. Wyjechali tuż po ślubie do Ameryki. Rodzice nie byli zachwyceni tym pomysłem, ale cóż było robić jak młodzi uparci. Antek charakterny i robotny. Radzili sobie doskonale na obczyźnie, bowiem nauczeni ciężkiej pracy od dzieciństwa. Mieli we krwi pracowitość i oszczędność. Halinka pracowała na sprzątaniu od rana do nocy, w weekendy dorabiała w restauracji jako pomoc kuchenna. Zawsze coś do jedzenia przyniosła, dzięki temu utrzymanie nie kosztowało ich wiele. Antek na budowie jak większość naszych rodaków. Żyli zgodnie, odkładali grosz do grosza. Halince nie w głowie były szmatki i zbytki tylko pieniądze. Antek robotę miał dobrą tylko do kieliszka lubił zajrzeć. Który góral nie pije? Po kilku latach mieli już swoje mieszkanie i dwoje dzieci. Słali do domu fotki i paczki. Maluchy uśmiechnięte, mieszkanie wyposażone, auto nowe kupione. Szczęśliwa rodzina, tylko Halinka na tych fotkach ma smutne oczy. Ojciec gadał, ta nasza Halcia nie fotogeniczna. Matka coś przeczuwała, matczyne serce zawsze wyczuje. Zdarzało się, że Antek robotę tracił, bo się z kimś posprzeczał, komuś przyłożył. Wyrywny od zawsze. W domu też lubił posłuch. Żona i dzieci znały swoje miejsce. Wracali od znajomych do domu, nie było daleko więc szli na piechotę. Antkowi zachciało się palić, postanowił, że wstąpią na stację paliw po papierosy. Tak się spieszył, że żona nie mogła nadążyć. Antek się wściekł, zaczął ją poganiać i nagle uderzył pięścią w twarz. Halina upadła, straciła przytomność, krew z łuku brwiowego zalała jej twarz. Ludzie na stacji paliw zobaczyli co się dzieje, wezwali policję. Halina trafiła do szpitala, a Antek do aresztu. Zapłaciła kaucję, żeby chłop do domu wrócił. Niestety sprawy poszły torem urzędowym i spotkali się w sądzie. Tam Antek zamiast okazać skruchę to próbował odwrócić kota ogonem. ⁃ Wysoki sądzie, to jest wariatka, to ona mnie uderzyła. To diabeł nie baba! Sędzia zaprosił Antka do obejrzenia materiału dowodowego, taśmy z nagraniem z kamery znajdującej się na stacji paliw. Na filmie jasno widać, jak idą i nagle Antek zaczyna bić żonę, kiedy ta upadła na ziemie, stanął nad nią i kopał jak wór ziemniaków. Na co Antek zamiast odrobiny choćby wstydu, żalu czy skruchy to białej gorączki dostał. ⁃ A co wy sobie kurna myślicie, moja żona moja sprawa! Żebym ja własnej babie przylać nie mógł? Do czego to podobne?! Do więzienia mnie? – krzyczał do sędziego. ⁃ Mój ojciec lał matkę, dziadek lał babkę to i ja babę leję. Tradycja od pokoleń i nikt z tego problemu nie robił. Tak ma być, potem trza się pogodzić i żyć dalej jak Pan Bóg przykazał. Baba ma się chłopa słuchać – oczywiście krzyczał po polsku i machał rękami, kiedy sędzia zaczął swoje przemówienie,oskarżony nie wytrzymał. Sędzia dostał dwa szybkie „strzały”. Antek znowu trafił do aresztu, dostał zakaz zbliżania się do rodziny. Kiedy był wyprowadzany z sali rozpraw nie omieszkał jeszcze krzyknąć do żony: – Pakuj się i czekaj na mnie, masz mnie wyciągnąć za kaucją i wracamy do Polski, ani chwili dłużej nie zostanę w kraju gdzie nie mogę rządzić własną babą. Zrozumiałaś? Jak się nie posłuchasz to ja ci pokażę! Halina spuściła głowę, było jej wstyd, gorąco oblewało jej policzki rumieńcem.Takie rzeczy to się w domu załatwia. Cóż było robić, chłop z charakterem, ale swój. Na zgodę pojechali na weekend do kolegi Antka.Trzeba było pomóc coś przy domu. Halina roboty się nie boi, wiec nie odmówiła. Gotowała obiad w kuchni kiedy przyszedł urzędnik wręczyć dokument o wstrzymaniu remontu z powodu braku wymaganych zezwoleń. Kolega Antka też chłop z charakterem. Zrobil awanturę urzędnikowi, potrząsnął nim. Urzędnik wezwał policję. Rozpętała się wojna kolega był tak wzburzony, że na widok radiowozu sięgnął po kamień i rzucił na oślep w radiowóz, po czym uciekł. Policja zastała Antka na podwórku, zaczęli go wypytywać. Ten języka nie zna, wiec kompletnie nie umiał się wytłumaczyć, że to nie on, a kolega uciekł. Oczywiście od rana delikatnie drinkowali przy robocie. Nie było zbędnych pytań, wpakowali Antka w radiowóz i do aresztu. Dopiero na miejscu kiedy dostał tłumacza, zdołał biedaka wytłumaczyć co i jak i podać adres zamieszkania kolegi. Antka wypuścili, zamknęli kolegę. Halina się poddała, spakowała dobytek, dzieci i wróciła do Polski. Tam ma czterech braci, tam jej Antek nie podskoczy. Tak ją matka wychowała, że trzeba się z chłopem dogadać. Dzieci mają mieć ojca, a kobita męża. Rozwód to wstyd na całą wieś. Na powitanie bracia Haliny wytłumaczyli Antkowi ręcznie, kto tu rządzi, potem wypili śliwowicę na zgodę. Bo zgoda w rodzinie być musi.