„Chwycić naród za mordę”

str-22-23-chwycic

Tytuł niniejszego artykułu to fragment oceny programu, który Kaczyński rękami posłusznych sobie funkcjonariuszy swojej partii, czyli PiS, chce realizować po wyborach, jeśli je oczywiście wygra 13 października. Ocenę tę sformułował Roman Giertych, w latach 2005 -2007 wicepremier w rządzie Kaczyńskiego, dziś adwokat w głośnych procesach wytaczanych PiS i prezesowi tej partii. Siedem słów sformułowanych przez Giertycha to najkrótsza, ale też najtrafniejsza recenzja tego, co Kaczyński chce zrobić z Polską i Polakami po wyborach.

Gdyby doszło do kolejnych 4 lat rządów PiS, kraj czeka bardzo trudna przyszłość. Eliza Michalik, dziennikarka wyrzucona z telewizyjnej Superstacji jest symptomatycznym przykładem sytuacji, która czeka dziennikarzy w przyszłości, gdy będą krytyczni wobec Kaczyńskiego i jego dokonań. Superstacja należy do Polsatu, ten zaś do Zygmunta Solorza, jednego z najbogatszych Polaków, który prowadzi działalność także w dziedzinach niezwiązanych z mediami, ale na styku biznes – władza. Superstacja, m.in. za sprawą Elizy Michalik, miała ostro polityczny i krytyczny wobec PiS oraz Kościoła profil. Nigdy się nie dowiemy tego na 100 proc., ale Solorz musiał się spotkać z sugestią, że zbyt mocno naciska władzy PiS na odciski, więc władza przyjrzy się bliżej jego interesom firm w mniejszym lub większym stopniu powiązanym z sektorem państwowym i nagle, z dnia na dzień, Solorz zmienił profil stacji na nijaki. To tak na marginesie, jak może rysować się przyszłość niezależnego polskiego dziennikarstwa.

Na kanwie prezentacji programu PiS, dokonanego w sobotę, 14 września, Eliza Michalik napisała otóż, że to, co przedstawił Kaczyński nie jest żadnym programem, jest natomiast planem działań tej partii po wygranych przez nią wyborach. I jak słusznie pisze, jest to precyzyjny plan przejmowania przez PiS pełni władzy, na czele której w aureoli dyktatora stanie niejaki Jarosław Kaczyński.

Kaczyński dąży bowiem do dyktatury, czyli podporządkowania sobie wszystkich dziedzin życia i decydowania o losach każdego człowieka. Ci którzy zagłosują na niego i jego partię są nieświadomi przyszłości, jaka ich czeka, a jest to przyszłość bez wolności. Aby osiągnąć zaplanowany cel Kaczyński musi uzyskać pełnię władzy nad parlamentem, sądownictwem i mediami. To są trzy główne cele, które z pełną determinacją zaatakuje po wygranych wyborach. Potrzebne mu są do tego narzędzia i właśnie o nich mówił w swoim „programowym” wystąpieniu na konwencji tej partii.

Po pierwsze więc – łatwiejsze będzie aresztowanie posła. W tej chwili jest to niemożliwe jeśli Sejm nie wyrazi na to zgody. Kaczyński wymyślił więc, że wniosek o zatrzymanie lub aresztowanie posła albo senatora będzie składał prokurator generalny i kierował go do Sądu Najwyższego. Już dziś wiadomo, jak to będzie wyglądać. Prokuratorem generalnym jest i zapewne będzie Zbigniew Ziobro, który ma ogromne ambicje polityczne, ale na razie staje na baczność na każde wezwanie Kaczyńskiego, więc posłowie opozycji, którzy będą krytykować Kaczyńskiego, PiS i rząd w każdej chwili będą mogli mieć założone kajdanki. Ktoś powie, że przecież Sąd Najwyższy tworzą niezależni sędziowie. Owszem, ale do czasu, a poza tym w uchwale może się znaleźć zapis, że wniosek o aresztowanie posła lub senatora będzie mogła rozstrzygać na przykład Izba Dyscyplinarna SN, a ta jest już opanowana przez nominatów PiS.

Cel drugi – zniesienie immunitetu sędziów i prokuratorów. Zamiar jest oczywisty. Chodzi o to, by szybko, bez problemów można się było pozbyć z sądownictwa i prokuratury ludzi nieposłusznych.

Cel trzeci – dziennikarze. Kaczyński dąży do tego, by o tym, kto może być, a kto nie może być dziennikarzem, decydował „dziennikarski samorząd”. Takim samorządem dziennikarskim jest na przykład Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Zostało ono całkowicie opanowane przez dziennikarzy powiązanych z Kaczyńskim oraz PiS i protestuje głośno tylko w obronie dziennikarzy schlebiających tej formacji. Gdy przedstawiciele rządu i PiS bezceremonialnie atakują dziennikarzy opozycyjnych, SDP milczy. Taka też będzie przyszłość polskiego dziennikarstwa jeśli PiS wygra wybory.

Na „konwencji” PiS i w wystąpieniu prezesa mnóstwo było poza tym bezczelnych kłamstw, insynuacji i otwartego oczerniania poprzednich rządów. Rzecz w tym, że przez 8 lat władzy koalicji PO-PSL budowano w Polsce dobrobyt, z którego rząd PiS czerpie teraz pełnymi garściami i rozdaje nagromadzone pieniądze. Wciskając przy okazji „ciemnemu ludowi”, że to za sprawą dokonań PiS.

W wystąpieniu Kaczyńskiego nie było niemal nic na temat rozwoju gospodarki, nie tylko dlatego, że on sam nie ma na ten temat najmniejszego pojęcia. Przede wszystkim dlatego, że obecny rząd też się na tym nie zna i nie wie, jak to zrobić. Jedyne, co sprawnie planuje, to podniesieni podatków, by móc realizować rozdawnictwo pieniędzy.

Leszek Balcerowicz, człowiek za sprawą którego Polska rzeczywiście „wstała z kolan” i dołączyła do Europy, kosztem ogromnych zresztą wyrzeczeń, powiedział po sobotniej konwencji, że „PiS kłamie we wszystkim, co mogłoby doprowadzić do utraty poparcia. PiS miało niesłychanego farta, jeśli chodzi o gospodarkę. Włączyły się dwa „przyspieszacze”, które są zupełnie niezależne od polityki PiS”. Te dwa „przyspieszacze” to wzrost gospodarczy w Unii Europejskiej w latach 2016-2018, a także podwojenie liczby Ukraińców pracujących w Polsce. Powiedzmy sobie bowiem szczerze, gdyby nie imigrujący do Polski za pracą Ukraińcy, to w sytuacji, gdy z kraju wyjechało ok. 1,5 miliona za lepszą pracą i lepszym życiem do krajów Europy Zachodniej i na inne kontynenty, to Polska nie miałaby szans na wzrost gospodarczy. Z tego prostego powodu, że nie miałby kto na ten rozwój pracować.

W ocenie przyszłości Polski pod rządami PiS posłużę się ponownie słowami Elizy Michalik: Polska, jaką znamy, bezpowrotnie się skończy. Powitamy natomiast Polskę dużo bardziej brutalną, bezwzględną, pełną inwigilacji, zatrzymań, aresztowań, zastraszania i przemocy, bezpośredniej, prawnej i instytucjonalnej. (…) Polskę policyjną tropiącą „wewnętrzny antypolonizm” i „antykatolicki nihilizm”. (…) To aż takie proste: wystarczy pozbawić immunitetu sędziów i prokuratorów, ułatwić aresztowanie posłów opozycji i ustawowo „uregulować” zawód dziennikarza (…) Cztery lata rządów PiS sprawiły, że nie jesteśmy już demokracją, tylko demokracją coraz bardziej pozorną, krajem, który przebył już połowę drogi do dyktatury. Tak naprawdę od bezprawia i niczym nieograniczonych rządów brutalnej pięści dzieli nas mniej niż większość sądzi. (…) Pozbycie się ich (odważnych, niezależnych ludzi, sędziów i prokuratorów, opozycyjnych posłów, kilku redakcji i dziennikarzy) sprawi, że nikt już nie będzie zadawał pytań i sprzeciwiał się władzy. Nikt nie powie o nadużywaniu uprawnień CBA, (…) o zlokalizowanej w Ministerstwie Sprawiedliwości zorganizowanej grupie nękającej sędziów, o łamaniu karier niezależnym prokuratorom, o wyrzucaniu z pracy i zaszczuwaniu krytycznych dziennikarzy, o nagrodach dla swoich i okradaniu spółek skarbu państwa na dziesiątki różnych sposobów, o aferze KNF i wieżowcach Kaczyńskiego, o rosyjskim wątku afery taśmowej, i nie zada pytań o niebywałe ilości węgla, jakie sprowadzamy z Rosji zacieśniając więzy z państwem Putina.

Roman Giertych, który podczas swojego wicepremierowania w latach 2005-2007 dobrze poznał Kaczyńskiego, jego cwaniacko-złośliwą i mściwą naturę, też ostrzega Polaków co im grozi, jeśli znów dadzą mu pełnię władzy. Odnosi się również do zawieszenia obrad Sejmu na czas „po wyborach”. – To  pewnego rodzaju ubezpieczenie na wypadek, gdyby wybory się nie powiodły – mówił Giertych. – Myślę, że głównie o to chodzi, że w przypadku, gdyby PiS nie uzyskał większości w nowym parlamencie, przegłosuje w starym składzie – co jest dopuszczalne przez prawo, aczkolwiek skrajnie nieetyczne – ustawę, który by wyjęła prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę spod jurysdykcji rządowej i przekazała go pod prezydencką. PiS obawia się bowiem śledztw prokuratorskich w sprawie spółek Skarbu Państwa czy Srebrnej.

Roman Giertych odniósł się także do planu odebrania posłom, sędziom i prokuratorom immunitetu. –  Jasnym jest – twierdzi – że jeżeli parlamentarzysta będzie wiedział, że od decyzji politycznej zależy jego wolność, to zawsze będzie się wycofywał, będzie się bał. Taka jest cecha immunitetu, że ma zagwarantować pewną niezależność i brak strachu po stronie parlamentarzystów. Jeżeli mówimy o tych nominatach KRS-u, którzy w moim przekonaniu są nielegalnie powołani, uzależnieni całkowicie od woli politycznej Kaczyńskiego, to mamy do czynienia z organem, który będzie realizował pewne ustalenia. Jeżeli mamy do czynienia z tego typu ludźmi, tak powiązanymi politycznie, którzy najczęściej są nieudacznikami zawodowymi i dostali się na te stanowiska tylko dlatego, że zapisali się politycznie do określonej grupy, to orzeczenia można przewidzieć. Chodzi o to, żeby chwycić kraj za mordę. To jest plan, który przedstawia PiS.

Nic dodać, nic ująć. 13 października przekonamy się, ilu Polaków tęskni za trzymaniem ich przez PiS za mordę. Na razie z sondaży wynika, że tęskni za tym aż 42 proc. populacji.

Antoni Fajkowski