„Clearcut”, czyli jak Ryszard Bugajski bronił kanadyjskich Indian

str-10-clearcut

Dwa tygodnie temu, 7 czerwca 2019 zmarł Ryszard Bugajski, książę niezłomny wśród polskich reżyserów, autor “Przesłuchania” uznanego za najbardziej niebezpieczny ze wszystkich niecenzuralnych filmów w czasach PRL. Jeżeli więc mówimy, że jeden obraz wart jest tysiąca słów, to każdy film Bugajskiego jest moim zdaniem wart co najmniej setki książek o sprawiedliwości, , solidarności, honorze, odwadze, bohaterstwie, braterstwie i męstwie, książek o bezdusznej machinie prawa miażdżącej nieświadome swojej winy ofiary.

Wydawało mi się, że znam wszystkie filmy Ryszarda Bugajskiego począwszy od „Przesłuchania”, które po raz pierwszy widziałem w konspiracyjnych warunkach odtwarzane ze zdartej taśmy VHS, a skończywszy na ostatnim, czyli „Zaćmie”, którą oglądałem w komfortowych warunkach pokazu konkursowego Camerimage. Niewiele jednak wiedziałem o istnieniu „Clearcut”, jedynego filmu fabularnego, który reżyser nakręcił poza Polską. Być może dlatego ten film uszedł mojej uwadze, bo był wyświetlany pod zupełnie mylącym polskim tytułem “Wyraźny motyw”. Angielski tytuł jest znacznie bliższy metaforycznemu przesłaniu tego dzieła i oznacza „wycinkę” albo „wyrąb”, czyli ścięcie wszystkiego do gołej ziemi.

Film został nakręcony w 1991 roku w okolicy Ontario, a jego scenariusz był oparty na motywach powieści MT Kelly, A Dream Like Mine opisującej opresyjną sytuację tzw. First Nations o swoje prawa. Młody prawnik Peter Maguire (gra go Ron Lea), uczciwy i stroniący od przemocy przyjeżdża do lasu na miejsce protestu przeciwko wycince pierwotnego lasu. Właśnie wyczerpał wszystkie środki prawne w obronie Indian i przegrał sprawę sądową. Na widok policjantów i drwali z piłami łańcuchowymi wpada w przerażenie i nawet uspokajające słowa starego Wilfa (gra go Floyd Red Crow Westerman) nie poprawiają mu samopoczucia. Demonstracja przeciwko wycince lasu przybiera na sile i staje się coraz bardziej agresywna, ale prawnik unika konfrontacji ze stronami konfliktu i ucieka do pobliskiego hotelu na spotkanie z mediami. Po drodze jednak głośno przeklina i zaczyna okazywać chęć zemsty za przegraną w sądzie.: „ktoś musi zapłacić!”. Jak na zawołanie pojawia się mściciel, potężny Indianin o imieniu Arthur, którego gra Graham Greene (nominowany rok wcześniej do Oskara za rolę w „Tańczącym z wilkami”)

Arthur wynurza się najdosłowniej znikąd i odchodzi donikąd w głęboką otchłań, ale uciec przed nim jest bardzo trudno. Mimo swej ogromnej postury na ekranie, Artur jest istotą duchową, która działa w imieniu białego prawnika i poddaje wyrafinowanym torturom porwanego właściciela spornej ziemi Budy Ricketsa (Michael Hogan). Granica między fikcją a realnym działaniem zaciera się, ale rany i krew na ekranie wyglądają prawdziwie…

„Clearcut” Bugajskiego uważany jest za jeden z ciekawszych filmów kanadyjskich lat 90, ale przeszedł raczej niezauważony przez szeroką publiczność. Nawet środowisko kanadyjskich First Nations nie uznało go w pełni za głos w swojej sprawie, bo ukazując pełne okrucieństwa działanie ich przedstawiciela może przyspożyć więcej wrogów niż przyjaciół. Największą popularność „Clearcut” zyskał paradoksalne w kręgach niemieckich Zielonych, którzy do dzisiaj film Bugajskiego uważają za kultowy. Rozpowszechnianie poza obiegiem kinowym „Clearcut” także nie miało dużego zasięgu, bo sytuacja, co o praw autorskich twórców filmu jest niejednoznaczna. Wiele wskazuje na to, że jedyną osobą, która ma pełnię praw autorskich by wydać film na DVD lub BlueRay jest sam Ryszard Bugajski.

W Vancouver pierwszy pokaz na dużym ekranie „Clearcut” miał miejsce 10 marca 2015 roku w Vancity Theatre. Zorganizował go wielki miłośnik twórczości Bugajskiego Allan MacInnis i z okazji tej premiery opublikował na swoim blogu obszerne fragmenty wywiadu z reżyserem, który przeprowadził dwa lata wcześniej. Po śmierci reżysera zapowiedział on publikację pozostałych fragmentów wywiadu, w którym Bugajski otwarcie opowiada o kulisach swojej pracy i życia osobistego. MacInnis twierdzi, że „Clearcut” to „prowokacyjny, niewygodny kawałek kina, a rany, które sonduje, nie są leczone”. (oryg. ang. provocative, uncomfortable piece of cinema, and the wounds it probes are anything but healed). Dlatego nie dziwi go tak niewielki zakres dystrybucji kopii filmu. “W kinie kanadyjskim – czytamy na blogu MacInnisa – wzmianki o prawach do ziemi Pierwszych Narodów z pewnością nie pojawiają się często w filmach, które mają dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. […] Zastanawiam się, czy kanadyjski dyskomfort związany z tematem – naszym pozornym pragnieniem zapomnienia, zaprzeczeniem, wymazaniem – doprowadził do tego, że ten niezwykły film zniknął w takim stopniu, w jakim ma to miejsce?”

Najlepszym miejscem do oglądania nieco zapomnianego dzieła Ryszarda Bugajskiego jest więc Internet. Ja korzystałem z najlepszej (podobno) dostępnej wersji filmu pod adresem https://www.youtube.com/watch?v=Tbpntna-eSk . Warto poszukać, żeby zobaczyć w jaki sposób polski reżyser bronił kanadyjskich Indian. Nie będziecie rozczarowani oglądając jedną z najlepszych ról Grahama Greene’a. Jego Arthur jest niemal tak wyrazisty jak Wódz z „Lotu nad kukułczym gniazdem”- zły i zabawny zarazem. Wspaniałe zdjęcia krajobrazowe autorstwa Francois Protata i magiczna muzyka Shane’a Harvey’a dopełniają całości. Polecam.