Coraz mniej Polaków w Polsce!

8948497-ludzie-z-walizka-900-552_ok

Sytuacja demograficzna Polski jawi się w kolorze czarnym i to w tej czerni o odcieniu najbardziej smolistym. Rząd co prawda chwali się, że w związku z programem 500+ liczba urodzeń wzrasta, ale przemilcza, że w wiek reprodukcyjny wchodzi pokolenie dzieci wyżu demograficznego z lat 80., o którym mówi się jednak, że nie jest ono nastawione tak prokreacyjnie jak ich rodzice. Na razie jeszcze nikt nie przeprowadził analizy, która wskazywałaby, co powoduje dzisiejszy wzrost urodzeń.

Ten wzrost nie zrekompensuje jednak na pewno trwającego od kilku lat spadku urodzeń oraz wyludniania się kraju z powodu emigracji. A ta nasila się. Przedstawiciele polskiego rządu namawiają rodaków, którzy wyjechali za granicę, by wracali do kraju, ale jeden z zapytanych o ewentualny powrót odpowiedział zdaniem, które wypowiedziałaby zapewne większość Polaków przebywający poza krajem: – „Polski rząd obiecuje, że będzie w Polsce lepiej, ale tu już jest lepiej”.

Z danych GUS wynika, że Polska będzie się wyludniać i to w tempie nienotowanym w żadnym innym kraju na świecie. Co prawda w ostatnich 17 latach liczba ludności jeszcze dziewięciu polskich województw wzrosła, a siedmiu zmniejszyła się, ale prognozy dotyczące stanu za lat 23, czyli roku 2040 są bardzo, ale to bardzo niedobre. Wskazują otóż, że spośród 16 polskich województw tylko w jednym liczba mieszkańców nie zmniejszy się. W pozostałych spadnie i to drastycznie.

Pierwsze zaczną się wyludniać miasta. Powody są trzy: ucieczka mieszkańców do podmiejskich gmin, zagraniczna emigracja wykształconej młodzieży i umieralność mieszkańców w podeszłym wieku. GUS, który od dawna zajmuje się analizą sytuacji demograficznej kraju przytacza badania, z których możemy się dowiedzieć, że obecnie liczba mieszkańców miast zmniejsza się o 69 tys. rocznie, za kilka lat będzie to już 88 tys., a po roku 2020 liczba ta przekroczy już 100 tys. osób rocznie.

Profesor Przemysław Śleszyński z Polskiej Akademii Nauk opracował analizę szacunkową spadku liczby ludności w 66 miastach na prawach powiatu, w tym także miast, które do 31 grudnia 1998 r. były stolicami województw oraz miast powyżej 100 tys. mieszkańców. Prognozy profesora sięgają roku 2050 i bije z nich skrajny pesymizm.

Obecna liczba ludności Polski to 38,5 mln. Profesor Śleszyński uważa, że jeśli nie nastąpi imigracja z zagranicy lub nie zaczną, i to masowo, wracać do kraju Polacy, którzy wyemigrowali po roku 1990, to podczas najbliższych 30-35 lat liczba mieszkańców może się skurczyć do 31 mln, czyli o sześć – siedem milionów. Jeśli do tego dojdzie, będzie to największy, nigdzie dotychczas nienotowany na świecie spadek populacji w danym kraju.

Dane Głównego Urzędu Statystycznego też są pesymistyczne, ale GUS podaje, że w omawianym okresie liczba mieszkańców Polski zmniejszy się „tylko” o około 4,4 mln osób. Profesor Śleszyński kontrargumentuje, że dane GUS są niedoszacowane. Twierdzi, że instytucja ta nie ujmuje w swoich analizach „nierejestrowanej emigracji zagranicznej”, czyli tych Polaków, którzy w statystykach GUS figurują jako zameldowani w Polsce, ale de facto od lat pracują i mieszkają za granicą. Według szacunków profesora jest to liczba od 2 do 3 mln osób.

– Polska – uważa profesor Śleszyński – jest ogólnie krajem, z którego ludzie emigrują, ale dotychczas nie zdarzyło się, żeby tak dużo osób wyjechało z kraju w tak krótkim czasie, jak po 1990 roku. To jest największy exodus w historii Polski.

Ale podobnie jak statystycy GUS prof. Śleszyński przestrzega, że najszybciej wyludniać się będą miasta. Analizując obecne zjawiska związane z opuszczaniem miast przez ich mieszkańców, profesor stawia tezę, że najszybciej wyludniać się będą miasta na Śląsku. W wielu przypadkach ich sytuacja stawać się będzie dramatyczna, jak na przykład w przypadku Zabrza. W roku 2015 miasto miało 175,6 tys. mieszkańców, natomiast do roku 2050 ich liczba zmniejszy się aż o 89,8 tys., czyli o ponad połowę.

Niewiele lepiej będzie w niedalekim od Zabrza Bytomiu, w którym za 33 lata populacja zmniejszy się o 49,2 proc., ze 170 tys. obecnie do zaledwie 87 tysięcy. Mniej więcej tyle samo ludności ubędzie w Świętochłowicach, a poza Śląskiem o podobny procent zmniejszy się liczba mieszkańców Tarnowa (48,2 proc.), a o nieco tylko mniejszy takich miast jak Łomża (44,4 proc.) i Sopot (42,5 proc.).

Miasta wojewódzkie, mimo że obecnie ciągle jeszcze wchłaniają w swoje granice mieszkańców wsi i miasteczek, ponieważ dysponują największą liczbą miejsc pracy, też czeka nie najlepsza przyszłość. Wszechstronne analizy występujących obecnie trendów demograficznych nakazują twierdzić, że liczba mieszkańców takich aglomeracji jak Łódź i Kielce zmniejszy się o jedną trzecią, przy czym największe wyludnienie czeka Opole, którego liczba mieszkańców ma się w roku 2050 zmniejszyć do 73 tys. z obecnych 119 tysięcy.

W najlepszej sytuacji zdaje się być Warszawa, w której spadek mieszkańców będzie niewielki, bo tylko o 2,2 proc., nieco tylko gorszej Rzeszów (o 4,3 proc.), ale już dwucyfrową liczbą charakteryzować się będzie depopulacja tak ogromnej metropolii jak Kraków (o 11,3 proc.) i Wrocław (spadek o 13 proc.).

Na katastrofalną sytuację demograficzną Polski związaną ze spadkiem liczby mieszkańców, nakłada się coraz wyraźniej widoczny i odczuwalny problem starzenia się polskiego społeczeństwa. Ale o tym napiszemy w następnym wydaniu naszej gazety.

Adam Rother