Coraz więcej nieślubnych dzieci

pipala

Kropla drąży skałę. Laicyzacja powoli, ale systematycznie ogarnia coraz więcej Polaków. Jednym z niezbitych dowodów na to jest zwiększający się z roku na rok procent nieślubnych dzieci. Jeśli bowiem rodzą się nieślubne dzieci, oznacza to, że polscy katolicy łamią jedną z kardynalnych reguł swojej wiary, czyli zakazującą współżycia seksualnego przed ślubem. Obecnie sytuacja jest taka, że co czwarte rodzące się w Polsce dziecko pochodzi z nieślubnego związku. Co prawda w porównaniu z innymi krajami Europy Polska nadal należy do grupy krajów, w których nieślubnych dzieci jest procentowo najmniej, ale dynamika procesu jest wysoka. Gronu najbardziej tradycyjnych pod tym względem krajów europejskich przewodzi Grecja, gdzie tylko 10 proc. dzieci pochodzi z nieślubnych związków, dwa razy więcej jest ich w równie jak Grecja mocno religijnych społeczeństwach Chorwacji i Cypru, zaś czwartą pozycję zajmuje Polska. Do 30 proc. zbliżają się Litwini i Włosi. U naszych zachodnich sąsiadów, czyli w Niemczech, nieślubne dzieci stanowią ponad 35 proc. wszystkich urodzonych w danym roku, na Słowacji jest ich nieco ponad 40 proc., w Czechach ponad 50 proc. Nie ma danych dotyczących naszych wschodnich sąsiadów, ponieważ znajdują się one poza strukturami Unii Europejskiej. Ponad 50 proc. rodzących się dzieci ze związków pozamałżeńskich mieszka w 10 krajach Europy, przy czym absolutnym liderem jest pod tym względem Islandia, gdzie wskaźnik ten sięga 70 proc. We Francji dzieci takich jest 60 proc., do tego poziomu zbliżają się też Bułgarzy i Słoweńcy, ponad 55 proc. nieślubnych dzieci rodzi się w Estonii i Szwecji, a w przedziale miedzy 50 a 55 proc. znajdują się Portugalczycy i Holendrzy. Średnia unijna, wynoszącą ok. 43 proc. nieślubnych dzieci spośród wszystkich urodzonych, przekracza jeszcze 6 krajów (Finlandia, Hiszpania, Węgry, Wielka Brytania, Czechy, Belgia).

W 1980 roku, a więc niemal 40 lat temu, tylko 5 proc. rodzących się w Polsce dzieci pochodziło z nieślubnych związków, a określenie „panna z dzieckiem” było nieomal obelgą, synonimem „ladacznicy”. Obecnie dzieci ze związków pozamałżeńskich stanowią 25 proc. wszystkich przychodzących w danym roku na świat Polaków. Dziś nikt już nie określi poniżającym słowem „najduch” czy „bękart” dziecka z nieślubnego związku, nie mówiąc już o tym, że konkubinaty, czyli związki nie przypieczętowane ślubem, są na porządku dziennym, nikogo nie tylko nie gorszą, ale nawet nie dziwią, a przez wielu są wręcz polecane.

Co sprawiło, że doszło do takiego przeorientowania w podejściu rodziców do statusu ich potomstwa? Profesor Piotr Szukalski, demograf i gerontolog z Uniwersytetu Łódzkiego tłumaczy ten przełom następująco:

Z roku na rok coraz więcej Polek i Polaków uważa, że małżeństwo nie ma dla nich dużego znaczenia. Około 20 proc, rodaków mówi, że małżeństwo to przestarzała instytucja. Co nie znaczy, że nie chcemy żyć w związku. Chcemy, ale niekoniecznie w zalegalizowanym. To wpływ kultury i środowiska. Jeśli widzimy, że nasi znajomi coraz częściej żyją „na kocią łapę”, to uważamy, że to jest akceptowalne rozwiązanie. Pamiętajmy też, że wcześniej małżeństwo dawało dostęp do seksu. Dziś można mieć seks bez małżeństwa”.

Badacze zajmujący się tym zjawiskiem dzielą rodziny decydujące się na posiadanie dzieci bez ślubu na dwie kategorie. Pierwszą stanowią ludzie z wyższym wykształceniem, przede wszystkich przedstawiciele wolnych zawodów jak artyści, adwokaci, dziennikarze, informatycy. To ludzie o ustabilizowanym i wysokim statusie materialnym, z aspiracjami zawodowymi, którzy rozstali się z krepującymi ich nowoczesny styl życia normami religijnymi.

Druga grupa stanowi absolutne przeciwieństwo pierwszej, która (to określenie prof. Piotra Szukalskiego) uprawia „przedsiębiorczość ubogich”. W ich przypadku byt determinuje świadomość. Skoro jest się ubogim, a można (w wielu przypadkach bardzo istotnie)poprawić swój materialny byt posiadając nieślubne dziecko, to ludzie ci nie mają skrupułów, by nie pielęgnować, według prawd wiary katolickiej podawanych z ambony, „świętej instytucji małżeństwa”. Samotna i nisko uposażona materialnie matka ma bowiem znacznie łatwiejszy dostęp do różnego rodzaju zasiłków, dopłat i wielu innych profitów, które zapewnia takim kobietom opieka społeczna. Poza tym, nie biorąc ślubu, matka nie wlicza do dochodów rodziny zarobków ojca dziecka. Dostaje także dodatkowe punkty starając się na przykład o miejsce w żłobku czy przedszkolu. Skoro więc bez ślubów ma się profity, których nie miałoby się z obrączką na placu, to po co brać ślub. Taki sposób rozumowania jest charakterystyczny dla coraz większej liczby młodych ludzi. I, jak się okazuje, nie tylko w bardziej zlaicyzowanych środowiskach miejskich. Co prawda w miastach procent dzieci nieślubnych kształtuje się na poziomie 27,2 proc, a na wsi 19,7 proc, ale w odniesieniu do wsi jest to i tak cztery razy więcej niż średnia dla całej Polski we wspomnianym już roku 1980.

Procent dzieci pozamałżeńskich nie rozkłada się równomiernie w całej Polsce. Jest ściśle powiązany ze stosunkiem do wiary. Najniższy jest w województwach wschodnich, gdzie duży procent ludności mieszka na wsi, a religijność jest tradycyjnie wysoka. To województwa: podkarpackie, małopolskie, lubelskie, podlaskie. Najwięcej dzieci nieślubnych jest natomiast w województwach zachodnich (dolnośląskie, zachodniopomorskie, lubuskie), gdzie jest też najniższych odsetek ludzi słuchających niedzielnych opowieści biblijnych z ambony. W woj. zachodniopomorskim dzieci prawie wszystkich nastolatek pochodzą ze związków nieślubnych, wśród matek w wieku od 20 do 24 lat wskaźnik ten sięga 70 proc., a u kobiet w wieku od 25 do 29 lat jest to 35,4 proc, i niewiele mniej u pań w wieku od 30 do 34 lat.

W najbardziej religijnym polskim województwie, czyli podkarpackim, tylko co czwarte dziecko kobiet w wieku od 20 do 24 lat posiada status nieślubnego, u matek mających od 25 do 29 lat co dziesiąte, a u kobiet po trzydziestce zaledwie 7,5 proc. pochodziło ze związków pozamałżeńskich.

Według prof. Piotra Szukalskiego w okresie najbliższych 10 lat już co trzecie rodzące się w Polsce dziecko będzie miało rodziców niezwiązanych węzłem małżeńskim, a tym bardziej małżeństwem kościelnym. Te przewidywania są jak najbardziej uzasadnione, ponieważ przy utrzymującej się na mniej więcej stałym poziomie liczbie zawieranych rocznie małżeństw (od 180 do 190 tys.), spada liczba małżeństw wyznaniowych. W latach 2001 – 2002 było ich 73,4 proc., w roku 2016 już tylko 63 proc.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii