„Córka trenera”, czyli film o niespełnionej miłości

zwierz-popkulturalny-1300x731

Łukasz Grzegorzek jest nie tylko reżyserem filmowym, ale także byłym tensistą, więc nic dziwnego, że akcja filmu rozgrywa się na korcie oraz w bliskich do kortu rejonach. Tytułowy trener (Jacek Braciak) występuje w roli ojca 17-letniej Wiktorii Kornet (Karolina Bruchnicka). Od wielu lat są tylko we dwoje, zawsze w podwójnych rolach. Raz ojciec jest twardym i niemal brutalnym trenerem, a potem przestaje nim być i wraca do roli czułego ojca. Widzimy ich razem jak wyruszają zdezolowanym busem w wakacyjną podróż na Mazury szlakiem amatorskich turniejów tenisa ziemnego. Splatani siatką wzajemnych zależności ojciec tenisistki i córka trenera nie widzą świata poza sobą i poświęcają się wzajemnie dla siebie pokonując kolejne wyzwania na drodze kariery sportowej.

Córka trenera” jest filmem o miłości ojca i córki, ale od razu trzeba dodać, że jest to miłość wzajemna dorosłej córki i ojca. Dlatego cielesność jest w tym filmie w wielu momentach może wydawać się dwuznaczna i na granicy „złego dotyku”. Jacek Braciak jako trener Maciej Kornet paraduje bowiem półnagi w obecności córki, dotyka jej podczas masażu i naklejania samoprzylepnych ściągaczy. Jako trener i jako ojciec chroni córkę przed całym światem i broni do niej dostępu. Ale pewnego dnia dołącza do nich Igor (Bartłomiej Kowalski), który jest utalentowanym zawodnikiem. To narusza rodzinną równowagę sił oraz prowadzi do komplikacji. Wiktoria dojrzewa jako kobieta i otwiera się na nowe doznania. „Pierwszy papieros, pierwszy kieliszek alkoholu, pierwsza miłość”.

Film „Córka trenera” opowiedziany jest w konwencji filmu drogi, więc nie musimy się obawiać zbytnich komplikacji psychologicznych. Przez półtorej godziny oglądamy więc wakacyjne przygody z tenisem w tle, bo bohaterowie występują na turniejach o puchar wójta i nie mają marzeń by być następczynią Radwańskiej, czy osiągnąć sukces na miarę Fibaka. Jest to polski film drogi, który dzieje się w tanich hotelach, na polu namiotowym, a przede wszystkim w psującym się samochodzie koloru czerwonego, bo taki najlepiej się filmuje na tle krajobrazu. Mimo starań Jacka Braciaka, który rozwija w tym filmie cały swój kunszt aktorski, to jednak nie odnalazłem w dziele Grzegorzka śladu tej głębi, która jest charakterystyczna dla słynnych amerykańskich filmów drogi, do których zalicza się „Prostą historię” Lyncha, czy „Easy rider” Hoppera.

str-10-poradnik-filmowyBohaterowie amerykańskich filmów drogi przeżywają podczas swojej filmowej podróży przemianę, osiągają cel, zdobywają bezcenne doświadczenia. W filmie Grzegorzka nic takiego nie następuje. Rozstanie bohaterów w scenie finałowej nie przypomina w niczym sceny z „Casablanki”. Niespełniona miłość do tenisa kończy się na widowni kolejnego turnieju o puchar wójta kolejnej gminy. Niespełniony trener staje się anonimowym kibicem. Niespełniona miłość do ojca jako rodzica kończy się buntem Karoliny, która wybiera samodzielną drogę w życiu i przestaje spełniać oczekiwania ojca trenera

Film „Córka trenera” rozczarował mnie właśnie na samym końcu, kiedy po przejściu całej drogi bohaterowie nie stali się dla mnie ani trochę bardziej bliżsi, czy ważniejsi. Scenariusz Krzysztofa Umińskiego splątał losy bohaterów, ale poprowadził je donikąd. Nie ma w nim jasnego przesłania poza naprawdę znakomitym pokazaniem relacji rodzinnego uwikłania pracy trenera z własną córką. Oczywiście trener Kornet nie jest tak okrutny jak nauczyciel muzyki z „Whiplash” Chazelle’a, albo tak sadystyczny jak sierżant Hartman z „Full Metal Jacket”. W filmie Grzegorzka znalazłem wiele argumentów przemawiających za tym, że, bycie surowym trenerem i jednocześnie kochającym ojcem jest po prosty niemożliwe, a także nieskuteczne. Nie można dziecku wybrać przyszłości. „Powiesiłem nad jej kołyską piłkę tenisową” opowiada Maciej Kornet przygodnie poznanej kobiecie podczas wspólnie spędzonej nocy (Agata Buzek).

Oczywiście film Grzegorzka będzie różnie odbierany przez młodzieżową i dorosłą publiczność. Młoda widownia zobaczy w nim swoje własne problemy z osiąganiem dojrzałości i niezależności od despotycznych rodziców, którzy wszystko racjonalizują i zawsze „wiedzą lepiej”. Dorosła widownia zobaczy w tym filmie głównie własne perypetie z wychowaniem dzieci. Jak pokierować losem tych, których najbardziej kochamy? Na co mamy wpływ, a na co wpływu jako rodzice mieć nie będziemy mimo najbardziej usilnych starań?

Zastanawiam się teraz jak film „Córka trenera” mógłby zostać odebrany przez polonijną publiczność w Vancouver, która Jacka Braciaka pamięta jeszcze zapewne jako księdza w „Klerze” Wojciecha Samorzowskiego? Miłośnicy talentu tego aktora byliby zapewne zachwyceni. A reszta? Dla kanadyjskiej widowni polskiego pochodzenia najciekawsze zapewne byłoby zobaczyć prowincjonalną Polskę. Kolorową i przaśną ale jak najbardziej aktualną. Kończę tą recenzję w trybie warunkowym, bo może zobaczymy „Córkę trenera” w Vancouver a może nie zobaczymy. Zobaczymy.