Cydr powinien być polską wizytówką!

str-21-cydr-polski

Polska jest krainą obfitości pewnego owoca, ale nie za bardzo potrafi to bogactwo spożytkować. Sprzedaje produkt, jaki spadnie z drzewa, czyli surowiec, powszechnie zaś wiadomo, że surowiec jest zdecydowanie tańszy od produktu, który uzyskuje się po jego przetworzeniu. Owocem polskiej obfitości są jabłka. Były i są dostępne w kraju nad Wisłą zawsze i wszędzie, ale ze szczególnym jego nadmiarem kraj ma do czynienia od momentu, gdy Rosja wprowadziła embargo na import polskiej żywności. Doszło do tego, że sadownicy zaczęli jabłka rozdawać, bo nie mieli co z ich nadmiarem zrobić.

Producenci soków i dżemów nie byli w stanie podołać obfitości owoców, nie było też szans, by szybko znaleźć zagranicznych odbiorców, którzy kupiliby polskie jabłka i w ten sposób zrekompensowali straty wynikłe z zamknięcia rynku rosyjskiego. Wtedy ktoś wpadł na mądry pomysł, że nadmiar jabłek, których nie można wyeksportować, ani przerobić na dżemy i soki, trzeba przerobić na coś, czym ludzie będą się chętnie raczyć. Tym czymś jest lekki napój alkoholowy z jabłek, niemal na całym świecie dostępny pod nazwą cydr.

Stosunkowo szybko i to niemal z niczego powstały firmy produkujące cydr i Polacy z dnia na dzień zyskali dostęp do napoju, który jeszcze kilka lat temu był dla mieszkańców kraju nad Wisłą nadzwyczaj egzotyczny. Aż dziw bierze, że dopiero embargo Rosji na polską żywność sprawiło, że Polska – jeden z największych na świecie producentów jabłek, stała się także producentem tego napoju. Pierwsze partie cydru, które pojawiły się w polskich sklepach spotkały się z dużym zainteresowaniem klientów. Kierowała nimi ciekawość czym jest ów tak popularny w innych krajach napój. Jedni wiedzieli o nim coś ze słyszenia, drudzy spotkali się z nim za granicą, a jeszcze inni nie mieli o nim najmniejszego pojęcia. Intrygująca była też nazwa. Krótka, brzmiąca zachęcająco.

Spece szacowali, że rynek cydru w krótkim czasie będzie miał w Polsce wartość około miliarda złotych rocznie. Prognozy te opierano na szybkim wzroście sprzedaży w pierwszym miesiącach po jego debiucie w handlu. Przez kilka kolejnych miesięcy sprzedaż napoju pięła się górę, ale, jak się okazało, był to efekt nowości. Po kolejnych kilku wzrost sprzedaży zaczął hamować i następnie spadać. W roku 2018 sprzedaż cydru była aż o 23 proc. mniejsza niż rok wcześniej. Nadzieje o zagospodarowaniu polskich jabłek i przetworzeniu ich w produkt cenniejszy niż sam surowiec zaczęły się oddalać.

Przyczyn jest kilka. Cydr jest lekkim napojem alkoholowym, ma taką sama zawartość alkoholu jak piwo i okazuje się, że nie jest w stanie zagrozić jego pozycji na polskim rynku. W ciągu ostatnich trzydziestu-dwudziestu lat Polacy stali się piwoszami. Po roku 1989 w Polsce zameldowały się największe europejskie koncerny browarnicze i nie ma się co dziwić. Otwierał się przed nimi kilku, a nawet kilkunastomilionowy rynek klientów spragnionych dobrego piwa. Czy piwo z ogromnych browarów jest dobre, czy nie, to oczywiście kwestia dyskusyjna, ale do roku 1990 Polacy nie mieli kontaktu z piwem z wielkich, znanych na całym świecie browarów i gdy tylko pojawiły się one na krajowym rynku, natychmiast stali się ich klientami.

Po przejęciu przez obcy kapitał polskich browarów, które w latach komuny nie były w stanie zaspokoić krajowego zapotrzebowania, zostały one rozbudowane, zmodernizowane i zwielokrotniły swoją produkcję. Zagraniczne, także polskie browary, rozpoczęły agresywną akcję promocyjną swoich produktów. Polski klient uległ ich argumentacji i spożycie tego napoju zaczęło gwałtownie rosnąć. Dziś Polska jest krajem piwoszy. Jeszcze nie tak opijających się piwem jak czescy sąsiedzi zza południowej granicy, ale wszystko wskazuje na to, że za kilka lat może do tego dojść. Co piwo ma wspólnego z cydrem? – zapyta zapewne nasz Czytelnik. Dużo. Przede wszystkim to, że popularność piwa stanowi istotną barierę dla upowszechnienia się cydru.

Producenci cydru twierdzą, że główną przeszkodą w upowszechnieniu wśród Polaków ich napoju jest brak jego reklamy. Wzdychają, że gdyby cydr był reklamowany z taką mocą jak piwo, to jego sprzedaż systematycznie pięłaby się w górę, a nie przeciwnie – spadała. Ale w tej kwestii zdania są podzielone.

Robert Ogór jest absolwentem Wydziału Filozofii Ruprecht-Carl-Universität w Heidelbergu i … prezesem firmy Ambra produkującej wina oraz najbardziej rozpowszechniony w Polsce – Cydr Lubelski. Jest perfekcyjnym znawcą rynków wina, piwa oraz cydru i zdecydowanym przeciwnikiem szerokiej , agresywnej reklamy cydru w Polsce. Jest więc w kontrze do producentów tego napoju, którzy właśnie brak reklamy obwiniają o spadek sprzedaży. Ale…

– Gdybyśmy pozwolili na reklamę cydru, polski rynek zalałby tani, niskiej jakości cydr przemysłowy – mówi Robert Ogór. – Skorzystałyby duże koncerny, bo mały producent naturalnego cydru nie ma środków na reklamę. (…) W wielkiej Brytanii, gdzie reklama cydru jest obecna (…) koncerny piwne zdominowały rynek cydru. Cydr sprzedawany w dwulitrowych plastikowych butelkach jest tam najtańszym alkoholem na rynku. Bo to jest cydr przemysłowy, niskiej jakości. Jeżeli w ogóle jabłka zostały użyte do jego produkcji, to w jakimś drobnym procencie i dodatkowo zostały przemielone na masę alkoholową. Na Słowacji na przykład cydry mogą być produkowane już naprawdę z czego kto chce, bo udział jabłek może być nawet na poziomie poniżej 10 procent. I tego typu cydr by nas zalał, gdybyśmy wprowadzili reklamę. Taki produkt nie jest szansą dla Polski, ani dla naszego rolnika producenta.

W przeciwieństwie do Słowacji, gdzie cydr jest de facto mieszanką wody z cukrem i odrobiną alkoholu, w Polce jego definicja jest zdecydowanie bardzie rygorystyczna, ponieważ precyzuje, że udział wsady jabłkowego nie może być mniejszy niż 60 procent. Ale owe 60 pro. i tak nie zadowalają Roberta Ogóra. Jako wzorzec, który w Polsce powinien dotyczyć cydru, przywołuje definicje wina. W winie otóż niemożliwy jest jakikolwiek dodatek czegokolwiek. Jeśli coś się do niego doda, to nie spełnia już wymogów definicji i takie coś można co najwyżej nazwać „napojem winnym”.

– Nie ma niestety – mówi Robert Ogór – wspólnej, europejskiej definicji cydru, tak jak ma to miejsce w przypadku wina. Wina nie można wyprodukować inaczej, niż przez fermentowanie świeżego soku z winogron. Dzięki temu w Europie powstają charakterystyczne wina, które związane są tradycyjnie z winoroślą i nie można ich przekształcać przemysłowo oraz dolewać chemicznych dodatków. Wina te tworzą drobni producenci, a nie jeden przemysłowy koncern. (…) Tysiące winiarzy tworzy wina toskańskie. Wina hiszpańskie, sery francuskie, wytwarzane sa przez ogromne rzesze drobnych producentów. We Francji w rejonie Bordeaux istnieje ok. 8 tys. posiadłości winiarskich zwanych château. (…) Wino Bordeaux nie nazywamy Bordeaux tylko dlatego, że jest robione w tym regionie Francji, ale dlatego, że z hektara nie zbieramy winogron więcej, niż dopuszczają limity, że w doborze odmian ograniczamy się tylko do określonych. To dopuszczalne receptury stanowią o możliwości użycia nazwy Bordeaux. Na tym korzystają konsumenci, którzy chcą produktów nieprzetworzonych chemicznie, niezmienionych w produkcje przemysłową. Korzysta tez producent, drobny winiarz, bo swój najwyższej jakości produkt może sprzedawać po wyższej cenie. Tego nie mamy w Polsce, jeśli chodzi o cydr. Nie powstało wśród sadowników żadne środowisko, żaden ruch drobnych producentów.

Ambicja szefa Ambry jest zmienienie w Polsce definicji cydru. Chce doprowadzić do tego, by cydrem można było nazywać napój wytworzony li tylko ze świeżego moszczu jabłkowego. Może gdy do tego dojdzie, polscy sadownicy przestaną być tylko rolnikami sprzedającymi surowiec. – Nasz kraj – mówi Robert Ogór – szczyci się, co jest dla mnie niepojęte, że jest wielkim eksporterem jabłek. Jesteśmy największym eksporterem jabłek w Europie i trzecim – po Chinach i USA – na świecie. I co z tego? Jabłek zbiera się w Polsce 4 mln ton rocznie, czyli tyle, ile w Hiszpanii winogron. Ale Hiszpania nie jest największym eksporterem winogron w Europie i tym się nie chwali. Jest za to wielkim eksporterem wina. A my chwalimy się, że produkujemy jabłka i co roku jest problem, jak je sprzedać. Zastanawiamy się już nawet, jak je utylizować. (…) Powinniśmy stworzyć podstawy rozwoju produkcji cydru wysokiej jakości i taki cydr chronić, tak jak inni chronią jakość swoich produktów.

Jacek Stachiewicz