Czarujący marynarz Mariusz

str-34-czrujacy-marynarz

Są faceci, którzy nie muszą nic robić, by kobiety, jak to się mówi, jadły im z ręki i marynarz Mariusz do takich podobno należał. Mieszkał w nadmorskim polskim kurorcie, w Kołobrzegu. Tam też skończył technikum morskie, potem, jak twierdził, studiował w Szczecinie i zgodnie z marynarskim losem wypłynął w morze, a konkretnie w morza świata, bo pływał na handlowych statkach, a te pływają z towarem wszędzie. Dzięki swojej pracy marynarz Mariusz był też niemal wszędzie.

Tak opowiadał o swoich rejsach po morzach i oceanach. Po zejściu na ląd po jednym z dłuższych rejsów poznał pannę, której było z nim po drodze, a jemu z nią także, więc wzięli ślub i niedługo świat ujrzał owoc ich związku, który był płci żeńskiej. Z czasem jednak drogi jego i jej zaczęły się rozchodzić. Mariusz nie miał za bardzo czasu, by pielęgnować rodzinna wspólnotę, bo musiał wyruszać w rejsy, więc po powrocie z któregoś tam, drogi Mariusza i jego żony rozeszły się na zawsze, co potwierdzone zostało rozwodowym wyrokiem sądowym.

Marynarz Mariusz wrócił więc do mieszkania rodziców w centrum starego kołobrzeskiego miasta i wsunął się pod skrzydła mamusi, której nadopiekuńczość wobec jedynego dziecka, a takim był Mariusz, stanowiła ponoć podręcznikowy wzorzec. Faceta w sile wieku, bo już po czterdziestce, rodzicielka przygarnęła w przeświadczeniu, że dziecko jej stało się ofiarą przewrotnej kobiety, z którą małżeństwo mu odradzała, jednak rozwód przełknęła jako wyjątkowo gorzkie wydarzenie w jej życiu, bo była gorliwą katoliczką.

Wychuchany w rodzicielskich pieleszach Mariusz uchodził w mieście za partię atrakcyjną, roztaczał bowiem wokół siebie aurę marynarza pływającego na statkach badawczych poszukujących ropy naftowej, co słuchacze odbierali zgodnie z intencją opowiadacza, że jest człowiekiem majętnym i to bardzo. To oczywiście były z jego strony ballady peruwiańskie, czyli opowieści nie mającego żadnego pokrycia w rzeczywistości. Są jednak kobiety, które z własnej i nieprzymuszonej woli chcą w takie opowieści wierzyć, więc marynarz Mariusz nie miał problemów z samotnością. Znajomi wspominają, że rozrzut dam, które nie potrafiły się oprzeć urokowi kołobrzeskiego marynarza Mariusza, był szeroki bardzo i to zarówno po względem wieku, wyglądu jak też ilorazu inteligencji. Mariusz miał nie wybrzydzać wobec darów natury i brał wszystkie, które wsuwały się w jego ramiona. Były oczywiście wyjątki i z relacji tychże wyłaniał się obraz nieco odbiegający do owego Mariusza, który nie czynił gestu żadnego, a panie jadły mu z ręki.

Jedna z takich kobiet, po czterdziestce i po rozwodzie, poznała marynarza przez znajomych, którzy wiedzieli, że jest samotna i że samotna być nie chce. Rekomendowali jej Mariusza, bo „taki elegancki, zaradny, z zawodem”. Poznała więc Mariusza i opowiadała, jak owo „nicnierobienie” z jego strony wyglądało: – Był jak pająk. Roztaczał wokół mnie sieci, wciąż dzwonił, pisał. Hipnotyzował komplementami. Nie lubię takich mężczyzn, zaborczych i kontrolujących. Mój były mąż był taki. Po dwóch tygodniach korespondencji powiedziałam mu szczerze, że nie mam chęci kontynuować. Później dowiedziałam się, że w tym samym czasie flirtował z moją znajomą.

Także z opowiadań innych kobiet, które nie dały się wziąć na jego lep, wyłania się obraz „czarusia” i „gawędziarza”, który brał kobiety na litość, jako samotny, opuszczony, szukający ciepła i miłości na całe życie. Ale też bardzo natrętny, wręcz nieustępliwy.

Psycholog zajmujący się osobowością przestępców charakteryzuje Mariusza następująco: – Jeśli rzeczywiście dokonał wszystkich zarzucanych mu czynów, jest zabójcą wielokrotnym, który sprawnie wykorzystywał deficyty uczuciowe poznanych kobiet. Stosował metodę tak zwanej „oszukańczej miłości”. Kiedyś ten typ zabójcy nazywano „czarną wdową” i kojarzony był praktycznie tylko z kobietami-przestępcami. Teraz obserwuje się coraz więcej mężczyzn, którzy działają w podobny sposób. Takie osoby mogą być powszechnie lubiane, bo nie są antyspołecznymi socjopatami, którzy odcinają się od świata, a psychopatami, czyli osobami bardzo uspołecznionymi, posiadającymi wielu znajomych. W dodatku bywają postrzegani jako ludzie wręcz czarujący. Nie zmienia to faktu, że jednocześnie psychopaci nie są empatyczni, nigdy nie poczuwają się do winy i tak naprawdę lekceważą normy społeczne i prawne.

W oczach wielu ludzi marynarz Mariusz postrzegany był jako człowiek spokojny, zrównoważony, inni opowiadają, że był bardzo uczynny, w każdej chwili skory do pomocy. Był lubiany przez ludzi, w których towarzystwie się obracał. Gdy przez dłuższy czas nie wypływał w morze, założył w Kołobrzegu manufakturę słodyczy, której dał nazwę „Karmelowo”. To było w 2016 roku. W sezonie biznes szedł świetnie, ale sezon trwał tylko trzy miesiące, a potem była flauta, więc Mariusz interes zwinął.

Mniej więcej w tym samym czasie zaczęły w Kołobrzegu znikać kobiety. Pierwsza zniknęła Iwona, która zamieszkała z córką i partnerem nad mieszkaniem rodziców Mariusza. Iwona szybko pozbyła się partnera, ale od mężczyzn oraz imprez w swoim mieszkaniu nie stroniła i któregoś dnia wybuchł w nim pożar. Marynarz Mariusz mimo niechęci rodziców zaopiekował się Iwonką, która przestała pokazywać się sąsiadom, a Mariusz zaczął remontować jej mieszkanie. Ludzie odetchnęli, bo skończyły się imprezy, zapanował spokój i nie interesowało ich, że Iwona zniknęła, bo wcześniej tęsknili za tym, by zniknęła.

W październiku 2018 r. Aneta, kobieta około 40-letnia, wysłała do wszystkich, których miała na liście swoich kontaktów sms-a, by jej nie szukać, bo wyjechała na dłużej za granicę. Brzmiało to w miarę wiarygodnie, ponieważ jej matka mieszkała w Szwecji, Aneta znała język angielski, więc niechybnie podjęła decyzję, że pójdzie śladem matki. Wcześniej ogłaszała się w kołobrzeskiej gazecie, że przyjmie pracę na przykład modelki bieliźnianej, dawała też ogłoszenia, w których wyrażała chęć do randek, wcale nie takich niewinnych i wszystko wskazuje na to, że tą drogą właśnie poznała marynarza Mariusza. Kilka tygodnie po jej sms-ie w miejscowej gazecie na krótko ukazało się ogłoszenie o sprzedaży jej mieszkania. To zwróciło uwagę Anny Buchner-Wrońskiej dziennikarski „Gazety Kołobrzeskiej”, która znała Anetę z jej częstych wizyt w gazecie z racji zamieszczanych anonsów. Zaczęła chodzić do domu, w którym Aneta miała mieszkanie, ale przez długi czas nikt jej nie otwierał. Pewnego dnia w domofonie zabrzmiał wreszcie męski głos. Mężczyzna powiedział, że kupił mieszkanie od człowieka, który mu się zwierzył, że właśnie wrócił z rejsu, jest po rozwodzie i potrzebuje pieniędzy.

Mariusz już wtedy siedział w areszcie. Został zatrzymany, by się wytłumaczyć ze stanu swego posiadania. Bo w Kołobrzegu znikały kobiety, a właścicielem ich mieszkań zostawał marynarz Mariusz. Ale Mariusz miał na wszystko papiery.

Został zatrzymany pod koniec czerwca br., ale kilka dni wcześniej zniknęła nagle Bogusia, 54-letnia kucharka z pięciogwiazdkowego hotelu. Przemiła pani, matka dzieciom, babcia wnukom, którą marynarz Mariusz omotał. Koleżanki opowiadały, że nie dawał jej spokoju, dzwonił i słał sms-y także w dniu, w którym zniknęła. Miała go odwieźć wieczorem do warsztatu, w którym zostawił samochód do naprawy. I więcej się nie pojawiła. Ale tego dnia ktoś słyszał krzyki w żwirowni w podkołobrzeskiej wsi Obroty, potem słychać było jeżdżący samochód, a w należącej kiedyś do PGR oborze, gdzie był warsztat samochodowy, świeciło się światło. Właścicielem warsztatu był niejaki Sebastian, kolega marynarza Mariusza ze szkoły.

Dziennikarka Anna Buchner-Wrońska po wyjściu z mieszkania, które kiedyś należało do Anety, zadzwoniła do prokuratury. Powiedziała, że znajdujący się w areszcie Mariusz może się kryć za zniknięciem Anety. Marynarz Mariusz złamał się szybko i dzień później policyjne psy odkryły w okolicach wsi Obroty trzy płytkie mogiły, a w nich ciała kobiet. Iwony, Anety i Bogusi.

Potem szybko się okazało, że marynarz Mariusz nie widniał na liście studentów żadnej uczelni szczecińskiej i nie pływał na ani jednym statku badawczym.

Matka marynarza Mariusza nie dożyła prawdy o swoim jedynym dziecku. I dla niej to pewnie dobrze.

Mariusz został zatrzymany trzy dni przed swoim ślubem z kobietą z Koszalina, która parała się biznesem. I pewnie nigdy nie dowiemy się, jakie miał wobec niej zamiary.

Monika Całkiewicz, profesor nadzwyczajny Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, specjalistka w zakresie prawa karnego, kryminalistyki i kryminologii: – W bardzo wielu przypadkach seryjni zabójcy nie wykazują objawów choroby psychicznej, a zaburzenia osobowości. Są pozbawieni uczuć wyższych i empatii, inni są dla nich narzędziami do osiągnięcia celu. Ich potrzeby są najważniejsze do tego stopnia, że potrafią zabić, by osiągnąć swój cel. Często mają wysoki poziom inteligencji i potrafią bardzo skutecznie manipulować otoczeniem. Nie ma tu sprzeczności pomiędzy brakiem empatii a wyczuwaniem potrzeb samotnych kobiet, które chcą sobie jeszcze ułożyć życie, bo seryjny zabójca nie współczuje im, ale dostrzega ich potrzeby i udaje, że jest gotowy je zaspokoić.

Piotr Skawiński