Długie ręce „Ruskich”

pipala

Siergiej Wiktorowicz Skripal urodził się w 1951 r. w pobliżu polskiej granicy, bo w obwodzie kaliningradzkim, studiował w Moskiewskiej Akademii Inżynierii Wojskowej, służył w radzieckich wojskach powietrzno-desantowych, po czym uznano, że nadaje się do służby w sowieckim wywiadzie wojskowym GRU. W 2004 r. został aresztowany i oskarżony o zdradę stanu czyli współpracę z obcymi (brytyjskimi) służbami wywiadowczymi. Dwa lata później został skazany na 13 lat więzienia o zaostrzonym rygorze, ale 4 lata później został wymieniony za rosyjskich agentów aresztowanych w USA. Skripal zamieszkał w Wielkiej Brytanii, a ostatnio w mieście Salisbury. 4 marca bieżącego roku miał 66 lat. Wraz z 33-letnią córką Julią, która właśnie przyjechała z Moskwy, udali się do centrum handlowego, koło którego przysiedli na ławce, bo poczuli się źle, a po chwili dostali konwulsji i stracili przytomność. Do dziś przebywają w szpitalu. W czwartek 29 marca, szpital podał, że stan zdrowia Julii się znacznie polepszył, natomiast ojciec jest nadal w stanie krytycznym.

Brytyjskie służby bardzo szybko wykryły, że do próby otrucia Skripala użyto bojowego środka trującego Nowiczok wytwarzanego w Rosji. Rosyjski chemik, który brał udział w opracowaniu tego środka, a obecnie mieszka w USA, powiedział, że nie przypuszczał, iż Moskwa będzie zdolna do tego, by go użyć, „a jednak – jak powiedział – stało się”. Rząd Wielkiej Brytanii jednoznacznie wskazał na Rosję jako sprawcę otrucia Skripala i uznał ten czyn za zamach na suwerenność swojego kraju. Solidaryzując się z rządem Wlk. Brytanii kilkanaście krajów Unii Europejskiej, także USA i Kanada, masowo wydaliły ze swojego terytorium rosyjskich dyplomatów. Siergiej Ławrow, minister spraw zagranicznych Rosji uznał oskarżanie jego kraju o próbę otrucia Skripala za chamstwo. Ale…

To nie pierwszy przypadek śmierci lub zamachu na życie Rosjan, którzy w taki lub inny sposób narazili się Kremlowi i salwowali się ucieczką z kraju. „Klasyk” to życie i śmierć Lwa Trockiego, którego 11 lat po wygnaniu z kraju dosięgła (w Meksyku) zemsta Stalina. W czasach nam współczesnych, a więc w erze Putina, do zagadkowych śmierci Rosjan dochodziło przede wszystkim w Wielkiej Brytanii. Tam, bo na Wyspy Brytyjskie emigrowali Rosjanie, którzy w różny sposób narazili się kremlowskiemu władcy. Osiedlaniu się w tym kraju sprzyjały jego przepisy wizowe.

Wizę na dłuższy pobyt na Wyspach Brytyjskich można dostać po zainwestowaniu miliona funtów w brytyjski sektor rządowy. Do Wlk. Brytanii nie uciekali nędznicy bez grosza przy duszy, lecz ludzie dla których walizka pieniędzy to była bombonierka. Nowi „biali Ruscy” szybko zrozumieli, że oni nie wtopią się w brytyjski establishment, ale ich dzieci mają na to szansę. Wtedy, gdy zdobędą wykształcenie w ekskluzywnych szkołach średnich (do Eton wysłał swego wnuka Borys Jelcyn), a potem w prestiżowych uczelniach w Oksfordzie i w Cambridge. Brytyjczycy szacują, że Rosjanie wydają rocznie ok. 60 mln funtów na kształcenie swoich dzieci w brytyjskich szkołach średnich i uczelniach. Nie mówiąc już o horrendalnych kwotach, za które kupują najdroższe nieruchomości w najbardziej ekskluzywnych dzielnicach Londynu. Transparency International szacuje, że to właśnie za sprawą rynku nieruchomości Rosjanie wyprali w Wlk. Brytanii ok. 4,4 mld funtów. Za kupno najdroższych nieruchomości płacą zazwyczaj gotówką, czyli na sfinalizowanie transakcji przychodzą często z jednym lub dwoma bagażowymi tachającymi walizki pieniędzy.

Wszyscy ci Rosjanie, którzy uciekli na Wyspy nie są jednak pewni dnia ani godziny, bo władca ściga nie tylko tych, którzy występują przeciwko niemu z otwartą przyłbicą. Pierwszym, który był na tej liście i którego już nie ma, nazywał się Borys Bierezowski. To człowiek, który wspierał Jelcyna, potem wprowadził na szczyty władzy Putina, ale bardzo szybko popadł z nim w konflikt, a że był tylko sługą swego pana, musiał w 2001 r. uciekać. Na Wyspach wszczął otwartą kampanię przeciwko Putinowi oraz jego ekipie i musiał za to zapłacić. Oczywiście życiem, ale najpierw płacili życiem związani z nim ludzie. W 2003 roku nie żył już Stephen Moss, prawnik Bierezowskiego, cztery lata później współzałożyciel Jukosu, Jurij Gołubiew, a rok po nim współwłaściciel innego rosyjskiego koncernu naftowego Sibnieft, Badri Patarkaciszwili. Wszyscy trzej cieszyli się dobrym zdrowiem i wszyscy zmarli na zawal serca. U trzeciego znaleziono ślad rzadkiej trującej rośliny, która mogła wywołać atak serca. Niedługo potem, podczas lotu na weekend do zamku w hrabstwie Dorset, doszło do katastrofy helikoptera z niejakim Stephenem Curtisem na pokładzie. To człowiek, który zarządzał majątkami Bierezowskiego i Chodorkowskiego i który tak był pewny śmierci, że dokładnie opracował scenariusz swojego pogrzebu.

Opinii publicznej na całym świecie najbardziej znany jest fakt otrucia i agonii Aleksandra Litwinienki, oficera FSB, który po ostrzeżeniu Bierezowskiego (mieszkał jeszcze wtedy w Moskwie), że szykuje się zamach na jego życie, wiedział, że jeśli nie ucieknie z Rosji, to zginie, bo zgodnie ze stalinowską tradycją, służby zdrady nigdy nie wybaczają. Został otruty promieniotwórczym polonem. Nie zmarł od razu, ponieważ po pierwszym łyku herbaty zorientował się, że ma ona inny smak niż zazwyczaj. Bierezowski zadbał skrzętnie (płacąc 10 tys. funtów dziennie agencji PR) o to, by zdjęcia i relacje telewizyjne z agonii Litwinienki codziennie ukazywały się na całym świecie.

Daniel McGrody z „Timesa”, który pisał o Litwinience i opowiadał o nim w filmie dokumentalnym, zmarł krótko przed premierą filmu, a niedługo później kula dosięgła przed domem współtwórcę filmu, Paula Joyala. Nie żyje już także Matthew Puncher, który wykrył, że trucizna, jakiej użyto dla zabicia Litwinienki to polon. W marcu 2013 r. znaleziono też martwego Bierezowskiego. Wisiał na ramie zasłony od prysznica w domu swojej byłej żony. Zdaniem policji było to samobójstwo, ale koronerzy mieli co do tego wątpliwości, a jeden z nich stwierdził, że nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy zmarły działał sam, czy ktoś mu w tym „samobójstwie” pomógł. Czterech przyjaciół Bierezowskiego, którzy otwarcie głosili, że zginął on w wyniku zabójstwa na zlecenie Putina, też już nie żyje. Jeden skoczył z dachu centrum handlowego, drugi z okna swojego czteropiętrowego domu i nadział się na metalowe ogrodzenie, a dwóch skoczyło pod pociąg londyńskiego metra.

Brytyjski rząd przez długi czas nie widział w tych wszystkich wydarzeniach problemu. Dopiero ostatnio się ocknął.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii