Duet wyjątkowych zwyrodnialców

str-26-ottis-and-henry

Od początku swego życia spotykali się jedynie z przemocą i okrucieństwem, którym nasączała się ich świadomość. Gdy tylko stali się samodzielni, stać ich było jedynie na przemoc i okrucieństwo wobec innych.

Blacksburgh w stanie Virginia to zabita dechami miejscowość, w której Henry Lee Lucas przyszedł na świat w roku 1936. Od małego miał towarzystwo przysposabiające go do widzenia w otaczającym świecie jedynie przemocy i zła. Matka i ojciec byli alkoholikami. Ona miała na imię Viola, on Anderson. Ona zarabiała na życie prostytucją, uprawianą w ich jednoizbowej norze, w której nie było i wody, i elektryczności, a zamiast podłogi zwykłe klepisko. Mamusi prostytutce sprawiało niebywałą radość, gdy jej synowie, szczególnie Henry, przyglądali się jak okoliczni pijaczkowie korzystają z jej wdzięków, płacąc za to butelką wódki lub parą miedziaków. Gdy Henry nie chciał oglądać pracującej matki, był bity przez nią czym popadnie, najczęściej, jak wspominał, kablem. Za którymś razem matka pobiła go tak dotkliwie, że był przez trzy dni nieprzytomny i doszedł do siebie dopiero w szpitalu. Bicie, dręczenie, ciągle maltretowanie doprowadziło do tego, że chłopiec zaczął słyszeć „jakieś głosy”.

Zaburzenia psychiczne były u niego już oczywiste, ale żył w środowisku, które nie miało o tym pojęcia. Ojca zazwyczaj nie widział, a jeśli już gdzieś się na niego natknął, to zazwyczaj na leżącego w stanie absolutnego alkoholowego upojenia w jakimś rowie. Któregoś dnia opity po dziurki w nosie ojciec rodziny (Henry miał jeszcze ośmioro rodzeństwa) przysnął na torach kolejowych i znieczulony alkoholem pewnie nawet nie poczuł jak przednie koło lokomotywy odcinało mu obie nogi. Dotychczasowego trybu życia jednak nie zaprzestał, a handlując przemycanym alkoholem miał go po dostatkiem i dla siebie. Tatuś zaangażował więc syna jako testera pochodzącego z kontrabandy bimbru, nic tedy dziwnego, że w wieku ledwie 10 lat Henry był już uzależniony od alkoholu.

Jakimś cudem udało się chłopcu skończyć 5 lat szkoły podstawowej, ale to był kres jego edukacji. W szkole rówieśnicy widzieli, że Henry ma obsesję na punkcie seksu, ale jego szczegółową opowieść o tym jak bił, zgwałcił i udusił swoją koleżankę wzięli za wytwór jego sadystycznej fantazji oraz chęć zbudowania spirali strachu wobec swojej osoby. Ale po latach Henry opowiedział śledczym ze szczegółami, że mając 15 lat zamordował siedemnastoletnią dziewczynę z miasteczka leżącego niedaleko miejscowości, gdzie mieszkał i dzięki temu policji udaje się po 32 latach rozwikłać zagadkę zniknięcia niejakiej Laury Burnley w 1951 r.

Praktyczną edukacją Henry’ego zajmował się w latach jego dzieciństwa niejaki Bernie. Był alfonsem jego matki i sprowadzał do niej klientów. Tenże alfons nauczył go dręczyć zwierzęta, a także kopulować z nimi zarówno przed, jak i po ich uśmierceniu. Po zaliczeniu absolutnie wypaczonej inicjacji seksualnej Henry zaczął dawać upusty swoim żądzom gwałcąc przyrodniego brata.

Nie ma wątpliwości, że „szkoła życia”, jaką odebrał w dzieciństwie i jako nastolatek, zaważyła na jego dorosłym życiu. W 1959 r. miał już 23 lata. Podczas jednej z domowych orgii pijackich matka zamierzyła się na niego kijem, na co Henry zareagował dobyciem noża i poderżnięciem rodzicielce gardła. To nie było wszystko, bo nim rzucił się do ucieczki, zdążył jeszcze zgwałcić zwłoki 74-letniej matki. Daleko nie uciekł i pięć dni później został aresztowany. Przyznał się do winy, został skazany na od 20 do 40 lat więzienia, ale za kratami znów zaczął „słyszeć w głowie głosy”, więc wylądował w szpitalu psychiatrycznym, gdzie przez 4 lata szpikowano go lekami i poddawano elektrowstrząsom. Wrócił do więzienia podobno jeszcze bardziej szalony niż przed szpitalem, jednak w kwietniu 1970 minęła połowa jego minimalnej kary, stanął więc przed komisją do spraw przedterminowych zwolnień. Utrzymywał później, że na pytanie przewodniczącego, czy po wyjściu na wolność będzie znów zabijał, odpowiedział twierdząco. Został jednak zwolniony więc trudno wierzyć, by była to prawda. Pięć lat później, w roku 1975, w jadłodajni dla bezdomnych w Jacksonville na Florydzie zetknął się z niejakim Ottisem Toole’em.

Ottis był o 11 lat młodszy od Henry’ego, ale środowisko, w którym wyrastał również zwichrowało jego osobowość, uodporniło na zło, wykształciło też w zadawaniu bólu i przemocy. Matka Ottisa nie była prostytutka, ale osobą seksualnie spaczoną. Małego Ottisa ubierała w dziewczęce stroje, nazywała go Susan, i następnie… wykorzystywała seksualnie. Nie tylko ona, bo także jej mąż alkoholik, starsza córka i najbliższy sąsiad. Po latach, podczas śledztwa, Ottis mówił przesłuchującym go, że był seksualnie wykorzystywany odkąd pamięta, a pierwsze gwałty na jego sobie zapisały się w jego pamięci gdy miał 5 lat.

Babcia Ottisa była natomiast satanistką, więc wlokła wnuka ze sobą po cmentarzach, gdzie wykopywała i bezcześciła zwłoki. Gdy mający 10 lat chłopiec powiedział jej, że woli mężczyzn niż kobiety, babcia zaczęła organizować satanistyczne orgie, podczas których składała szatanowi ofiary z maltretowanych i zabijanych zwierząt. Wszystko po to, by wyleczyć wnuka z homoseksualizmu. Wtedy to, mając zaledwie 10 lat, Ottis zaczął ciekać z domu. Odezwała się w nim piromania, zaczął podpalać co popadnie, miał także obsesję na punkcie męskiej pornografii. Zaczynał bywać w lokalach dla homoseksualistów, miał też niebywałe powodzenie wśród pedofilów. Ale nie był uległy, bierny. Każde obcowanie seksualne kończył pobiciem korzystającego z jego usług mężczyzny, kradzieżą jego pieniędzy, cennych przedmiotów, czasem nawet samochodu. W 1961 roku obwoźny sprzedawca zaproponował mu seks za pieniądze i stal się jego pierwszą ofiarą. Ottis zadał mu kilka ciosów nożem w tętnicę szyjną.

Miał wtedy 14 lat i był to jego pierwszy mord. Gdy w 1975 r. Ottis spotkał w jadłodajni dla bezdomnych w swoim rodzinnym Jacksonville Henry’ego Lee Lucasa, obaj wiedzieli, nie wymieniając na ten temat ani słowa, że szlak ich wspólnych wędrówek będzie znaczyć krew mordowanych po drodze ludzi. Zaczęli przemieszczać się ze stanu do stanu kradnąc po drodze samochody i rabując co się tylko dało. Ale przede wszystkim mordowali ludzi. Napadali na młode kobiety, prostytutki, autostopowiczki, zabijali i ćwiartowali ich ciała. Gwałcili je przed zamordowaniem, a potem także ich zwłoki. Zabijali żeby gwałcić, żeby zdobyć samochód, ale też dla czystej przyjemności zabijania, bo zabijanie ludzi dawało im radość.

Dziennikarz Billy Bob Barton, podczas rozmowy z Ottisem usłyszał:Najpierw wychodziłem, żeby upolować jakiegoś małego chłopaka […] chwytałem go, wiązałem, kneblowałem, pakowałem do bagażnika i wiozłem do siebie. Po rozebraniu do naga wieszałem go głową na dół, za kostki, trzeba było poderżnąć gardło, wypatroszyć, usunąć wnętrzności, wątrobę i serce. Potem odciąć głowę i spuścić krew. (…) Ciało trzeba było zdjąć i nadziać na stalowy pręt. Wsadza się go w tyłek i pcha mocno, aż wyjdzie szyją (…) potem mocuje wszystko na widełkach rożna, żeby można było obracać. Piekłem ich w całości nad węglem drzewnym; węgiel drzewny daje mało dymu. Smaczne jak cholera. Ottis przyznał się do zjedzenia 150 ofiar.

Zarówno Henry Lee Lucas jak i Ottis Toole uniknęli stryczka. Z powodu ograniczonej poczytalności, sąd nie mógł orzec wobec Ottisa kary śmierci, wymierzył mu natomiast sześć wyroków dożywotniego więzienia. Ottis zmarł w więzieniu w wieku 47 lat na marskość wątroby. Henry Lee Lucas został skazany na karę śmierci, ponieważ prokuraturze udało się udowodnić 30 morderstw. Ale 3 dni przed egzekucją, której datę wyznaczono na 30 czerwca 1998 r., gubernator George W. Bush złagodził mu wyrok. Henry Lee zmarł w więzieniu 3 lata później, 11 marca 2001 r.

Śledczy zajmujący się tą sprawą twierdzą, że ów duet zwyrodnialców winien jest śmierci ok. 600 osób.

Robert Suliński