Emigranci do Polski nie wrócą

spawacz-wysokie-wynagrodzenie-qgovo

Coraz więcej branż polskiej gospodarki odczuwa brak rąk do pracy. To zjawisko narastające, dla pracodawców uciążliwe, stwarzające dla gospodarki zagrożenie. Zjawisko, które na pewno się nie skończy, bo mimo ciągłego wzrostu płac w sektorze przedsiębiorstw, Polacy dalej wyjeżdżają do pracy za granicę. I będą nadal wyjeżdżać. Głównym motywem skłaniającym do wyjazdu są oczywiście pieniądze. Muszę więc wyjaśnić naszym Czytelnikom podstawową kwestię dotyczącą oficjalnych danych odnośnie do wzrostu średniej płacy w Polsce.

Główny Urząd Statystyczny podał przed kilkoma dniami, że w sierpniu br. średnia płaca w sektorze przedsiębiorstw wyniosła 4798 zł i w porównaniu z analogicznym miesiącem sprzed roku była wyższa o 6,8 proc. Wzrost spory, ale to nieznaczny, że nagle wszystkim Polakom się poprawiło i wszyscy zarabiają wymieniona kwotę. W statystykach GUS kluczowe jest sformułowanie, który mówi, że jest to średnia płaca „w sektorze przedsiębiorstw”. To zaś oznacza, że średnia płaca w tej wysokości dotyczy tylko i wyłącznie przedsiębiorstw, które zatrudniają więcej niż 10 pracowników. Natomiast zdecydowana większość polskiej gospodarki, w której pracuje najwięcej osób, to firmy małe i średnie, zatrudniające poniżej 10 pracowników. Ich zarobki nie są uwzględniane przez statystyków GUS, a są one znacząco niższe od owej średniej wynoszącej 4798 zł. Poza statystyką GUS są również zarobki pracowników różnego rodzaju instytucji, samorządów, oświaty, służby zdrowia, policji, wojska, a także handlu, gastronomii, hotelarstwa i dużej sfery usług, w których płace określane są mianem „śmieciowych”, czyli na poziomie najniższej płacy krajowej i to nie na etat lecz zazwyczaj na umowę zlecenie. Ci ludzie żyją i pracują na pograniczu ubóstwa. Wymieniona średnia płaca w „sektorze przedsiębiorstw” nie oznacza też oczywiście, że każdy pracownik tego sektora tyle zarabia, ponieważ w skład owej średniej wchodzą, co oczywiste, płace kadry zarządzającej i kierowniczej, a w tych przypadkach są to kwoty idące w kilkadziesiąt, a nawet kilkaset tysięcy złotych. One więc w znaczący sposób windują średnią płacę.

W Polsce aktywnych ekonomicznie jest 16,5 miliona osób, natomiast w „sektor ze przedsiębiorstw” pracuje ok. 6 mln osób. Bałamutność owej średniej co do zarobków w Polsce i każdego Polaka z osobna, jest więc oczywista. Rzeczywista średnia płaca w Polsce jest zdecydowanie niższa od „statystycznej średniej”. W tej sytuacji oczywiste się staje, że Polacy będą wyjeżdżać do pracy za granicę. Robię to i będą robić.

Od momentu akcesji Polski do Unii Europejskiej polscy pracownicy zarobili w krajach tejże Unii 1 bilion 383 mld zł. Skala zarobków w poszczególnych latach ilustruje też w pewnym stopniu kształtowanie się emigracji. W roku wstąpienia do UE było skromnie, bo nasi emigranci zarobili tylko 37,2 mld zł pracując za granicą. Ale od tego roku emigracja zarobkowa zaczęła się dynamicznie rozwijać. Pamiętajmy, że w Polsce panowało wtedy bardzo duże bezrobocie (na poziomie ok. 20%), ale pozostający bez pracy ludzie jeszcze wahali się z pożegnaniem zasiłków z polskie pomocy społecznej, bo to wyjazd w nieznane, bo nieznajomość języka, rozłąka z rodziną itd. Jednak już w roku 2005 zarobki podskoczyły do poziomu 60 mld zł, rok później były już o ponad 21 mld zł wyższe, natomiast w roku 2007 zabrakło jedynie 4,8 mld zł, by można było mówić o ich potrojeniu w stosunku do pierwszego roku obecności Polski w UE.

W kolejnych latach już tylko dwa razy spadły poniżej 100 mld zł rocznie. W roku 2009 ukształtowały się na poziomie 99 mld zł, rok później zmalały do 95,5 mld zł, ale już w latach następnych nie były nigdy niższe od 100 mld zł. W roku 2017, drugim pełnym roku „dobrej zmiany”, za uczestniczenie w niej musiała podziękować znaczna liczba rodaków, ponieważ zagraniczne zarobki osiągnęły pułap 136,5 mld zł i były aż o 17 mld zł wyższe niż rok wcześniej.

W ubiegłym roku średnia miesięczna płaca pracującego za granicą Polaka wyniosła 7,7 tys. zł i to już bez różnicy czy była to praca w „sektorze przedsiębiorstw”, czy w innej branży. W Polsce 7,7 tys. zł zarabiają specjaliści, a większość polskich emigrantów pracuje w zawodach, do których nie garną się miejscowi, czyli wykonują prace najprostsze i w danym kraju gorzej, o ile nie najgorzej, opłacane. To dotyczy ogółu, bo są oczywiście wśród polskiej emigracji świetnie wykształceni i wysoko cenieni fachowcy, których zarobki nierzadko kilkunastokrotnie przewyższają ową średnią 7,7 tys. zł.

Najwięcej Polaków pracuje obecnie w Wielkiej Brytanii (788 tys.) i w Niemczech (687 tys. w roku 2016), ale to nie znaczy, że średnia zarobków jednego pracującego Polaka jest w tych krajach najwyższa. Liderem jest pod tym względem Austria, gdzie ta średnia wynosi 8955 zł, ale ten kraj nie jest najchętniej wybieranym kierunkiem polskiej zarobkowej emigracji. Na drugim miejscu pod względem średniej plasuje się Irlandia (8639 zł), w którym to kraju Polaków jest już dużo i dopiero na trzeciej pozycji lokuje się Wielka Brytania ze średnią już poniżej 8 tys., bo w wysokości 7849 zł. Średnia w Niemczech to 7792 zł, następna jest pod tym względem Holandia (6479 zł), a po niej Belgia (5943 zł).

Ale płaca to nie są jedyne dochody pracujących w krajach Zachodu Polaków. W krajach tych obowiązuje bowiem zdecydowanie wyższa niż w Polsce kwota wolna od podatku. Ponieważ, jak już pisaliśmy, polscy emigranci wykonują z reguły najniżej opłacane zawody, dlatego też w bardzo wielu przypadkach otrzymują pełny zwrot podatku, który co miesiąc płacili za nich pracodawcy. Z danych wynika, że Wielkiej Brytanii polscy pracownicy odzyskiwali nadpłacony podatek w przeciętnej wysokości 2,6 tys. zł, w Niemczech było to już o 1 tysiąc zł więcej, a w Irlandii owa kwota sięgała aż 5,5 tys. zł. To też nie wszystkie jeszcze dochody polskich emigrantów zarobkowych. W Niemczech od dawna funkcjonuje odpowiednik polskiego 500+ (tzw. Kindergeld). Jego wysokość to 194 euro na pierwsze i drugie dziecko, na trzecie wzrasta do 200 euro, a na każde następne wynosi 225 euro. Z danych wynika, że posiadający dzieci Polak pracujący w Niemczech otrzymał w świadczeniach rodzinnych aż 6,5 tys. euro (około 28 tys. zł). Podobny system obowiązuje także w Holandii.

Zarobki za granicą i w Polsce wskazują aż nadto wyraźnie, że opłaca się pracować poza krajem. W roku 2004, a więc wtedy gdy Polska przekraczała progi Unii Europejskiej, przeciętny obywatel zarabiał 47% tego, co ten który zdecydował się na emigrację. W 2010 r. było już nieco lepiej, bo ten kto został w kraju zarabiał 55% poborów przeciętnego emigranta i taka sama proporcja utrzymuje się do dziś.

Powyższe dane zaczerpnąłem z opracowania firmy Euro-Tax.pl, która pomaga emigrantom odzyskiwać zaliczki na podatek dochodowy. Swój raport oparła na danych ok. 210 tys. polskich pracowników zarabiających za granicą. Jej raport jest wyczerpujący, ale nie mówi wszystkiego, ponieważ nie uwzględnia tych polskich emigrantów, którzy pracują za granicą na czarno. Co prawda jest ich coraz mniej, ponieważ warunki pracy i płacy w krajach Zachodu wręcz zachęcają do pracy oficjalnej, zgodnej z prawem, ale jednak po jednej (pracodawcy), jak i drugiej (pracownicy emigranci) stronie są jeszcze tacy, którzy wolą czarny rynek. Widocznie jedni i drudzy widzą w tym dla siebie korzyści.

Adam Lasocki