Eugeniusz Kwiatkowski i jego COP

str-1-eugeniusz-kwiatkowski

Gdyby nie ten człowiek Polska jeszcze długo po wojnie byłaby krajem przede wszystkim pszenno-buraczanym, nawet biorąc pod uwagę ogromne inwestycje w przemysł ciężki, których dokonywali komuniści. Ale nawet ich inwestycje były w wielu przypadkach wznoszone tam, gdzie on się wcześniej pojawił. Nikt by na przykład dziś nawet nie wspomniał o takim mieście jak Rzeszów, który jest stolicą „Doliny Lotniczej” i w którym na dodatek działa co najmniej kilkanaście przedsiębiorstw tej branży. Albo Gdynia… Nadal mogłaby być kaszubską wioską rybacką o klimacie wilgotnym i bagiennym, na dodatek zarośniętą bagienno-morskimi roślinami, czego dowodzi jej pierwotna, prasłowiańska nazwa. Nie byłoby takich miast jak Stalowa Wola, czy Nowa Dęba, a o Skarżysku Kamiennej czy Ostrowcu Świętokrzyskim wspominałoby się jedynie jako o sennych i wyludniających się miasteczkach środkowej Polski.

Człowiekiem, który obudził z letargu kilkadziesiąt polskich miasteczek, wsi i zbudował od zera nowe miasta jak wspomniane Stalowa Wola czy Nowa Dęba, nazywa się Eugeniusz Kwiatkowski. Na przedostatni dzień minionego dopiero co 2018 roku przypadała okrągła, bo 130 rocznica jego urodzin.

Eugeniusz Kwiatkowski przyszedł na świat 30 grudnia 1888 r. w Krakowie. Studia na Wydziale Chemii Technicznej Szkoły Wyższej we Lwowie, rozpoczął w 1907 r., potem wyjechał kształcić się do Monachium i na tamtejszej uczelni technicznej uzyskał w roku 1912 dyplom inżyniera chemika, po czym wrócił do Lwowa., gdzie założył rodzinę i gdzie zastała go I wojna światowa. Został oczywiście zmobilizowany, by służyć w wielonarodowej armii ku chwale Franciszka Józefa, ale austriacki mundur nosił krótko i już w roku 1917 wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej. Jednak kluczowy moment dla jego kariery i historii gospodarczej Polski przypada na rok 1926.

Wtedy to objął stanowisko ministra przemysłu i handlu. Posadę otrzymał dzięki sukcesom w przejętych po Niemcach zakładów chemicznych w Chorzowie, ogołoconych nieomal doszczętnie z wyposażenia przez zwijających manatki byłych właścicieli. Bardzo szybko postawił je na nogi osiągając przedwojenny poziom produkcji. Zapisał się więc jako znakomity organizator, na dodatek kipiący energią i przekonany, że odrodzona po zaborach Polska musi za wszelką cenę budować swoją pozycję poprzez rozwój przemysłu i temu celowi należy podporządkować gospodarkę finansową państwa. Jako gorący patriota miał wizję jej rozwoju i umiał do niej przekonywać. Pierwszym wielkim projektem, do którego przekonał zwierzchników, była budowa Gdyni.

Raczkująca dopiero samodzielnie Polska już 3 lata po odzyskaniu niepodległości planowała budowę swojego portu morskiego właśnie w miejscu wioski rybackiej o nazwie Gdynia, brakowało jednak konsekwencji w działaniach. Zakładano, że ma to być port wojenny, ale pojawienie się na stanowisku ministra przemysłu Eugeniusza Kwiatkowskiego radykalnie zmieniło pierwotną koncepcję. Duży wpływ miała na to sytuacja w stosunkach z Niemcami. Kraj ten był dotychczas największym odbiorcą węgla ze Śląska. Niemcy nie mogli się jednak pogodzić z faktem, że po pojawieniu się na mapie Europy Polski musieli jej oddać zagrabione ponad sto lat wcześniej tereny, w tym dużą część Górnego Śląska. Postanowili doprowadzić do ruiny polska gospodarkę i tym samym wznowić działania na rzecz rewizji granic. Niemcy wstrzymali więc import polskiego węgla, który był głównym produktem eksportowym odrodzonego polskiego państwa. Trzeba było szukać nowych odbiorców tego surowca i znaleziono ich w Skandynawii. Opanowane przez Niemców władze Wolnego Miasta Gdańsk nie dawały pewności, że uda się prowadzić wysyłkę przez tamtejszy port. Eugeniusz Kwiatkowski szybko przekonał zwierzchników, że bez własnego wybrzeża morskiego i własnej floty Polska nie będzie nigdy ani zjednoczona, ani niepodległa”. 

Budowa portu w Gdyni i miasta ruszyła pełną parą. Równolegle budowano magistralę kolejową łączącą Górny Śląsk z Gdynią. W latach 1925-1926, czyli przed objęciem teki ministra przemysłu i skarbu przez Eugeniusza Kwiatkowskiego, na budowę portu w Gdyni wydano 6,5 mln zł, ale już za jego kadencji, w latach 1927-1928, było to 35 mln zł. Do finansowania budowy gdyńskiego portu Kwiatkowski zachęcał działające w kraju koncerny węglowe, w których interesie było jak najszybsze ukończenie inwestycji, zaś firmom handlującym zbożem, rząd wynajmował portowe place. Gdynia rozwijała się w kosmicznym, jakbyśmy to dziś powiedzieli, tempie. I już w roku 1930 przeładunki gdyńskiego portu osiągnęły 3 mln ton, wyprzedzając pod tym względem port w Gdańsku.

Budowa Gdyni i portu była najważniejszą w tym okresie, ale nie jedyną budową z programu intensywnego uprzemysłowienia Polski. W Warszawie Państwowe Zakłady Inżynierii przejęły spółkę Ursus, w której rozpoczęto produkcję czołgów, motocykli i silników lotniczych, z zakładów chemicznych w Królewskiej Hucie zaczął wyjeżdżać produkowany tam amoniak. Szło ku dobremu, ale Polska także zaczęła odczuwać skutki Wielkiego Kryzysu, na dodatek program budowy przemysłu doprowadził do ujemnego bilansu handlowego. Spotkało się to z niechęcią Piłsudskiego do osoby Kwiatkowskiego, na dodatek był on także wściekle atakowany przez lewicę i w grudniu 1930 r. stracił tekę ministra. Na następne 5 lat zniknął z rządu, ale wykorzystano go do postawienia na nogi upadającej Państwowej Fabryki Związków Azotowych w Mościcach k. Tarnowa. Kto wie, czy te 5 lat nie zadecydowało o późniejszej klęsce w wojnie z Niemcami.

Do rządu Eugeniusz Kwiatkowski powrócił dopiero 13 października 1935 r. na stanowisko wicepremiera i ministra skarbu. Ale od wojny z hitlerowskimi Niemcami dzieliły kraj już niespełna 4 lata. Kwiatkowski uważał, że tylko państwo jest w stanie zbudować wielki przemysł i zmodernizować gospodarkę. Zgodnie z tym przekonaniem 5 lutego 1937 r. przedstawił w Sejmie (opracowaną wcześniej wraz z braćmi Władysławem i Pawłem Kosieradzkimi) szczegółową koncepcję dynamicznego rozwoju przemysłu zbrojeniowego w Centralnym Okręgu Przemysłowym. Autorzy planu zlokalizowali go w „trójkącie bezpieczeństwa”, jak najdalej od granic z Niemcami i Rosją, czyli w widłach Wisły, Dunajca i Sanu.

Inicjatywa budowy COP sięgała pierwszych lat odzyskania niepodległości, bo roku 1921, ale pozostawała ona bardziej w gospodarczej teorii niż praktyce. Coś tam budowano, jednak brakowało całościowego ujęcia, szczegółowego planu, co i gdzie ma powstać, jak jedno z drugim połączyć, jaka jest do tego potrzebna infrastruktura. Koncepcja Kwiatkowskiego i braci Kosieradzkich wszystko te problemy uwzględniała i rozpracowała w szczegółach. COP w ich wydaniu obejmował 34 ówczesne powiaty w 4 województwach (kieleckim, krakowskim, lubelskim i lwowskim). W sumie obszar o powierzchni ok. 60 tys. km kw. zamieszkały przez 6 mln osób, przede wszystkim ludność wiejską. Gdy tylko Sejm zatwierdził plan Kwiatkowskiego, natychmiast przystąpiono do jego realizacji. Zakładał on budowę 21 wielkich zakładów zbrojeniowych, ale także produkujących dla potrzeb cywilnych (np. fabryka samochodów ciężarowych w Lublinie). Najważniejszą inwestycją była budowa kombinatu metalurgicznego „Stalowa Wola”, który posadowiono w dziewiczym terenie w pobliżu wsi Pławo niedaleko Niska. Pierwszą sosnę pod budowę huty, zakładu zbrojeniowego i miasta ścięto 20 marca 1937 r. a już rok później, w niedokończonej jeszcze fabryce, wyprodukowano pierwsze działo. Innowacją na skalę europejską było użycie do opalania pieców martenowskich oraz budynków gazu ziemnego. Podobne tempo towarzyszko innym COP-owskim inwestycjom.

1 sierpnia 1938 uruchomiono w Dębicy pierwszą w Polsce fabrykę sztucznego kauczuku, produkcję rozpoczęły fabryki uzbrojenia w Kraśniku i Jawidzu koło Lubartowa. Fabrykę w Sanoku zaczęły opuszczać pierwsze ciężkie karabiny maszynowe. No i przyszedł rok 1939… W pierwszych jego tygodniach otworzyły się bramy Państwowych Zakładów Lotniczych. W Mielcu produkowano płatowce, w Rzeszowie silniki. Znów szło ku dobremu. Eugeniusz Kwiatkowski planował, że na pełnych obrotach zakłady COP zaczną pracować w 1941 roku. Nie zdążyły… We wrześniu tegoż 1939 roku rozpoczęła się wojna, która obróciła wszystko w gruzy.

Eugeniusz Kwiatkowski przedostał się po wybuchu wojny do Rumunii, gdzie został internowany. Władysław Sikorski nie zaprosił go do swojego rządu emigracyjnego. Po zakończonej wojnie (stracił podczas niej syna) twórca Gdyni i COP wrócił do Polski, został szefem delegatury rządu do spraw odbudowy Wybrzeża. Jednak w 1948 r., gdy do władzy doszła w Polsce stalinowska zbrodnicza banda, został odwołany. Przeszedł na emeryturę z zakazem… osiedlenia się na Wybrzeżu i w Warszawie. Zamieszkał więc w mieście swego urodzenia, Krakowie. Kilka miesięcy przed śmiercią w 1974 r. otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Gdańskiego.

Andrzej Fliss