Falenta to nie jest paranoik

str-20-falenta-to-marek-falenta

Afera podsłuchowa, o której się mówi, że to właśnie dzięki niej PiS doszedł do władzy w 2015 roku, parzy teraz oczy, ręce, nosy polityków PiS. W telewizji publicznej, czyli w TVP1, TVP2 i w TVPInfo na temat afery podsłuchowej i jej głównego bohatera, Marka Falenty, absolutna cisza, a jeśli już pojawiają się jakieś informacje to tylko po to, by kompromitować i podważać jego wiarygodność. Gdy biznesmen dostarczał w 2014 r. politykom PiS i związanym z nim dziennikarzom taśmy z podsłuchami, był najbardziej wiarygodnym człowiekiem dla partii Kaczyńskiego. Dziś jest wrzodem, który trzeba wyciąć. Pytanie brzmi – w jaki sposób, kiedy i gdzie PiS to zrobi?

W ubiegłym wydaniu naszej gazety pisaliśmy o listach, które Falenta wysłał do Kaczyńskiego i prezydenta Dudy. Falenta był bowiem pewien, że zdoła uniknąć więzienia, ale się nie udało. Co prawda prokurator zażądała dla niego półtora roku więzienia na dodatek w zawieszeniu na 3,5 roku, jednak sąd uznał, że dokonywanie nielegalnych podsłuchów zasługuje na 2,5 roku bezwzględnego odosobnienia. Falenta odwoływał się od tego wyroku do wszystkich możliwych instancji, jednak podtrzymały one decyzję sądu pierwszej instancji i Falenta musiał iść do więzienia. Nim tam się znalazł, zniknął. Został jednak namierzony i złapany w Hiszpanii. Jeszcze stamtąd pisał listy do Kaczyńskiego i Dudy, domagając się od prezydenta zastosowania wobec niego prawa łaski. Dokładnie opisuje, z kim i gdzie się spotykał, co było tematem rozmów i komu przekazywał taśmy z nagraniami. Listy opublikowała Gazeta Wyborcza, a gazety propisowskie natychmiast rozpoczęły kampanię oczerniania Falenty i robienie z niego wariata.

Sprawa jest poważna. Kaczyński i PiS zdają sobie sprawę, że Falenta wie znacznie więcej niż do tej pory przekazał mediom, sugerował też, że posiada inne, niekorzystne dla PiS, nagrania. Gdyby się okazało, że jest dowód na to, że Kaczyński wiedział o taśmach z podsłuchami i nie przeciwstawił się ich upowszechnianiu, to jest rzeczą oczywistą, że mógł nawet kierować całą akcją rozdmuchiwania tego medialnie. Aferę podsłuchową należałoby w tej sytuacji traktować jako zamach stanu. Mielibyśmy więc do czynienia z przejęciem władzy w Polsce w roku 2015 drogą przestępstwa. W kilkudziesięcioletniej historii Unii Europejskiej nie zdarzyło się, by w którymś z krajów Wspólnoty doszło w przestępczy sposób do zmiany władzy.

Kaczyński oczywiście zdecydowanie zaprzecza, że Falenta spotykał się z nim na Nowogrodzkiej, ale trudno uwierzyć, że o tym nie wiedział i nie wiedział, że Falenta spotykał się tam ze skarbnikiem Kostrzewskim. Główna kwatera PiS jest strzeżona przez ochroniarzy, do jej siedziby nie można wejść ot tak sobie z ulicy, a o wpuszczeniu do środka kogokolwiek decyduje „pani Basia”, długoletnia sekretarka Kaczyńskiego, obecnie „pani dyrektor” biura PiS. A ona nikogo nie wpuszcza bez konsultacji z Kaczyńskim.

Na razie twardych dowodów brak, ale są bardzo poważne poszlaki, że o podsłuchiwaniu polityków PO-PSL wiedzieli wszyscy najważniejsi politycy PiS z szefem tej partii włącznie.

W Gazecie Wyborczej z 28 czerwca br. ukazała się rozmowa z Pawłem Wojtunikiem, który do końca rządów koalicji PO-PSL był szefem CBA (Centralne Biuro Antykorupcyjne). Falenta zaś i kelnerzy podsłuchujący na jego zlecenie polityków PO-PSL, kontaktowali się z agentami CBA. Wojtunik mówi w tej rozmowie wiele ciekawych rzeczy, ale wyraźnie daje odczuć, że wie znacznie więcej niż może powiedzieć. Bo mimo, że nie jest już w służbie od 4 lat, nadal obowiązuje go służbowa tajemnica.

Z Pawłem Wojtunikiem rozmawiają dziennikarki Gazety Wyborczej, Ewa Ivanowa i Agnieszka Kublik. Zacytujemy obszerne fragmenty tej rozmowy.

– Czy przed czerwcem 2014 r., kiedy wybuchła afera podsłuchowa, pan o tym wiedział?

Paweł Wojtunik: – Nie. O istnieniu Marka Falenty dowiedziałem się po wybuchu afery. (…)

– Falenta w liście do Kaczyńskiego twierdzi, że nagrania z podsłuchów wprowadzono do systemu operacyjnego CBA. I że brał w tym udział dziennikarz, Cezary Gmyz.

P.W.: – Po wybuchu afery przeprowadziłem kontrolę i nie znalazłem w CBA żadnej informacji o podsłuchach, żadnego nagrania. Wtedy nie było jakiejkolwiek poszlaki, by któryś z funkcjonariuszy, których teraz się wymienia w kontekście współpracy z Falentą, brał udział w procederze podsłuchiwania.

– Falenta dołączył do listu Kaczyńskiego trzy poufne meldunki CBA z 2014 r. w sprawie podsłuchów.

P.W.: – Te meldunki wyciekły wcześniej przez TV Republika, komentowali je Gmyz i Ernest Bejda, dziś szef CBA.

– Czyli związana z PiS TV Republika znała te meldunki wcześniej?

P.W.: – Czyli znali je wcześniej.

– Delegatura CBA we Wrocławiu nie była wobec pana lojalna?

P.W.: – Mogę mieć takie uzasadnione podejrzenia. (…)

– Teraz już wiadomo, że we wrocławskim CBA w porozumieniu z Falentą działała grupa, której celem było obalenie ówczesnej władzy?

P.W.: – Nie da się tego wykluczyć.

– Tajna operacja wewnątrz Biura, o której pan nie wiedział? Falenta teraz twierdzi, że uczestniczył razem a agentami CBA z Wrocławia i agentami ABW z Katowic w operacji koordynowanej z Nowogrodzkiej przez skarbnika PiS Stanisława Kostrzewskiego. „Poprosili mnie, żebym przekazał im ten materiał, który pozyskałem, i poprosili o kontynuację tej operacji, co wykonałem, i jest to dokładnie opisane w raportach CBA” – napisał Falenta do Kaczyńskiego.

P.W.: – Niestety, jest możliwe, że w CBA byli funkcjonariusze bardziej lojalni wobec partii niż państwa polskiego. Tak jak jest możliwe, że funkcjonariusze policji współpracują z przestępcami.

– Falenta w tych opowieściach jest wiarygodny?

P.W.: – Mam problem z wiarygodnością Falenty, bo jako osoba przez niego pokrzywdzona nie wierzę w jego dobre intencje. To nie znaczy, że mam prawo negować informacje, które przekazuje. (…) A listy Falenty nie mają cech paranoidalnych, to nie są listy wariata, a wiele takich czytałem. Falenta pisze o tym, o czym wie na pewno: dla kogo zakładał podsłuchy, kto się z nim na to namawiał, kto obiecywał bezkarność. Wskazuje konkretne osoby. To jest bardzo proste do weryfikacji. I pokazuje logiczny ciąg zdarzeń, które doprowadziły od podsłuchu w restauracji do wygranej PiS w 2015 r.

– Wymienia funkcjonariuszy służb: Kamińskiego, Bejdę, a także Gmyza…

P.W.: – Same panie widzicie, jak sparaliżowane są prokuratura i służby w sprawie dwóch wież spółki Srebrna i zawiadomienia o oszustwie dokonanym przez Kaczyńskiego – od stycznia nie ma decyzji, by wszcząć śledztwo. W sprawie podsłuchów będzie to samo. Ta sprawa nie zostanie wyjaśniona w normalnej procedurze karnej czy operacyjnej przy tak upolitycznionej prokuraturze i służbach specjalnych. (…) Gdybyśmy mieli niezależną prokuraturę kierowaną przez osobę niezwiązaną z władzą, to natychmiast po listach Falenty powinno zostać wszczęte postępowanie, by weryfikować to, co ujawnił. Falenta powinien zostać przesłuchany, a potem 12 osób, które wymienia w liście do Dudy. Powinny zostać przeprowadzone badania wariografem. To przecież jasne, że prokuratorzy Ziobry nie mogą przesłuchać byłego skarbnika PiS. Tak jak nie mogą przesłuchać prezesa PiS w sprawie oszustwa przy budowie dwóch wież spółki Srebrna. (…) Diabeł tkwi w tym, o czym pisze Falenta, czyli w tym, kto jeszcze o tym wiedział. Bo jeżeli Nowogrodzka, to możemy mówić o antyrządowym spisku zawiązanym przez ludzi ze służb specjalnych. Czy tak było? To trzeba słowo posłowie zweryfikować.

– Falencie coś grozi?

– Pamiętacie panie, jak był wieziony do Polski? Samolot CASA, w kasku. Teraz jest skrupulatnie pilnowany w zakładzie karnym, izolowany od wszystkich. Albo jest przestępcą najbardziej zagrożonym zamachem, albo szefem grupy przestępczej albo… ma zabójcze informacje. Jego transport był tak zorganizowany, by z nikim nie rozmawiał, środki bezpieczeństwa są niewspółmierne do wyroku, jaki dostał. Widzicie tę desperację, by Falenta już nikogo nie wsypał, a to, co już ujawnił o mocodawcach z PiS, było traktowane jak bajanie wariata?

Paweł Wojtunik mówił jeszcze ciekawe rzeczy o prokuratorach prowadzących sprawę Falenty. Natomiast w tygodniku Polityka ukazał się fragment książki dziennikarza śledczego tego czasopisma, o powiązaniach agenta CAB z Wrocławia i agenta ABW z Katowic z aferą taśmową. Napiszemy o tym w następnym wydaniu naszej gazety.

Seweryn Łagowski