Fałszywe leki – nowy biznes gangsterów

str-10-falszywe-leki

We wrześniu 2016 r. policjanci z CBŚP zlikwidowali największą na świecie nielegalną fabrykę podrabianych leków na potencję oraz anabolików. „Firma” prowadziła działalność w województwie kujawsko-pomorskim, niedaleko Bydgoszczy. Policja działała z zaskoczenia. Wytwórnia okazała się wcale nie fabryczką, a wręcz fabryką, w której zainstalowano 48 (!) różnego rodzaju maszyn służących do produkcji fałszywych leków. Do wysyłki przygotowanych było 430 tys. sterydów w ampułkach i tabletkach oraz 100 tys. tabletek na potencję. Policja nie ujawniła czy nielegalna produkcja miała jakąkolwiek wartość leczniczą, czy było to po prostu placebo. Próbki skonfiskowanego towaru przekazano do badań laboratoryjnych. Gotowy do wysyłki towar policja wyceniła na ok. 17 mln zł (po cenach czarnorynkowych).

Rozpracowanie przestępczego procederu trwało kilkanaście miesięcy. Było to konieczne, aby objąć całość sprawy, a nie tylko kwestię finalnej produkcji. Mając kompletną wiedzę o skali przedsięwzięcia i ludziach, którzy byli w nie zaangażowani, policja dokonała zatrzymań jednocześnie w kilku miejscach w woj. kujawsko-pomorskim, ale także w wielkopolskim, pomorskim i śląskim. Dzięki temu zatrzymano ponad 20 osób zaangażowanych w ten nielegalny biznes. Nielegalny, ale świetnie zorganizowany, bo oprócz maszyn (wykrojniki, sitodrukarki, tampodrukarki, naświetlarki, tabletkarki, blistrownice, powlekarki, ampułkarki i inne) w ręce policji wpadły także stemple i matryce z grawerem zastrzeżonych znaków towarowych największych światowych koncernów farmaceutycznych, pod których marką dystrybuowano sfałszowane leki. Stosunkowo długie śledztwo pozwoliło także ustalić kanały dostaw i dystrybucji. Chemikalia i półprodukty sprowadzano z Chin, a gotowy towar rozprowadzano w Polsce, ale także winnych krajach, m.in. na Wyspach Brytyjskich. Od września 2016 r. idąc po nitce do kłębka, CBŚP zatrzymała jeszcze kilku innych nielegalnych producentów podrabianych farmaceutyków.

Polska okazuje się krajem, w którym ulokowały się grupy przestępcze zajmujące się nielegalną produkcją poszukiwanych produktów, także tranzytem kontrabandy pochodzącej spoza granic kraju, szczególnie papierosów z Ukrainy i Białorusi. W tej ostatniej kwestii nic się nie zmienia, czyli przemyt trwa nadal, o czym pisaliśmy w naszej gazecie około rok temu. Tyle tylko, że jeśli celnicy i straż graniczna odkryją kolejny sposób i kanał kontrabandy, przemytnicy wymyślają nowy. Niespełna rok temu turyści odkryli porzucony na drzewach bieszczadzkich lasów niewiadomego pochodzenia samolot (awionetkę) bez znaków rejestracyjnych. Była pusta. Dopiero po paru miesiącach ustalono, że najprawdopodobniej pochodziła z Estonii, ale do dziś nie wiadomo, kto był jej ostatnim właścicielem, a tym bardziej kto ją pilotował do „lądowiska” w bieszczadzkich gałęziach. To nie jest jedyny przykład wykorzystywania drogi powietrznej do przemytu papierosów. W ostatnich dniach ukraińska policja odkryła domowej roboty helikopter, który miał służyć do ich przemytu przez granicę. Domorośli konstruktorzy musieli jednak coś w produkcji tego aparatu powietrznego sknocić, ponieważ jego próbny lot, jeszcze bez papierosów na pokładzie, zakończył się niepowodzeniem. Pilot zdołał jednak ukraińskiej policji umknąć.

Kto wie, czy nie bardziej lukratywną od przemytu papierosów branżą jest właśnie produkcja fałszywych leków i anabolików. Zlikwidowana fabryka pod Bydgoszczą, produkująca i obracająca lekami na potencję oraz anabolikami na dużą, międzynarodową skalę, dowodzi, że jest to biznes, dla którego warto ryzykować. I że to ryzyko podejmują nie tylko Polacy, bo jak wykazało policyjne śledztwo półfabrykaty sprowadzano z Chin przez Grecję, Wielką Brytanię oraz Rumunię.

Nie wiadomo natomiast jakby się rozwijał ten biznes, gdyby nie internet. Liczba znajdujących się w podbydgoskiej fabryce maszyn, dowodzi z jednej strony, że przestępcy zainwestowali w jej organizację spory kapitał, ale także o skali produkcji. Ta skala zaś wymuszała szybką sprzedaż wyprodukowanego towaru. I zapewne już podczas układania biznesplanu owego przedsięwzięcia, jego organizatorzy zakładali na wstępie, że bez internetu nie dadzą sobie rady. I rzeczywiście. Policja ustaliła, że zdecydowana wielkość nielegalnych leków była sprzedawana właśnie za pośrednictwem sieci.

Z danych CBŚP można wyczytać że ok. 75% wszystkich zorganizowanych grup przestępczych rozbitych w Polsce w roku 2017 (było ich 858) stanowiło dzieło tak zwanych „białych kołnierzyków”, czyli miało profil ekonomiczny. To w pierwszym rzędzie oszustwa związane z podatkiem VAT (pisaliśmy o tym w poprzednim wydaniu naszej gazety), narkotykowe, zaś najnowszą branżą, w którą angażują się gangi, jest właśnie produkcja i przemyt fałszywych farmaceutyków. Do leków, które produkowano w nielegalnej fabryce pod Bydgoszczą, czyli na potencję oraz anabolików, dołączyć trzeba jeszcze sterydy i „najnowszej generacji preparaty” leczące nowotwory.

Ten biznes zapewne szybko straciłby rację bytu, gdyby nie bezkrytyczne podejście ludzi do okazjonalnie oferowanych leków i paraleków. W przypadku tych drugich Polacy są na pierwszym miejscu w Europie. Jeśli nie będzie częstych ostrzeżeń przed zażywaniem leków pochodzących z niewiadomego źródła, należy sądzić, że rodacy już niedługo staną się głównymi „akcjonariuszami” także produkujących je gangsterów.

Adam Lasocki