Generał w łapach żandarmów i prokuratury

str-11-general-lech-majewski

Przez cztery lata poznawał od podszewki taktykę i strategię wojsk lotniczych ZSRR ( w latach 1983 – 1986 studiował w Wojskowej Akademii Lotniczej tego kraju), ale cztery lata później, gdy Polska wyrwała się już z braterskich objęć komunistycznego imperium, przez dwa lata (2004 – 2005) był słuchaczem Narodowego Uniwersytetu Obrony Stanów Zjednoczonych. Nie będzie więc błędu w stwierdzeniu, że posiadł nieomal dogłębną wiedzę o systemach szkolenia i zadaniach sił powietrznych największych antagonistów światowej sceny politycznej i militarnej. W 2010 roku, po katastrofie smoleńskiej i objęciu prezydentury przez Bronisława Komorowskiego, został dowódcą polskich Sił Powietrznych, a niespełna trzy lata później dowódcą generalnym Rodzajów Sil Zbrojnych. Na emeryturę odszedł 31 czerwca 2015 roku w randze generała broni. 9 kwietnia 2019 r., w przeddzień 9 rocznicy katastrofy w Smoleńsku, generał broni Lech Majewski został zatrzymany przez wojskową żandarmerię.

Zatrzymanie odbyło się z całym pokazowym ceremoniałem uprawianym przez organa ścigania podległe ministrowi sprawiedliwości i prokuratorowi generalnemu, Zbigniewowi Ziobrze. Pod dom generała podjechało kilka oznakowanych i nieoznakowanych samochodów z uzbrojonymi funkcjonariuszami Żandarmerii Wojskowej oraz wojskowa karetka. Na pytanie, czy nie można było generała wezwać do prokuratury listownie, rzecznik żandarmerii odpowiedział bezczelnie albo nie zdając sobie sprawy z wypowiadanych słów, że „użyte siły i środki były właściwe i adekwatne do prowadzonych czynności” i zasłonił się frazesem, którym namiętnie posługują się fachowcy z prokuratur Ziobry, że „wszystkie szczegóły są objęte tajemnicą śledztwa”.

Generała przewieziono do prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty. Pierwszy – „przekroczenie uprawnień” – można przedstawić każdemu, kto piastował lub piastuje kierownicze stanowisko w instytucjach państwa. Drugi zarzut ma już charakter kryminalny, ponieważ dotyczy przywłaszczenia nienależących do niego pieniędzy. Po dwóch godzinach generał został zwolniony. Trzeba natomiast koniecznie wspomnieć, że generał był już przesłuchiwany w tej sprawie w prokuraturze w 2017 r. i złożył wyczerpujące wyjaśnienia. O co więc chodzi?

Głównie o to, aby skompromitować generała Lecha Majewskiego, który z kilku względów jest znienawidzony w środowisku PiS. Przede wszystkim dlatego, że po mianowaniu na dowódcę Sił Powietrznych, co nastąpiło po katastrofie w Smoleńsku, w której zginął ówczesny ich dowódca, gen. Andrzej Błasik, ulubieniec partii Kaczyńskiego, gen. Lech Majewski przeprowadził radykalne porządki w Siłach Powietrznych. Za kadencji generała Błasika znalazły się one w katastrofalnej sytuacji. Gen. Majewski zmienił procedury i zasady wykonywania lotów, przede wszystkim system szkolenia pilotów. Efekt był taki, że przez ponad pięć następnych lat w lotnictwie wojskowym nie zanotowano katastrof i poważniejszych wypadków. Na dodatek w lutym 2011 r. gen. Majewski złożył w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu w ruchu powietrznym przez załogę Jaka-40, który w dniu 10 kwietnia 2010 roku, ok. 1,5 godziny przed katastrofą prezydenckiego Tupolewa, lądował w Smoleńsku. Dowódca tej załogi, Artur Wosztyl, wypowiadał się potem krytycznie o raporcie Millera dotyczącym przyczyn katastrofy prezydenckiego samolotu, więc przez Macierewicza obwołany został bohaterem. Potem, z ramienia PiS, został radnym jednej z warszawskich dzielnic.

Stawiane przez prokuraturę zarzuty dotyczą organizacji lotniczych pokazów Air Show w Radomiu. To największa tego typu impreza w krajach naszej części Europy, przedsięwzięcie ogromne. Głównym organizatorem było Dowództwo Sił Powietrznych, miasto Radom, Aeroklub Polski oraz Port Lotniczy Radom. W organizacje Air Show był także zaangażowany tzw. „operator finansowy”. Pierwotnie były nim Targi Kielce, a potem Stowarzyszenie SWAT. I właśnie z owymi czterema dużymi literami SWAT związana jest spraw a zarzutów wobec gen. Majewskiego.

Wojsko samo nie może organizować imprez w rodzaju Air Show, ponieważ zgodnie z przepisami, nie może prowadzić działalności gospodarczej, a więc finansować m.in. przylotu i tankowania samolotów, które przylatują i biorą udział w pokazach, opłacać zakwaterowania i wyżywienia uczestników, sprzedawać biletów etc. W związku z tym Dowództwo Sił Powietrznych wybiera tzw. operatora finansowego, który zajmuje się wszystkimi wyżej wymienionymi sprawami, ale także zabiega o pozyskanie sponsorów, podpisuje umowy z firmami usługowymi itp. Prokuratura postawiła gen. Majewskiemu zarzut, że takiego operatora finansowego, czyli właśnie firmę SWAT, zaangażował do obsługi Air Show bez przetargu.

Pierwszym operatorem finansowym Air Show była firma Targi Kielce. Ale w roku 2007 doszło podczas pokazów do katastrofy. Zderzyły się dwa samoloty grupy akrobacyjnej „Żelazny” i zginęli dwaj polscy piloci. Drugi dzień zawodów został odwołany, więc firmy, które miały podpisane umowy na usługi, zażądały zwrotu pieniędzy i odszkodowań. Sąd przyznał im rację, lecz Targi Kielce nie wywiązały się ze zobowiązań, więc zapłaciło wojsko i postanowiło powołać nowego operatora finansowego. Wybrano Stowarzyszenie SWAT. Gen. Lech Majewski otrzymał zarzut, że Stowarzyszenie SWAT zostało wybrane bez przetargu. Rzecz otóż w tym, że wyboru SWAT na operatora finansowego Air Show dokonał ówczesny dowódca Sił Powietrznych… generał Andrzej Błasik. Wybór dokonany przez gen. Błasika nie był bezzasadny, ponieważ Wojskowe Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne SWAT od lat było znane w środowisku ze sprawnej organizacji tego typu imprez.

Model finansowania Air Show był prosty. Wojsko zawierało szczegółową umowę z wybranym operatorem finansowym i płaciło mu ustaloną w wyniku negocjacji kwotę za te usługi. W przypadku umowy ze SWAT było to 25 tys. zł. Po zakończeniu Air Show zarobione przez operatora finansowego pieniądze (za sprzedaż biletów, umowy ze sponsorami i firmami świadczącymi usługi podczas imprezy) przekazywane były na specjalne subkonto, w tym przypadku Stowarzyszenia SWAT, z którego finansowana była następna edycja imprezy. Prokuratura postawiła gen. Lechowi Majewskiemu zarzut, że przywłaszczył sobie te pieniądze. Absurd, ale i perfidia oskarżenia polega na tym, że pieniądze znajdowały się na tym subkoncie i nadal się na nim znajdują.

Pełnomocnik gen. Majewskiego mówi, że w opisie zarzutu dla generała prokurator napisał: „przywłaszczenie środków poprzez pozostawienie ich w dyspozycji Wojskowego Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego SWAT”. – Wynika z tego, że beneficjentem pieniędzy miało być stowarzyszenie, które organizowało Air Show. Tymczasem konstrukcja prawna przywłaszczenia polega na tym, że przywłaszcza sprawca. Zatem pan generał Majewski nie mógł przywłaszczyć pieniędzy, którymi nigdy nie mógł rozporządzać jako właściciel – mówi mecenas Radosław Baszuk i dodaje, że ten zarzut całkowicie kompromituje prokuraturę.

Sprawa ma jeszcze inny kontekst finansowy. Media wykryły, że to lokalni radomscy politycy mieli interes w tym, by skompromitować generała. Prokuratura została powiadomiona o „aferze” w 2014 r. za sprawą portu lotniczego w Radomiu. To jego władze sformułowały zarzut, że Stowarzyszenie SWAT wybrane zostało bez przetargu oraz że pieniądze z pokazów nie są odprowadzane do Skarbu Państwa. Port lotniczy w Radomiu jest ulubionym narzędziem w kampanii wyborczej działaczy PiS z tego miasta, m.in. Marka Suskiego i Adama Bielana. Przed każdymi wyborami obiecują mieszkańcom, że zbudują w Radomiu alternatywny dla warszawskiego Okęcia międzynarodowy port lotniczy. Wraz z zawiadomieniem do prokuratury wysłały też do wojska anons, że chętnie zostaną operatorem finansowym Air Show, za wynagrodzeniem… 600 tys. zł. Stowarzyszenie SWAT pobiera z tego tytułu, przypomnijmy… 25 tys. zł.

Wojciech Sandecki