Goldwyn od Metro i Mayera

str-24-samuel-goldwyn

Powinien był nakręcić o sobie film i dziw bierze, że tego nie zrobił. Jego życiorys byłby samograjem na wielowątkowy scenariusz obejmujący rzeczywistość Europy z przełomu wieków XIX i XX. Jego nazwisko zna niemal cały świat, jako że widnieje w logo z ryczącym lwem jednej z największych filmowych wytworni, Metro-Goldwyn-Meyer. Samuel nie jest jednak pierwszym imieniem, a Goldwyn pierwszym nazwiskiem tego człowieka. Urodził się bowiem jako Szmul Gelbfisz na Nalewkach, w żydowskiej dzielnicy Warszawy.

Mieszkał w rodzinie chasydzkiej z rodzicami i pięciorgiem rodzeństwa. Ciasnota była znaczna, więc Szmul dzielił łóżko z dwoma braćmi. Bardzo wcześnie wyrobił w sobie sobie przekonanie, że musi się wyrwać z pozbawionego perspektyw świata warszawskiej żydowskiej diaspory. Celował oczywiście w Amerykę. Ci, którym udało się już przepłynąć ocean, słali z drugiej jego strony sygnały, „że warto”. Szmul Gelbfisz też był o tym przekonany.

Podróż za Ocean podzielił na kilka etapów. Pierwszy obejmował wydostanie się z rosyjskiego zaboru i dotarcie do Hamburga. Wyruszył w drogę w roku 1885. Do granicy dotarł „na butach”, bo jego biednych rodziców stać było na wyposażenie go jedynie w niewielką kwotę pieniędzy i w adres do krewnej matki. Niemal całą pochłonęła łapówka, dzięki której przekroczył granicę. Odrę miał ponoć przepłynąć wpław. Dystans 850 kilometrów dzielący Warszawę od Hamburga także pokonał pieszo. Dostał tam pracę przy wyrobie rękawiczek. Szybko jednak opuścił Hamburg, a brakujące pieniądze na prom i pociąg do Londynu dali mu dalecy znajomi matki. Z Londynu do ciotki w Birmingham także doszedł pieszo. Mąż ciotki zajmował się kowalstwem i sprzedażą gąbek. Szmulowi bardziej odpowiadało to drugie zajęcie, którego i tak nie uważał za szczyt swoich możliwości. Pewnego dnia zniknął więc z oczu ciotki i jej męża z całotygodniowym utargiem. Odnalazł się na statku, który zmierzał z Birmingham do Halifaksu. Nie był już na nim Szmulem Gelbfiszem lecz Samem Goldfischem, pod którym to nazwiskiem zarejestrował się na liście pasażerów.

Licząc sobie 19 lat postawił stopę na kontynencie amerykańskim. To było 4 grudnia 1898 roku. Ale nadal nie była to jeszcze wymarzona Ameryka. Halifax to Kanada. Przeniknął więc przez granicę nielegalnie i inaczej niż inni żydowscy emigranci, nie obrał za cel podróży Nowego Jorku lecz miasto Gloversville. Leży ono w stanie Nowy Jork i było centrum produkcji rękawiczek w USA. Samuel łyknął nieco doświadczenia w tej branży podczas pobytu w Hamburgu, ale tak naprawdę zaczynał od zera. Pracowitość, pomysłowość i zaangażowanie w to, co się robi, szybko przyniosły profity i awans.

W wieku 25 lat Samuel otrzymał amerykańskie obywatelstwo, a dwa lata później został dyrektorem sprzedaży jednej z największych firm tej branży. Zarabiał rocznie 18 tys. dolarów, sumę ogromną, jak na owe czasy. To niemal sto razy więcej niż zarabiał sześć lat wcześniej. W wieku 31 lat, czyli w roku 1910, przeniósł się do Nowego Jorku. Był już człowiekiem zamożnym i jedyną rzeczą, która go tak naprawdę absorbowała, to w co zainwestować zarobione pieniądze.

Rozglądał się po różnych branżach, szukał niszy, najlepiej czegoś nowego, czegoś co dopiero się rodziło, ale rokowało na przyszłość. Nie zasypiał jednak gruszek w popiele, nie roztrwaniał zdobytego kapitału, wykorzystywał każdą okazję, by go powiększyć. W 1923 r. zdecydował się na transakcję, która wzbogaciła pokaźnie jego konto i dała też pojęcie o jego przebiegłości w prowadzeniu interesów, niestandardowych pomysłach, ale też o gotowości do ryzyka. Prezydent Wilson podpisał otóż ustawę, która o 60 proc. obniżała cła na importowane rękawiczki. To branża świetnie Samuelowi znana. Rynek zaczął się chwiać, cała amerykańska branża stanęła nad przepaścią, a Samuel… zainwestował w kupno we Francji ogromnych transportów tanich rękawiczek. Nakazał podzielić towar na dwie części. W pierwszej znajdowały się rękawiczki na lewą rękę, w drugiej na prawą. Każdą partię wysłał do innego portu w USA i… nie zgłaszał się po ich odbiór. Odczekał pół roku, ponieważ zgodnie z amerykańskim prawem jeśli w ciągu 6 miesięcy nikt się nie zgłosi po towar, rząd musi go uznać za porzucony i sprzedać na licytacji. Na licytację nikt poza Samuelem się nie zgłosił, no bo po co komu rękawiczki w dodatku tylko na jedną rękę. Tylko Samuel wiedział, w którym porcie znajdowały się rękawiczki na drugą rękę i też pojawił się na tamtejszej licytacji. Na jednej i drugiej kupił rękawiczki za bezcen, potem je skompletował i oczywiście zarobił krocie. Pieniądze zainwestował w produkcję pierwszego w historii kina filmu pełnometrażowego zatytułowanego „Mąż Indianki” („The Squaw Man”), ponieważ już od 3 lat był wspólnikiem w firmie producenckiej The Jesse L. Lasky Feature Play Company.

Nazwisko dał firmie brat żony Samuela, który był aktorem i który jednak odsunął szwagra od całego procesu produkcji filmowej, uznając, że może się zająć jedynie zdobywaniem pieniędzy na kręcenie filmów. I w tej dziedzinie Samuel rzeczywiście był nie do pobicia. Gdy okazało się, że firma nie otrzyma kredytu na wyprodukowanie „Męża Indianki”, a chodziło o niebagatelną wtedy kwotę 47 tys. dol., Samuel wykupił ogłoszenia w gazetach. Obwieścił w nich, że firma będzie produkowała rocznie 12 pełnometrażowych filmów i jeśli dystrybutorzy mają zamiar je rozpowszechniać, to muszą wcześniej wpłacić depozyt.

Filmy pełnometrażowe były wtedy absolutną nowością, nic tedy dziwnego, że dystrybutorzy prześcigali się, by zapewnić sobie prawo do ich rozpowszechniania. Pieniądze na produkcję „Męża Indianki” napłynęły więc szybko, ale Samuel podjął ryzykowną decyzję niepłacenia Edisonowi licencji za sprzęt do kręcenia filmów. W rewanżu ludzie Edisona zdemolowali dekoracje do filmu. Ekipa filmowa postanowiła więc przenieść się na zachód. Reżyser, którym był Cecil B. DeMille, wysłał do właścicieli firmy w Nowym Jorku depeszę, która zapisała się na trwałe w historii kina: „Przenieśliśmy się do Kalifornii. Potrzebuję zgody na wynajęcie stodoły w miejscu zwanym Hollywood za 75 dolarów miesięcznie. Pozdrowienia”. Lasky i Goldfish odpisali natychmiast: „Zgadzamy się na wynajęcie stodoły, ale tylko z miesiąca na miesiąc. Żadnych długoterminowych zobowiązań. Pozdrowienia, Jesse i Sam”. Stodoła należała do rodziny Sternów i weszła do historii filmu jako pierwsze studio filmowe w Hollywood.

Historia Samuela oraz filmu nabrała rozpędu. Do Kalifornii zaczęli się przenosić także inni producenci, bo była tania, a przede wszystkim dlatego, że panował tam klimat umożliwiający kręcenie filmów przez cały rok.

Premierowy pokaz „Męża Indianki” odbył się 17 lutego 1914 r. i do wiosny zarobił 250 tys. dolarów. W 1916 r., po 6 latach małżeństwa, Samuel rozwiódł się z żoną i pożegnał ze szwagrem sprzedając udziały w wytwórni. Pod koniec tegoż roku, 19 listopada, wraz z braćmi Archibaldem i Edgarem Selwynami założył studio Goldwyn Pictures Corporation. Pierwszy człon nazwy studia wziął się z części liter nazwisk wspólników. „Gold” od nazwiska Goldfisch i „wyn” od końcówki nazwiska Selwyn. Dwa tygodnie później Samuel zrobił rzecz, która rozjuszyła wspólników. Zmienił sądownie nazwisko na Goldwyn i tym sposobem jego nazwisko znalazło się w nazwie wytwórni. W 1922 r. Samuel już sam tylko założył studio filmowe, któremu dał nazwę Samuel Goldwyn Inc. Godsol. Dwa lata później Louis B. Mayer kupił od braci Selwynów studio Goldwyn Pictures Corporation, zmienił jego nazwę na Metro-Goldwyn-Mayer i tym sposobem nazwisko Goldwyn firmuje od tego momentu dwie filmowe wytwórnie.

MGM z ryczącym lwem w czołówce filmu jest bardziej znane na rynku, ale to w studio Samuel Goldwyn Inc. Godsol Szmul Gelbfisz z warszawskich Nalewek wyprodukował więcej znanych filmów. W 1926 r. na ekranach pojawił się obraz „The Winning of Barbara Worth” (w Polsce miał tytuł „Rozpętane żywioły”), od którego zaczęła się kariera Gary Coopera. Niewiele później w filmach produkowanych przez Samuela rozpoczęli swoje aktorskie życie także Cary Grant, Bette Davis, David Niven, Laurence Olivier, Frank Sinatra, Marlon Brando, a jego filmy reżyserowali m.in. Howard Hawks, Joseph Mankiewicz, Otto Preminger.

Gdy Samuel miał 67 lat, a za sobą 37 samodzielnie wyprodukowanych filmów, jego obraz „Najlepsze lata naszego życia” otrzymał w roku 1946 Oscara za najlepszy film.

Do swojej śmierci, od której dzieliło go wtedy jeszcze 28 lat, wyprodukował kolejne 102 filmy. Zdobyły one 10 statuetek Oscara, a dwanaście z nich otrzymało w różnych kategoriach aż 48 nominacji do tej nagrody.

Samuel Goldwyn przeżył wszystkich wielkich twórców światowego kina. Zmarł w 1974 roku.

Andrzej Fliss