Gwałcenie zakonnic

Religious nun in religion concept against dark background

W 1994 roku, a więc ćwierć wieku temu, Irlandka Maura O’Donahue, sporządziła raport o seksualnym wykorzystywaniu zakonnic przez księży Kościoła katolickiego. Maura O’Donahue też była zakonnicą. Raport przekazała do Watykanu. Odzewu nie było żadnego. Watykan milczał jak zaklęty. Po siedmiu latach, w roku 2001, raport został upubliczniony w Internecie. Watykan nadal milczał.
Po jakimś czasie przedstawiciel najwyższych władz tej organizacji religijnej wydał oświadczenie, w którym napisał, że w przypadku przestępstw seksualnych popełnianych przez księży należy się zwracać do lokalnych władz Kościoła katolickiego, ponieważ to do nich należy wyciąganie konsekwencji wobec winowajców w sutannach.
Bezprzykładna bezczelność i arogancja, pycha oraz świadomość pełnej bezkarności.

Maura O’Donahue po raz pierwszy zetknęła się z problemem molestowania zakonnic, gdy przyjechała do Afryki. Szybko stwierdziła, że wiele zakonnic było zarażonych wirusem HIV. Po nitce do kłębka doszła do prawdy. Zakonnice były gwałcone przez księży. Z raportu wyłonił się świat seksualnych niewolnic wykorzystywanych przez księży. Siostry przełożone wielu zakonów były regularnie wzywane, by przysyłać biskupom zakonnice, ponieważ mają oni ochotę na seks. Przełożone, które się na to nie godziły, były zwalniane, a zakażone wirusem HIV kobiety z zakonu wyrzucano. Identycznie postępowano z tymi, które zaszły w ciąże. Niektóre zmuszano do aborcji. To typowe relacje właściciela z niewolnikiem. Gdy dane z raportu wyciekły w Internecie, Watykan wysilił się na lekceważące oświadczenie, że jest to „problem afrykański”. Nie odniósł się do faktu, że przypadki przytaczane przez Maurę O’Donahue dotyczyły 23 krajów, w tym m.in. Brazylii, Irlandii, Włoch, Filipin, Stanów Zjednoczonych. Obłuda Kościoła jest bezprzykładna. Nie ma odniesienia do innych instytucji współczesnego świata.

William H. Kennedy, autor książki pt. „Lucifer’s Lodge” przeprowadził ankietę, której wyniki są szokujące. Okazuje się, że około 40 proc. amerykańskich sióstr zakonnych doświadcza przemocy seksualnej, a trzy na cztery z nich przyznało, że sprawcą był ksiądz lub osoba związana ze środowiskiem religijnym. Wszystkie zakonnice, które zostały seksualnie wykorzystane (dwie na pięć doświadczyło kontaktów intymnych) powiedziały, że odczuwały presję seksualną ze strony religijnych przywódców.

Z raportu Maury O’Donahue, a także relacji innych kobiet (jej raport otworzył usta wielu milczącym dotąd zakonnicom), wyłania się obraz Kościoła jako przytulnego legowiska panów w sutannach, którzy wykorzystując autentyczną wiarę i powołanie kobiet wstępujących do zakonów, podporządkowują je sobie całkowicie, czyniąc z nich służące, sprzątaczki, kucharki, szwaczki i seksualne niewolnice. Robią to ze świadomością pełnej bezkarności, szczególnie w krajach, w których Kościół katolicki utorował sobie pozycję bliskiego współpracownika państwowej władzy.

Mechanizm zniewalania i wykorzystywania kobiet w sposób niepozostawiający domysłów, opisała Doris Reisinger w rozmowie zamieszczonej w „Wysokich obcasach” (dodatek do Gazety Wyborczej) w numerze z 27 kwietnia br. Doris Reisinger wysłała 3 listy do papieża. Opisała w nich swoją wiarę w Boga, która nakazała jej poświęcić się dla niego, także o tym, jak została oderwana od rodziny, pozbawiona wszelkich praw, pogwałcona duchowo, potem zgwałcona przez księdza i molestowana przez kolejnego. Mówi, że nie lubi pytania, dlaczego postanowiła zostać zakonnicą, ale odpowiada na nie, by ci, którzy je zadają, zrozumieli zarówno jej motywacje, jak i mechanizm wykorzystywania kobiet przez Kościół.

Moja rodzina – opowiada – była bardzo religijna. (…) byliśmy biedni. (…) Wiara była dla moich rodziców oparciem. Nie mieli pieniędzy, przyjaciół, mieli problemy zdrowotne wynikające z biedy (…). Nie mieli nic, ale mieli modlitwę, która dawała im pocieszenie. Moi rodzice byli fanatykami religijnymi. (…) dla mnie wiara była, tak jak dla nich, jedyna rzeczą, która nadawała życiu sens. Miałam poczucie, że choć nasze życie jest trudne, to Bóg się o mnie troszczy”.

Doris Reisinger nie wstąpiła do zamkniętego klasztoru, lecz do wspólnoty katolickiej o nazwie „Das Werk” („Dzieło”). To otwarta wspólnota międzynarodowa mająca swoje siedziby na całym świecie, m.in. w Rzymie, Jerozolimie, Oksfordzie. Doris była świetną uczennicą, skończyła bardzo dobre liceum, o studiach, ze względu na biedę swojej rodziny, nawet nie myślała, a nikt jej nie poinformował, że może ubiegać się o stypendium. Po skończeniu liceum „poczułam, że Bóg mnie wzywa. Zakon był dla mnie naturalną drogą”. Do domu wspólnoty „Das Werk” wstąpiła w austriackim Thalbach. Po jakimś czasie została przeniesiona do ośrodka wspólnoty w Rzymie: „Szybko się okazało, że nie ma wielkiej różnicy, w którym mieście jestem, bo we wszystkich miejscach zajmuję się jedynie sprzątaniem, modlitwą, siekaniem warzyw w kuchni. Tak od tego momentu miało wyglądać moje życie. (…) Cieszenie się czymkolwiek było postrzegane jako grzech. (…) W „Das Werk”, jak i w wielu innych religijnych wspólnotach, u podstaw życia konsekrowanego leży idea, że jest coś większego niż ja, czemu służę. To oznacza tak naprawdę, że ja i moje potrzeby, życzenia, pragnienia nie są ważne. Moim celem jest służyć. Dopóki to robię, wszystko jest OK. „Ta służba przyniesie ci radość” – mówi się siostrom. (…) W dodatku w tej społeczności, co jest charakterystyczne dla katolicyzmu, uświęcona jest idea cierpienia. (…) I ja w to wierzyłam. Idee służby i cierpienia są połączone. (…) masz być tylko dla innych (…), masz się wyrzec siebie do momentu, aż znikasz. (…) Stałam się łatwą ofiarą. Nagle z dnia na dzień z mojego życia znikły gazety, książki, nawet jakakolwiek rozmowa. Gdy kiedyś przy stole chciałam porozmawiać o czymś poważnym z innymi siostrami, przełożona zwróciła mi uwagę: „Siostro Doris, musisz stać się bardziej pokorna. Jesteś zbyt dumna”. Miałyśmy rozmawiać o sprawach kuchennych, a najlepiej wcale”.

Sposób traktowania nowicjuszek w klasztorze i wspólnotach katolickich ma na celu wypranie ich z osobowości, uczynieni bezwolnymi istotami dla przełożonych. Unicestwia się także ich cielesność i oczywiście seksualność. Na pytanie, czy myślała o sprawach cielesnych, Doris Reisinger odpowiedziała: „Ten sposób życia bardzo skutecznie temu zapobiegał. Nie dość, że nie miałam już żadnego poczucia wartości, żadnej pewności siebie, to straciłam wszelkie poczuci atrakcyjności. Nosiłyśmy straszne ubrania. Bluzy z długimi rękawami, pod samą szyję, o kilka rozmiarów za duże, by nie było widać naszych kształtów. Nie po to, by chronić nas przed mężczyznami. Po to, by chronić ich przed nami. Byśmy nie stały się dla nich niebezpieczne. Miałam 20 lat i czułam, że moje ciało znikło. Najpierw przestałam myśleć, potem przestałam czuć cokolwiek. Nie czułam nawet bólu fizycznego. (…) przygotowywałam się z innymi nowicjuszkami do ślubów czystości. To jeden z trzech ślubów ewangelicznych – ślubuje się czystość, życie w ubóstwie i całkowite posłuszeństwo. U nas ślubowało się najpierw zachowanie cnoty. To było wielkie święto, w którym uczestniczyli księża i biskup, celebrowanie dziewictwa.

Ksiądz przełożony domu, w którym Doris opiekowała się biblioteką, nadzorował jej prace. To był ksiądz, który był odpowiedzialny za przygotowanie jej do ślubów dziewictwa. I ten ksiądz ją zgwałcił. „Pewnego dnia po modlitwie wieczornej – opowiada Doris Reisinger – przyszedł do mojego pokoju, ale nie powiedział ani słowa. Od razu zaczął mnie rozbierać. W kilka sekund wiedziałam, co się stanie. I natychmiast wiedziałam, że będę musiała milczeć. Bo i tak nikt mi nie uwierzy. I jeszcze miałam takie głupie przekonanie, że muszę milczeć, by chronić tę wspólnotę. Kościół. (…) Najgorsze było dla mnie to, że odebrał mi dziewictwo. A ono było esencją mojego życia. (…) Po gwałcie nie czułam już nic. Byłam otępiała. Nie płakałam. (…) Bałam się wyspowiadać we wspólnocie. Wymknęłam się do pobliskiego proboszcza. Wszystko mu wyznałam. Powiedział: „Jesteś narzędziem diabła”. (…) Powiedział, że opętał mnie szatan i że skrzywdziłam całą wspólnotę. Moje życie, moja krzywda się dla niego nie liczyły. (…) Ksiądz, który mnie zgwałcił, wracał do mnie, zrobił to jeszcze kilka razy”.

Gdy Doris zwróciła się do księdza, do którego miała zaufanie (dziś jest podsekretarzem Kongregacji do spraw Edukacji Katolickiej w Watykanie), był zszokowany i przerażony, „ale pierwsza rzecz, którą powiedział, to że czuje ulgę, iż jestem pełnoletnia. Gdybym była niepełnoletnia, musiałby zgłosić sprawę. Zachęcił mnie, bym porozmawiała ze swoją siostrą przełożoną. (…) Wściekła się. Zachowywała się jak oszalała. Nigdy wcześniej i później nie widziałam, żeby ktoś tak wrzeszczał. (…) Kolejną osobą, do której się zgłosiłam, była matka przełożona z Austrii. Zwróciłam się do niej, płacząc. Powiedziała, że jest mną rozczarowana. (…) Gdy do Rzymu przyjechał ojciec przełożony i mu opowiedziałam, co mnie spotkało, przeprosił mnie za to, co mi zrobił tamten ksiądz i poradził, bym już więcej o tym nie rozmyślała. On ze swojej strony pomodli się za niego i wszystko będzie już dobrze”.

Widząc ten ogromny fałsz i obłudę panujące w Kościele katolickim, w którym toleruje się i skrzętnie skrywa przestępstwa seksualne księży, Doris Reisinger wystąpiła ze wspólnoty „Das Werk”. Na uniwersytetach w Rzymie i Freiburgu skończyła filozofię oraz teologię. Wyszła za mąż, ma dziecko, pracę zawodową i akademicką. Napisała książkę o traktowaniu i wykorzystywaniu zakonnic w Kościele katolickim. Pisze artykuły, występuje telewizji. Wzywa zakonnice, by nie milczały, by głośno mówiły o tym, jak są traktowane przez ich władców w sutannach, którzy każdą czynność związaną z ich wykorzystywaniem tłumaczą pragnieniem Boga. Pani Reisinger bierze udział w konferencjach i seminariach. W listopadzie 2018 r. wzięła udział w konferencji organizacji Voices of Faith działającej na rzecz praw kobiet w Kościele katolickim. – W Rzymie atmosfera była niesamowita – opowiadała. – Przywiozłam stamtąd pod powiekami obraz przestraszonych biskupów kryjących się w swoich drogich samochodach, uciekających przed ludźmi, by schronić się w murach Watykanu, bezsilnych.

Ludziom zastraszanych przez księży, że to oni są tymi, którzy przekazują wolę Boga i jego przykazania, jak wierni mają żyć, co jest grzechem, a co nie, mówi przy każdej okazji: Osoba, która mówi, że wie lepiej, czego Bóg chce i kim Bóg jest, jest po prostu śmieszna i niebezpieczna. Nikt nie wie, kim jest Bóg i czego chce.

Krzysztof Pipała