Gwałcił, dusił, rozpuszczał w kwasie

str-25-javed-iqbal

Ta historia jest po wielekroć przerażająca. Zarówno ze względu na spiętrzenie zabójstw w czasie, okrucieństwo, nade wszystko osobowość mordercy, który każdą swą zbrodnię opisał, umieszczając obok tekstu zdjęcia swoich ofiar, ich wiek i nazwiska. Przyznanie się do winy, z podaniem konkretów, przesłał do lokalnej gazety, a nieporadność policji sprawiła, że mając wiele faktów podanych „na tacy” długo nie mogła go namierzyć. Portret psychologiczny tego wielokrotnego mordercy odbiega od przeciętnych i powtarzających się cech seryjnych zabójców.

Miejscem porażającego dramatu stu młodych chłopców było Lahore, drugie pod względem liczby mieszkańców miasto Pakistanu. Jego ludność liczyła w 1998 r. nieco ponad 5 mln osób (w roku 2017 już 11,1 mln). W tym ogromnym mieście żyły tysiące dzieci, kilku- i kilkunastoletnich, zarówno bezdomnych, jak i posiadających rodziny, którymi jednak nikt się nie interesował. Były zdane na własny los, na swoją zaradność.

Nazwa państwa – Islamska Republika Pakistanu – jednoznacznie wskazuje, że jest to kraj muzułmański (drugi pod tym względem na świecie), ale jak to w każdym religijnym kraju bywa, jeśli normy religii krępują w jakiś sposób życie obywateli, to te normy są po prostu omijają. Koran zakazuje na przykład związków homoseksualnych, bezwzględnie potępia pedofilię, ale wielu starszych Pakistańczyków zatrudnia młodych chłopców, często jeszcze dzieci, jako służących i swoich kochanków. I wcale się z tym nie kryje, wręcz afiszuje, ponieważ posiadanie młodego kochanka jest wyrazem wysokiego statusu społecznego. Po placach i ulicach Lahore krążyły tysiące młodych chłopców, dla których każda rupia była na wagę przeżycia kolejnego dnia. Nawiązanie szybkiego kontaktu z takim dzieckiem i zaoferowanie mu roli służącego, nie stanowiło najmniejszego problemu.

Javed Iqbal urodził się w roku 1961, w roku 1998 miał już więc 37 lat, był dwukrotnie rozwiedziony, miał dwoje dzieci, ale mieszkał sam w trzypokojowym, nie najlepiej utrzymanym mieszkaniu. Był średniego wzrostu, okulary w rogowych oprawkach nie przysłaniały jego życzliwego spojrzenia, a siwiejące włosy na skroniach dodawały mu łagodności. Nikt by nie powiedział, że tego człowieka w ogóle stać na przerażające swym okrucieństwem morderstwa. A jednak…

Miejscem, z którego Javed Iqbal zabierał młodych chłopców „na służbę” w swoim domu był ogromny plac targowy okalający w Lahore pomnik bojowników o islam (Mina-i-Pakistan). Kłębił się tam zawsze tłum ludzi – kupujących i sprzedających, turystów, pielgrzymów. W takim tłumie łatwo pozostać anonimowym, łatwo zdobyć zaufanie uganiającego się za każdą rupią dziecka, zaproponować mu pracę i odejść niezauważonym. Podczas sześciu miesięcy na przełomie lat 1998 i 1999 Javed Iqbal wyprowadził z tego tłumu stu chłopców, zaprowadził do swojego domu, gdzie zniknęli. Poraża fakt, że przez sześć miesięcy nikt nie zauważył zniknięcia tych dzieci, nikt ich nie szukał. Były, żyły, zniknęły bez śladu. W takich okolicznościach łatwo mordercy znaleźć ofiary i pozostać anonimowym.

Ta obojętność, a może nie obojętność, lecz niezauważanie nieobecności dziecka, są równie przerażające co sama zbrodnia. Trudno bowiem uznać, że każda ze stu ofiar bezlitosnego mordercy nie miała obok siebie przynajmniej jednej bratniej duszy, która by się jej losem, nieobecnością nie zainteresowała. Wszystko wskazuje jednak, że jest to efekt absolutnego braku zaufania do tej instytucji pakistańskiego państwa jaka jest policja. Jedna z matek zamordowanego chłopca powiedziała, że przez myśl jej nawet nie przeszło, by pójść na posterunek policji i zgłosić zaginięcie swego dziecka, bo każdy petent jest tam traktowany jako intruz.

Co robił z dziećmi zaprowadzonymi do swego domu dobrotliwie wyglądający Javed Iqbal?

Postępował rutynowo. Najpierw podawał dziecku jakiś napój z silnym środkiem uspokajającym, a gdy ofiara stawała się osłabiona gwałcił ją i niemal natychmiast powoli dusił owinąwszy wcześniej wokół jej szyi sznur od żelazka. Zwłoki chłopców ciął na kawałki i rozpuszczał w beczce z kwasem. Gdy były już w stanie płynnym początkowo wylewał zawartość do pobliskiego ścieku, a gdy sąsiedzi zaczęli się skarżyć na smród, do pobliskiej rzeki. Wszystko wskazuje na to, że morderca z Lahore mógłby jeszcze długo mordować i pozostawać bezkarnym, ponieważ nikt nie zgłaszał zaginięcia dzieci i chłopców.

Zbrodnie wyszły na jaw dopiero wtedy, gdy sam je ujawnił.

W tym samym dniu wysłał dwa listy. Jeden do miejscowej gazety, drugi na policję. Zawierały tę samą treść. Zaczynały się następująco: Wykorzystałem seksualnie sto dzieci, a następnie je zabiłem. Wszystkie szczegóły morderstw są zawarte w pamiętniku i 32-stronicowym notatniku, który zostawiłem w pokoju, a także wysłałem do władz. To jest moje zeznanie – spowiedź.

Policjanci wyrzucili list do kosza uznając, że są to wyznania jakiegoś wariata, natomiast dziennikarze miejscowej gazety natychmiast pojechali pod wskazany przez Javeda adres jego domu. Gdy policja dowiedziała się, że media jednak zainteresowały się tą sprawą, funkcjonariusze również tam wyruszyli.

Na ścianach mieszkania Javeda były plamy krwi, w niektórych miejscach krwawe odciski dłoni, sznur od żelazka i dziesiątki zdjęć chłopców zrobione tuż przed ich zamordowaniem. Najmłodsze miało 6 lat. W rogu jednego pokoju znaleziono kilka plastikowych toreb z butami i ubraniami zamordowanych dzieci. Każdy przedmiot miał karteczkę z napisem informującym do kogo dany przedmiot należał. Javed nie usunął też beczki z kwasem, w której znajdowały się jeszcze resztki zwłok ostatniej ofiary. Na kartce oprawca napisał, że zostawił ją specjalnie, na dowód tego, że nie kłamał. Dziennikarze i policjanci byli w szoku.

Rozpoczęło się polowanie na Javeda. Bezskuteczne. Trwałoby pewnie długie miesiące i lata, ale 30 grudnia 1999 roku Javed Iqbal ujawnił się. Przyszedł po prostu do redakcji lokalnej gazety, powiedział kim jest i poczekał na przyjazd policji.

Podczas procesu nie udało się uzyskać wiarygodnej informacji, co pchnęło tego człowieka do trwającego 6 miesięcy szaleństwa zbrodni, dlaczego każde morderstwo skrupulatnie opisywał i dlaczego postanowił się ujawnić.

W Pakistanie większość procesów o morderstwo odbywa się z wyłączeniem jawności, ale w tym przypadku był on otwarty dla mediów i społeczeństwa. Wyrok był równie okrutny, jak dokonane przez Javeda morderstwa. Egzekucja miała być publiczna. Javed miał zostać powieszony na placu targowym na sznurze, którym dusił swoje ofiary, a jego zwłoki miano poćwiartować na kawałki i rozpuścić w kwasie. Wyrok wywołał protesty nie tylko w Pakistanie.

Ostatecznie Javeda znaleziono uduszonego prześcieradłem w więziennej celi. Uznano to za samobójstwo, mimo że znaleziono ślady wskazujące, że przyczyna jego śmierci mogła być inna.

Robert Suliński