Historia grabieży narodowego dziedzictwa kultury

W roku 1817 austriacki cesarz Franciszek I zaaprobował przedstawiony przez hrabiego Józefa Maksymiliana Ossolińskiego dokument „Ustanowienia familijnego”, który był aktem założycielskim Zakładu Narodowego Ossolińskich. Intencją założyciela było utworzenie instytucji, która gromadziłaby przede wszystkim zbiory biblioteczne, dokumentujące historię Polski i historię jej kultury, a także inne zabytki kultury, przede wszystkim polskiej. Podstawą Ossolineum była bogata kolekcja hrabiego, gromadzona przez niego podczas lat pracy w Wiedniu. W akcie założycielskim jako miejsce utworzenia biblioteki tej instytucji wskazano Lwów. W roku 1817, niemal 150 lat przed zakończeniem II wojny światowej, fundator Zakładu Narodowego Ossolińskich uważał Lwów za najbezpieczniejsze miejsce zachowania najcenniejszych zabytków polskiego piśmiennictwa i do głowy mu nie przyszło, że mogłoby być inaczej. Czasy przyszłe miały jednak rządzić się brutalnym prawem silniejszego.

Józef Maksymilian Ossoliński był wyjątkową postacią dla polskiej kultury epoki Oświecenia. Obracał się w ścisłym gronie przyjaciół ostatniego polskiego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, był redaktorem „Zabaw przyjemnych i pożytecznych”- oficjalnej gazety słynnych „obiadów czwartkowych”. W kręgu jego zainteresowań znajdowała się historia i historia literatury; był pisarzem, poetą, działaczem kultury. Urodził się w Woli Mieleckiej koło Mielca, którego właścicielem wraz z przylegającymi włościami, był jego ojciec.

Wiedeń

Po rozbiorach Polski, gdy majątek Ossolińskich znalazł się w granicach administracyjnych zagarniętej przez Austriaków Galicji, działalność Józefa Maksymiliana coraz bardziej zbliżała się do stolicy austriackiej monarchii. Na stałe zamieszkał w Wiedniu w 1795 r., poświęcając się pracy naukowej i pasji bibliofila, gromadząc w ciągu kilkunastu lat imponujące zbiory biblioteczne, numizmatyczne, grafiki i malarstwa. Zajmował bardzo wysokie stanowiska w cesarskiej administracji, m.in. w 1809 r. został prefektem Nadwornej Biblioteki Cesarskiej i podczas wkroczenia wojsk Napoleona skutecznie obronił jej zbiory przed francuską grabieżą.  Od początku XIX w. był członkiem warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, a 8 lat później został honorowym członkiem analogicznej instytucji naukowej w Getyndze oraz w kilku innych ośrodkach naukowych ówczesnej Europy. W 1820 r. Uniwersytet Lwowski nadał mu honorowy doktorat z filozofii, a cesarz Franciszek I mianował najwyższym marszałkiem koronnym i udekorował orderem Stefana.

Lwów

Józef Maksymilian zmarł w 1826 r., a rok później, czyli dziesięć lat po założeniu Zakładu Narodowego Ossolińskich, jego ogromne i cenne zbiory zostały przewiezione do Lwowa. Nie mogło do tego dojść wcześniej, ponieważ przewidziana na ich lokalizację siedziba nie była gotowa na ich przyjęcie. Dla tego celu J.M. Ossoliński jeszcze przed rokiem 1817 nabył zrujnowane obiekty kościoła i klasztoru Karmelitanek trzewiczkowych, które należało wyremontować i zaadaptować dla potrzeb Ossolineum. Remontem obiektu zajmował się generał Józef Bem, z zawodu architekt.

Podczas starań o założenie Ossolineum Józef Maksymilian zaproponował Henrykowi Lubomirskiemu, by do siedziby przyszłego Zakłady Narodowego Ossolińskich przeniósł z rodowej siedziby w Przeworsku swoją cenną kolekcję sztuki. Lubomirski wyraził aprobatę dla tej propozycji i nie zrezygnował z niej po śmierci Józefa Maksymiliana. Do przeniesienia kolekcji doszło w 1869 r., a dwa lata później, w ramach Zakładu Narodowego Ossolińskich, otwarto Muzeum Książąt Lubomirskich.

Przez ponad sto lat Ossolineum stanowiło centrum życia naukowego i kulturalnego nie tylko Lwowa, ale całej Galicji. Przez wszystkie te lata jego zbiory stawały się coraz bogatsze za sprawą prywatnych donatorów, którzy uważali, że wartościowe pamiątki dotyczące nauki i kultury polskiej powinny wzbogacić kolekcję Zakładu Narodowego Ossolińskich. Taka była powszechna świadomość polskiego społeczeństwa. Aż nastał wrzesień 1939 r.

Pierwsza okupacja sowiecka nie przyniosła większych strat. Sowieci ukradli przede wszystkich wszystkie złote i srebrne depozyty umieszczone tam przez polską arystokrację i ziemiaństwo. Bolszewicy zlikwidowali status prawny Ossolineum, tworząc zeń filię Akademii Nauk ZSRR. Więcej szkód nie zdążyli wyrządzić, uciekając w popłochu w czerwcu 1941 przed Niemcami. Niemcy też nie dokonali większych grabieży, nie licząc zbioru 26 rysunków Albrechta Duerera, które w lipcu 1941 przewieźli do Berlina. Hekatomba Ossolineum nastąpiła w sierpniu 1944 r., gdy sowieci po raz drugi zajęli Lwów i na mocy traktatu jałtańskiego włączyli to miasto w granice swojego zbrodniczego imperium.

Sowieckie łapy

Po zakończeniu II wojny światowej w zbiorach bibliotecznych Ossolineum znajdowało się 760 tysięcy tomów książek (włącznie ze starymi drukami), 170 tys. czasopism, 17 500 rękopisów, 3100 dyplomów i dokumentów, 10 130 autografów. Zbiory kartograficzne liczyły 9247 pozycji, muzykologiczne 4,5 tys., zbiory grafiki, rysunku i fotografii ponad 100 tys. pozycji. Zasoby zbiorów muzealnych to 1700 obrazów, 500 rzeźb, 6,4 tys. pamiątek historycznych oraz 1800 sztuk zabytkowej broni.

Bolszewicko-ukraińskim grabieżcom tylko na ich drobnej części nie udało się położyć łapy. Stało się tak dzięki profesorowi Mieczysławowi Gębarowiczowi, który podczas okupacji niemieckiej kierował Ossolineum. Gdy w 1944 r. Niemcy zarządzili ewakuację zbiorów, wydali instrukcję, że ma ona objąć jedynie niemiecką literaturę fachową oraz księgozbiory podręczne czterech czytelni głównych. Profesor Gębarowicz zignorował niemieckie zalecenia i dzięki niemu sowieci nie zagarnęli później rękopisów „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza, całej spuścizny rękopiśmiennej Juliusza Słowackiego włącznie z autografami „Mazepy”, „Lilii Wenedy”, „Króla Ducha”, także „Ślubów panieńskich”, „Zemsty” i „Dożywocia” Aleksandra Fredry, autografu „Potopu” Henryka Sienkiewicza, „Chłopów” Władysława Reymonta, czy autografów Józef Konrada Korzeniowskiego. W niemieckich kufrach profesor Mieczysław Gębarowicz ukrył także inne rękopisy, rysunki, grafiki, stare druki. Kufry wylądowały w piwnicach Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie, ale później Niemcy postanowili przewieźć je do jednej z miejscowości koło Złotoryi, gdzie dotrwały bez uszczerbku do końca wojny i w 1947 r. utworzyły zaczątek reaktywowanej we Wrocławiu Biblioteki Ossolińskich.

Ukraiński nacjonalizm

To co udało się uchować przed radziecką grabieżą stanowiło niecałe 10 proc. całości zbiorów. We Lwowie został na przykład unikatowy zbiór prasy polskiej, przez 50 lat niezabezpieczony. Nie tylko ideologiczna głupota, ale też ukraiński nacjonalizm sprawił, że dużą część zbiorów po prostu zniszczono. Już w 1944 r. rozpoczęto we Lwowie, kierowaną przez Ukraińców z Muzeum Sztuki Ukraińskiej „akcję oczyszczania zbiorów muzealnych i bibliotecznych z dzieł szkodliwych” poprzez gromadzenie zbiorów i eksponatów „niepoprawnych ideologicznie”. Niejaki Z. Litwin, sekretarz komunistycznej partii we Lwowie, podjął decyzję, że „niewygodne eksponaty polskie”, które zgromadzono podczas tej akcji (mieściły się w 70 skrzyniach) mają zostać trwale unicestwione. Nigdy nie dowiemy się, jakie to były zbiory, ponieważ nie zachował się nawet ich spis, a ich zniszczenia dokonano w latach 1949-1952.

Wcześniej, w latach 1946 – 1947, gdy Polska domagała się zwrotu zbiorów Ossolineum, Ukraińcy dokonali ich podziału wedle zasady, że wszystkie zbiory odnoszące się do ziem na wschód od linii Curzona, dotyczące zarówno Ukrainy, jak również Rosji, Białorusi, Podola, Wołynia, Litwy, Turcji itd. mają pozostać we Lwowie. Był to oczywisty dyktat z pozycji siły i ta zasada dotyczyła także materiałów, w których była chociażby jedna tylko wzmianka odnosząca się do terenów „zachodniej Ukrainy”.

Ukraińcy planowali przekazać Polsce ledwie 30 tys. tomów. Po długich targach stronie polskiej udało się odzyskać 150 tys. starych druków i rękopisów, co stanowiło około 15 proc. całości zbiorów bibliotecznych.

W całości natomiast Ukraińcy zagrabili kolekcję malarstwa, w tym także malarstwa polskiego, widocznie uważając za artystów „zachodniej Ukrainy” takich malarzy jak Jan Piotr Norblin, Marceli Bacciarelli, Henryk Rodakowski, Artur Grottger, Jan Matejko, Aleksander Gierymski, Leon Wyczółkowski, Józef Chełmoński, Józef Mehoffer, Stanisław Wyspiański, Olga Boznańska, Jacek Malczewski.

Jeśli więc któryś z naszych Czytelników będzie chciał poznać historię malarstwa polskiego od XVI wieku do początków II wojny światowej, będzie musiał udać się do ukraińskiego dziś Lwowa. Zbiory malarstwa polskiego pochodzące z kolekcji Muzeum Książąt Czartoryskich i Ossolineum liczą około dwóch tysięcy płócien i są chlubą obecnej Lwowskiej Galerii Obrazów.

PS. W poprzednim wydaniu naszej gazety pisaliśmy o Kolekcji Lanckorońskich i o tym, że jej właściciele także chcieli ją przed wojną przenieść do Lwowa. Całe szczęście, że do tego nie doszło, bo spotkałby ją los dzieł sztuki i kultury gromadzonych przez Józefa Maksymiliana Ossolińskiego, Henryka Lubomirskiego i kontynuatorów ich narodowego dzieła.

Jacek Stachiewicz