Innowacyjność po polsku

str-25-innowacyjnosc-po-polsku

Po dwóch latach pompowania w polskie przedsiębiorstwa miliardów euro na zwiększenie innowacyjności polskiej gospodarki rozmawiałem z pracownikiem naukowym jednej z lepszych uczelni niepublicznych, który zajmował się innowacyjnością przedsiębiorstw. Starł się mi udowodnić, że jeśli prowadzący firmę statystyczny Kowalski miał tylko kalkulator, a kupił do firmy komputer, to znaczy, że dokonał w niej innowacji. Kupno komputera, artykułu pierwszej potrzeby niemal w każdym domu i w każdej firmie, oznaczało innowację. I taki przedsiębiorca mógł się starać o dofinansowanie zakupu komputera z funduszy unijnych przeznaczonych na wzrost innowacyjności polskich przedsiębiorstw. Nie ma danych statystycznych, które pozwoliłyby dać odpowiedź na pytanie, ile milionów euro zostało wydanych z działu „innowacyjna gospodarka” i w jakim stopniu (pomijając stopień iluzoryczności) zwiększyła się w ten sposób innowacyjność polskiej gospodarki.

Wiadomo natomiast na pewno, że w chwili obecnej polska gospodarka wlecze się w ogonie Europy pod względem innowacyjności i gdyby nie takie kraje jak Rumunia, Bułgaria oraz Chorwacja, byłaby tej statystyki czerwoną latarnią.

W opracowaniu European Innovation Scoreboard 2019 uszeregowano kraje Unii Europejskiej pod względem innowacyjności ich gospodarek na podstawie ujętego w punkty współczynnika.

Polska, jak już pisaliśmy, zajęła w tym zestawieniu czwarte miejsce od końca, uzyskując 61,1 pkt. Unijna średnia została obliczona na poziomie 108,8 pkt. Przekroczyło ją 11 państw. Liderami rankingu są kraje skandynawskie. Pierwsze miejsce, tuż przed progiem 150 pkt. zajmuje Szwecja, o krok za nią jest Finlandia, potem Dania i następnie trzy kraje Beneluksu: Holandia, Belgia oraz Luksemburg. Niemcy są dopiero na 7. miejscu, Wlk. Brytania tuż za Niemcami, zaś Francja, na 11. pozycji, zamyka stawkę krajów, których poziom przekracza unijną średnią.

Od liderów dzielą więc Polskę przysłowiowe „lata świetlne”, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że w Finlandii i całej Skandynawii jest najnowocześniejszy system edukacji, to przestaniemy się dziwić. Tam w procesie edukacji stawia się na rozwijanie zdolności kreatywnych człowieka, w Polsce na jego ideologiczną zgodność z nauką Kościoła. W krajach cywilizowanych minister, który zdemolował sprawnie działający system edukacji stanąłby przed Trybunałem Stanu, Anna Zalewska, która dokonała tego w Polsce pod patronatem Jarosława Kaczyńskiego, będzie w nagrodę zarabiać ok. 1, 5 mln zł rocznie jako euro posłanka. W rządzonym przez PiS kraju nad Wisłą wszystko, jak widać, postawione jest na głowie w porównaniu z czołowymi krajami Europy.

Od dawna wiadomo, że innowacyjność w gospodarce jest cechą firm prywatnych, w Polsce Kaczyńskiego repolonizuje się wszystko, co się da. W rękach państwa, czytaj – PiS, jest w tej chwili niemal cała branża energetyczna i paliwowa oraz dwa największe banki. W tych firmach są miliardy złotych do wydania, ale nie na zwiększenie innowacyjności polskiej gospodarki, lecz na wynagradzanie swoich, posłusznych władzy i jej żądaniom.

Od lat pokutuje w oglądzie polskiej gospodarki przekonanie, że jej siłą są małe i średnie firmy, ale w tych firmach innowacyjność jako taka prawie nie istnieje. Innowacyjnoś

jeśli się rodzi, to w dużych firmach i korporacjach, najczęściej zaś jest przywożona z zagranicy przez firmy, które uznały, że koszty produkcji nadal są w Polsce niższe niż gdzie indziej i w kraju nad Wisłą opłaca się im prowadzić produkcję. Tak jest na przykład niemal z całą Doliną Lotniczą, której stolicą jest Rzeszów. Firm z polskim kapitałem jest tam i owszem, sporo, ale pod względem innowacyjności mają one niewielkie znaczenie.

Jedna z polskich gazet wyszukała 7 polskich firm, które po upadku PRL przebiły się na rynki światowe bez niczyjej pomocy. Są w tym gronie dwie produkujące kosmetyki (Ziaja oraz Inglot), jedna odzieżowa (LPP z markami Reserved, Cropp, Mohito, House, Sinsay), Nowy Styl – producent krzeseł, Wielton – jeden z największych w Europie producentów naczep, przyczep i zabudów samochodowych, Fakro – producent okien z Nowego Sącza, w którego skład wchodzi 12 spółek produkcyjnych zlokalizowanych w Polsce, Rosji, Chinach i na Ukrainie, no i wreszcie jedna jedyna, która ma do czynienia z technologiami informatycznymi, czyli Projekt Grupa kapitałowa CD Projekt, producent gier komputerowych.

Gdzie się podziały miliardy euro wydane na wywindowanie na wyższy poziom innowacyjności polskiej gospodarki? Tak naprawdę to trudno powiedzieć. Zapewne każda firma coś tam skubnęła z funduszy na innowacyjność, kupiła jakąś wydajniejszą maszynę, ale tak cichcem, by nie rzucać się w oczy, a przede wszystkim nie zaszkodzić sobie. Bo w Polsce ciągle jeszcze pokutuje podejrzliwość, która po dojściu PiS do władzy wzmogła się kilkakrotnie. O! Coraz lepiej mu się wiedzie! To znaczy, że ukradł. Nie ma się z czego drodzy kanadyjscy Czytelnicy śmiać. Polska jest nadal krajem o najniższym zaufaniu rodaków względem siebie i względem instytucji, które są teoretycznie dla nich i ich reprezentują. Ta nieufność przekłada się na wiele procesów, także na procesy gospodarcze i siłą rzeczy także na innowacyjność w tej sferze.

Henryka Bochniarz, ma za sobą karierę ministra przemysłu i handlu w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego, wiceprezesa zarządu Boeing International na Europę Środkowa i Wschodnią, ale 20 lat temu była współzałożycielką Konfederacji Pracodawców Lewiatan i do czerwca br. jej szefową. Z racji tej funkcji rozmawiała setki, o ile nie tysiące razy z właścicielami małych, średnich oraz dużych firm. I ma podstawy do tego, by obalać stereotyp o innowacyjności małych i średnich przedsiębiorstw, które rzekomo (zdaniem polityków) ciągną do przodu polską gospodarkę.

Nie widać procesu rośnięcia firm – mówi Henryka Bochniarz. – Zwłaszcza przedsiębiorcy w małych miejscowościach nie chcą przekroczyć granicy bezpieczeństwa. Doświadczenie podpowiada im, że lepiej się nie wyróżniać. Za dużo nie inwestują. Mali przedsiębiorcy tkwią w swych poglądach na wiele rzeczy, przyzwyczajeni do swego statusu i sposobu robienia interesów. (…) Dla tych małych najważniejsze jest to, by urzędnik skarbowy nie miał do nich pretensji. To wyjaśnia, dlaczego nie starają się rosnąć. Wolą być niezauważalni. (…) Nie są innowacyjni. Innowacje kosztują i powstają w dużych korporacjach. Za to przedsiębiorcy mają niesamowitą zdolność przystosowania się do warunków, które często nie są przyjazne. To m.in. dlatego Polska uniknęła kryzysu w 2008 i 2009 roku. Zwykle ni e biorą kredytów, więc sytuacja w bankach ich nie dotknęła. Finansują się sami, pożyczają od rodzin. Czasami myślę, że byłoby lepiej, gdyby kryzys nas mocniej dotknął, gdyż wymusiłby zmianę struktury gospodarczej, zlikwidowałby najsłabsze firmy, inne zmusiłby do łączenia się. Przez to, że przeszliśmy sucha nogą przez kryzys, wszystko zostało, jak jest. Kryzys jest wymuszonym sposobem na restrukturyzację gospodarki przedsiębiorstw, który w długiej perspektywie może mieć pozytywne efekty.

Polski rząd doszedł do wniosku, że najlepszym sposobem na pobudzanie innowacyjności jest finansowanie start-upów. I to robi. I słusznie. Ale jak zwykle, nie do końca. Okazuje się, że wtedy, gdy start-upy wchodzą w najtrudniejszy okres, a jest nim drugi i trzeci rok działalności, pozostają bez wsparcia. Zachodzi więc obawa, że najlepsi, którzy ten okres przetrwają, wyemigrują za granicę. Pani Bochniarz ma też swoje krytyczne zdanie dotyczące planów wielkich inwestycji zapowiadanych przez premiera Morawieckiego.

Hasło „milion samochodów elektrycznych” było szalenie naiwne – twierdzi pani Bochniarz. – Światowe koncerny przeznaczają na projekty samochodów elektrycznych lub wodorowych dziesiątki miliardów dolarów, a u nas rząd stworzył spółkę dysponującą kilkudziesięcioma milionami złotych, która zaczęła od rozpisania konkursu na design samochodu. To dziecinada.

Bardzo smutna dziecinada. I taka sama innowacyjna przyszłość polskiej gospodarki.

Andrzej Hetnar