Jacqueline Kennedy-Onassis – najsłynniejsza kobieta XX wieku

jacqueline-onassis

Osoby z otoczenia Kennedych twierdzą, że jeśli istniała kobieta, którą John potrafił kochać, to była to jego żona Jackie. Nie przeszkadzało mu to jednak w nawiązywaniu dziesiątek romansów, w poddawaniu się krótkotrwałym zauroczeniom i uwodzeniu innych kobiet. Te łatwo mu ulegały – władza to najsilniejszy afrodyzjak, a on był najpotężniejszym człowiekiem świata. Jackie wiedziała o każdej kobiecie w życiu męża. Zgadzała się na jego romanse pod warunkiem, że był ostrożny. Nie oznacza to jednak, że nie bolały jej zdrady męża.

Swojemu doktorowi, Frankowi Finnerty’emu, zwierzała się z najbardziej intymnych szczegółów małżeństwa. Powiedziała mu kiedyś, że romanse JFK były tak liczne, że nie ma mowy, żeby ona albo on byli w stanie je zliczyć. Jednak to Marilyn Monroe sprawiła, że Jackie straciła pewność siebie. Ekscentryczna artystka mogła w każdej chwili ujawnić relacje łączące ją z prezydentem, niszcząc pozycję i reputację JFK, a z Jackie czyniąc przedmiot kpin i ewentualnej litości. Nie wiadomo do końca, jak naprawdę wyglądały relacje małżonków. Podobno, kiedy Jackie po raz pierwszy przekroczyła próg Białego Domu powiedziała: – To złota klatka z agentami Secret Service i wszystkimi ludźmi tutaj, nigdy nie będę widywała męża. To zrujnuje nasze małżeństwo.

Okazało się jednak, że dzięki temu, że JFK pracował tam, gdzie mieszkał, miała okazję widywać go częściej. – Nie zdawałam sobie sprawy, jakie znaczenie będzie miała fizyczna bliskość jego biura i możliwość widywania go w ciągu dnia – oznajmiła później. Po latach powiedziała, że był to najszczęśliwszy czas w jej życiu.

Nie wiadomo, czy było tak rzeczywiście, czy też Jackie, znana z klasy i taktu, robiła dobrą minę do złej gry. Świadkowie i ludzie, którzy widywali pierwszą parę Ameryki w tym czasie, mówili, że przy innych ludziach zachowywali się wobec siebie niemal obco. Podobno wynikało to z faktu, że JFK miał awersję do dotykania i bycia dotykanym przez innych, jeśli dotyk nie był związany z seksem.

Najlepiej ubrana kobieta świata

W 1960 roku Jackie znalazła się na szczycie światowej listy najlepiej ubranych kobiet świata. Jako Pierwsza Dama nigdy nie została sfotografowana dwa razy w takim samym stroju. Miliony kobiet naśladowało jej styl. Do dziś pozostała ikoną mody, międzynarodowym symbolem elegancji.

Była perfekcjonistką i pedantką. Dbała o swój image. Do każdego oficjalnego wyjścia starannie obmyślała kreacje i dodatki. Kazała służbie prasować nawet pończochy. Miała słabość do eleganckich i oryginalnych ubrań, więc często na zakupy wydawała więcej niż miała. Jej osobiste wydatki (m.in. na ubrania, biżuterię, prezenty i działa sztuki) w ciągu pierwszych 12 miesięcy spędzonych w Białym Domu zamknęły się w kwocie 105.446 dolarów i 14 centów. Dla porównania jej mąż jako prezydent zarabiał zaledwie 100 tys. dolarów rocznie!

Pochodziła z arystokracji

Jacqueline Bouvier urodziła się 28 lipca w 1929 w Nowym Jorku. Pochodziła z arystokratycznego rodu. Jej dzieciństwo nie należało do najszczęśliwszych. Jacqueline wychowywała się wraz z uwielbianą, młodszą siostrą Lee i przyrodnim rodzeństwem w domu ojczyma. Nigdy nie pogodziła się z tym, że dla zamożnego bankowca matka porzuciła ukochanego ojca, Jacka Bouviera.

Uczyła się w prywatnych szkołach. Miała zdolności literackie. Pisała wiersze i eseje, którymi debiutowała na łamach lokalnego pisma. Później pracowała jako dziennikarka w „Washington Times-Herald”. Podczas jednego z wywiadów poznała przystojnego kongresmana Johna F. Kennedy’ego, późniejszego senatora Massachusetts. Uległa jego czarowi. Rodzice zarówno jednej, jak i drugiej strony byli zadowoleni.

Ślub niczym koronacja

Jacqueline Bouvier i John F. Kennedy pobrali się 12 września 1953. Jackie miała wtedy tylko 24 lata. Czuła się najszczęśliwszą dziewczyną w USA. Na przyjęciu weselnym bawiło się ponad tysiąc osób, które młoda para witała przez 2,5 godziny. Tort weselny miał metr wysokości. Konfetti przygotowano z płatków róż.

Jacqueline wystąpiła w jedwabnej sukni koloru kości słoniowej z 45 metrami falban, welonie i króciutkich rękawiczkach. W rękach trzymała bukiet z białych i różowych orchidei. Oczy całej Ameryki były zwrócone na tę uroczystość.

Wkrótce młoda para stała się pierwszą parą Ameryki. 20 stycznia 1960 r. prezydent Kennedy złożył swoją przysięgę. Jego żona towarzyszyła mu na trybunie ubrana w elegancki beżowy płaszcz z sobolowym kołnierzem i sobolową mufkę. Całości dopełniały beżowe buty na wysokim obcasie i beżowy toczek. Pierwsza Dama specjalnie nie wystąpiła w futrze. – Kobiety na trybunach zawsze wyglądają jak stado zwierząt futerkowych – zauważyła celnie.

Na bal inauguracyjny Jackie zdecydowała się założyć białą, jedwabną suknię. Wybrała kreację Bergdorfa Goodmana. Była to bardzo prosta suknia z gorsecikiem przeplatanym srebrną nicią. Do niej wypożyczyła od Tiffany’ego brylantową broszę i brylantowe kolczyki. Poprosiła firmę jubilerską o zachowanie dyskrecji, a oficjalnie oznajmiła, że biżuteria została pożyczona od… teściowej.

Po zaprzysiężeniu osobistym projektantem Pierwszej Damy został Oleg Cassini, który przygotowywał kostiumy w Hollywood. Jackie zażyczyła sobie, aby sukienki były zupełnie wyjątkowe, nie mogły się powtarzać na pokazach. Poprosiła więc projektanta: – Upewnij się, że nikt nie ma sukienki z takiego samego materiału i w takim samym kolorze. Projektant, który szył dla niejednej gwiazdy Hoollywood, był pod wrażeniem idealnej figury Pierwszej Damy. Nazywał ją nawet geometryczną boginią.

Zmieniła oblicze Białego Domu

Jackie była przerażona perspektywą zamieszkania w Białym Domu. Nie podobały jej się sztywne bukiety, tanie meble i złote wachlarze wiszące nad kominkiem. Za ohydne uważała wiktoriańskie lustra. Rozczarowana tym, że Biały Dom wygląda jakby tu nigdy nic ważnego się nie zdarzyło, szybko zdecydowała, że musi stać się on najbardziej reprezentacyjnym budynkiem w kraju.

Stoczyła prawdziwą batalię, aby przekonać prezydenta i Kongres, że Biały Dom musi zostać odrestaurowany, żeby wyglądał jak najpiękniejszy dom w Ameryce. W tym celu został zatrudniony cały sztab ludzi. Nad całością prac czuwał francuski architekt. Jackie schlebiała ofiarodawcom, negocjowała z producentami, ściągała hojne dotacje z firm. Z prywatnych muzeów udało jej się wybłagać 150 cennych obrazów.

Oczarowała Amerykę i cały świat

Wspierała męża podczas spotkań z ludźmi ze świata polityki. Im bardziej unikała dziennikarzy i mediów, tym bardziej ludzie się nią interesowali. Często jej osoba wzbudzała większą ciekawość niż… głowa państwa. Podczas wizyty we Francji inteligentna Pierwsza Dama, biegle władająca francuskim, podbiła serca Europejczyków do tego stopnia, że prezydent Kennedy żartował: – To ja byłem tym człowiekiem, który towarzyszył Jacqueline Kennedy w Paryżu.

To ona oczarowała największych ówczesnego świata: papieża, królową Elżbietę II, Nikitę Chruszczowa, zaprzyjaźniła się z Charlesem DeGaullem. Mąż jakby nie doceniał tych dyplomatycznych zdolności żony, a może zazdrościł jej, że umiała zjednywać sobie ludzi? Denerwował się, kiedy spóźniała się na oficjalne spotkania. Dokuczał z powodu nieumiarkowanych zakupów. A Jacqueline miała do tego naprawdę lekką rękę. Na zakupy potrafiła wydać nawet 40 tys. dolarów w ciągu trzech miesięcy.

Jackie starała się być dobrą żoną. Była ciepłą i cierpliwą mamą. Chociaż i tu los okrutnie ją doświadczył. W dwa lata po ślubie przyszła na świat martwa córka Arabella. Kennedy bawił się wtedy podróżując prywatnym statkiem z przyjaciółkami po Morzu Śródziemnym. Zrozpaczona matka w tych najtrudniejszych chwilach była sama. Następnie w 1957 r. urodziła się Caroline Kennedy. Trzy lata później państwo Kennedy znów zostali szczęśliwymi rodzicami Johna Fitzgeralda Kennedy’ego, Juniora.

Jacqueline dbała o dzieci. Nie pozwalała, aby wykorzystywano je do celów reklamowych czy politycznych. Cały czas toczyła boje z fotoreporterami, aby nie robili im zdjęć bez jej zgody. Gdy wychodziła z córką i synkiem na spacer, wymykała się tylnym wejściem i zakładała perukę, aby móc się z nimi spokojnie pobawić, bez uprzykrzonego towarzystwa mediów.

Kiedy First Lady zaszła w kolejną ciążę, zabroniła robić sobie zdjęć. Uważała, że to narusza jej prywatność. Niestety, dziecko urodziło się przedwcześnie, w sierpniu 1963 r. Maluch ważył niewiele ponad kilogram. Maleńki Patrick zmarł po dwóch dniach życia. Ta tragedia zbliżyła małżonków. Nie mogli się z niej otrząsnąć.

Aby oderwać Jackie od dramatu, siostra zaprosiła ją do Grecji. Właśnie wtedy Jackie poznała lepiej greckiego oryginała, wówczas przyjaciela swojej siostry, Arystotelesa Onassisa.

Nieszczęścia chodzą parami…

Jesienią w 1963 r. John F. Kennedy poprosił Jackie, by pojechała z nim w podróż do Teksasu. Wiedział że tylko z nią uda mu się zjednać stan i zdobyć poparcie w kolejnych wyborach.

Jackie zgodziła się, chociaż nie cierpiała takich politycznych wyjazdów. Żadne z nich nie wiedziało, że to ich ostatnia wspólna podróż.

22 listopada 1963 podczas przejazdu prezydenckiej kawalkady przez Dallas padły strzały, które zabiły prezydenta. Jackie trzymała krwawiącego męża w objęciach. Nie miał żadnych szans na przeżycie.

Jacqueline została wdową w wieku 34 lat. Wyprawiła mu piękny pogrzeb, wzorując się na pożegnaniu Abrahama Lincolna, zadbała o każdy szczegół. Działała jak w transie. Ludzie widzieli jej cierpienie, współczuli samotnej, młodej matce. Jacqueline stała się narodową bohaterką.

Choć to małżeństwo nie należało do najłatwiejszych, Jacqueline pozostała lojalna wobec zmarłego męża. Umacniała jego legendę. Cenzurowała książki, które wydawano, usuwając z nich fragmenty, które mogły naruszyć jego dobre imię.

Świat zawalił się dla Jackie po raz kolejny 5 czerwca 1968 r. W tym dniu został zastrzelony brat JFK, Robert Kennedy, w którym młoda wdowa miała oparcie, u którego szukała rady w ważnych sprawach związanych z wychowaniem dzieci. Do zamachu doszło w sali balowej hotelu Ambassador w Los Angeles dosłownie w kilka minut po tym, kiedy Kennedy wygrał wybory wstępne w Kalifornii.

Grecki milioner

Jackie nie miała już w żadnym mężczyźnie oparcia. Może dlatego zdecydowała się na małżeństwo z tak kontrowersyjną postacią, jaką był armator Arystoteles Onassis? Plotki głosiły, że chodzi o pieniądze.

On był rozwiedziony i należał do greckiego kościoła prawosławnego. Poślubiając go amerykańska katoliczka narażała się na ekskomunikę. Klan Kennedych był przeciwny temu małżeństwu. Mimo to Jackie postawiła na swoim.

20 października 1968 r. wyszła po raz drugi za mąż w małej kaplicy wśród cyprysów na prywatnej wyspie Onassisa – Scorpios. Z nieba lały się strugi deszczu, co w Grecji uważane jest za pomyślną wróżbę. Nad bezpieczeństwem zgromadzonych czuwały helikoptery i łodzie. Dwustu ochroniarzy z bronią w ręku powstrzymywało tłum reporterów i dziennikarzy.

Ona miała 39 lat. Pan młody – 62 lata. Tu warto zaznaczyć, że był starszy nawet od matki Jackie, ale za to mógł się pochwalić majątkiem wartym 500 milionów dolarów. Onassis był wówczas właścicielem największego imperium okrętowego na świecie.

Precjoza zamiast szyszki

Przyjęcie weselne odbyło się na luksusowym jachcie Onassisa. Były tam przytulne pokoje gościnne i apartamenty z marmurowymi łazienkami wykończonymi złotem. Pływający pałac wielkości boiska do piłki nożnej wyposażono w 42 aparaty telefoniczne. Największą atrakcją jachtu był basen, którego dno było elektronicznie podnoszone do poziomu pokładu i zamieniało się w parkiet taneczny.

Pani młoda na przyjęcie założyła białą spódnicę do ziemi i żakiet naszywany klejnotami. W prezencie od nowego męża otrzymała pierścień z rubinem wielkości jajka, otoczony 12 brylantami i klipsy z rubinami w kształcie serc też otoczone brylantami (wartość kompletu 1,2 mln dolarów). Również każdy z gości po przyjęciu został hojnie obdarowany biżuterią i zegarkami od Zolotasa, greckiego jubilera, odpowiednika Tiffany’ego.

Państwo młodzi zamieszkali na Scorpios. Urządzenie domu kosztowało ponad 250 tys. dolarów. Prowadziło go 72 służących. Na początku mąż pozwalał Jackie na wszystko, zachęcał do wydatków i zakupów. Obsypywał klejnotami. Z czasem zaczął ograniczać jej pieniądze. W mediach pojawiły się informacje, że jeden z najbogatszych ludzi nosi się z myślą o rozwodzie. Kiedy umierał w szpitalu, Jackie nie trzymała go za rękę. W tym czasie była ze swoimi dziećmi w Nowym Jorku.

Po śmierci Greka wróciła na stałe do Nowego Jorku. Znów wzbudziła sensację, gdy zaczęła pracować w wydawnictwie książkowym. Okazało się, że miała nosa do dobrej literatury.

Na początku 1994 r. zdiagnozowano u niej nowotwór układu chłonnego. Zmarła 19 maja 1994 r. w swoim mieszkaniu przy 5 Alei w Nowym Jorku. Miała tylko 64 lata. Jej ostatnim mężczyzną był biznesmen Maurice Tempelsman (byli razem, ale każde z nich mieszkało oddzielnie i nigdy nie zdecydowali się na małżeństwo). Pochowano ją na cmentarzu Arlington przy pierwszym mężu.

Jacqueline przez 30 lat nie udzieliła żadnego wywiadu. Postanowiła, że jej stosunki z prasą będą opierać się na zasadzie: minimum informacji maksimum uprzejmości. Ostatni z braci prezydenta Kennedy’ego żegnając najsłynniejszą kobietę świata powiedział: – Zawsze chciała być tylko sobą, świat jednak chciał, aby była także legendą…

Krzysztof Pipała
Na podst. książki Kitty Kelly “Jackie!” oraz  www.nautilus.org.pl, www.natgeotv.com.pl, www.historycy.org