Jak wyleczyć uszkodzony rdzeń kręgowy?

str-22-fidyk-i-tabakow

W lipcową noc 2010 roku Dariusz Fidyka z Bełchatowa dostał 18 uderzeń nożem. Przeżył, ale po jednym z nich padł na ziemię i z przerażeniem stwierdził, że nie może poruszać nogami. Po przewiezieniu do szpitala i zakończeniu powodzeniem walki o jego życie, dokładne badania ujawniły, że mężczyzna ma całkowicie przecięty rdzeń kręgowy w odcinku piersiowym. Stało się tak po jednym z ciosów nożem, wymierzonym przez napastnika. Konsekwencje tego urazu, jak zawsze w takich przypadkach, okazały się tragiczne. Dariusz Fidyk stracił czucie i władzę w nogach, nie był w stanie panować nad czynnościami fizjologicznymi, nie mógł samodzielnie usiąść, na dodatek czuł nieustający ból, który powodowała pastyczność mięśni, czyli bezwolne ich napinanie.

Do tego wydarzenia doszło po domem Fidyka. Wybiegł z niego, ponieważ zaalarmował go huk będący konsekwencja obrzucania jego samochodu kamieniami. Mężczyzną, który to robił, był były mąż partnerki Fidyka. Obrzucając auto kamieniami sprowokował go do wyjścia z domu. Po zadaniu Fidykowi 18 ciosów nożem powiesił się 200 metrów dalej, przekonany, że go zabił.

Teraz Dariusz Fidyk, co prawda na razie z pomocą poręczy i ortez, ale chodzi. Stało się tak za sprawą doktora Pawła Tabakowa z Kliniki Neurochirurgii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

O młodym lekarzu z wrocławskiej kliniki Fidyk dowiedział się od swego kuzyna lekarza, który wyczytał to w specjalistycznej prasie medycznej. Kuzyn powiedział mu, że neurochirurg prowadzi badania nad uszkodzonym rdzeniem kręgowym. Fidyk wiedział, że jest w sytuacji beznadziejnej, że dotychczasowa wiedza i osiągnięcia neurologii oraz neurochirurgii nie dawały szans na wyzdrowienie ludziom z przerwanym rdzeniem kręgowym. Skontaktował się z Pawłem Tabakowem i został zakwalifikowany jako jeden z pacjentów do operacji. Dwa lata przed tragedią Fidyka, Paweł Tabakow i szef jego kliniki, profesor Włodzimierz Jarmundowicz, przeprowadzili operację dwóch pacjentów z uszkodzonym rdzeniem kręgowym, ale bez oczekiwanych efektów. Neurolodzy i neurochirurdzy dokładnie przebadali Fidyka i znaleźli różnicę pomiędzy nim a poprzednimi pacjentami. U niego przerwany rdzeń kręgowy miał idealnie gładkie końce, ponieważ został przecięty ostrym narzędziem. W przypadku wcześniejszych pacjentów lekarze pobrali do połączenia uszkodzonego rdzenia kręgowego komórki z błony węchowej ich nosów. W przypadku Fidyka było to niemożliwe, ponieważ miał on chroniczne zapalenie nosa oraz polipy. Pobrali więc glejowe komórki z opuszki węchowej w mózgu. Te komórki zostały namnożone i przeszczepione do rdzenia. Miały być łącznikiem, pomostem, który pozwoli przywrócić łączność między dwoma przeciętymi końcami rdzenia. Z nerwów zaś skórnych pobranych z podudzia Fidyka, zbudowano coś, co można nazwać rusztowaniem dla regenerujących się włókien nerwowych.

Operację przeprowadzono w roku 2012, ale dopiero dwa lat później lekarze odkryli karty. Te dwa lata, to była niesamowici ciężka praca Dariusza Fidyka w codziennym trudzie mozolnej rehabilitacji. Bez niej nie było tego, o czym obrazowo poinformował na konferencji prasowej doktor Paweł Tabakow. Powiedział zaś, że kręgosłup jego pacjenta wyglądał jak przerwana po trzęsieniu ziemi droga, w której jest ogromna wyrwa uniemożliwiająca przejazd samochodom stojącym po jednej i drugiej jej stronie. W przypadku kręgosłupa Fidyka tymi samochodami, które nie mogły ruszyć, były neurony przekazujące za pośrednictwem rdzenia kręgowego polecenia z mózgu do wszystkich części ludzkiego ciała. Po dwóch latach, za sprawą operacji oraz ogromnego uporu i samozaparcia Fidyka, który ani na jeden chociażby dzień nie zaprzestał rehabilitacji, te auta ruszyły. Ruszyły, bo wyrwa została częściowo udrożniona.

Osobną kwestię sukcesu tej pionierskiej operacji, stanowi rehabilitacja. Narodowy Fundusz Zdrowia nie obejmuje jej finansowania w tak obszernym zakresie i na przestrzeni tak długiego okresu. W przypadku Dariusza Fidyka koszty rehabilitacji pokryły pieniądze ze zbiórki zorganizowanej przez jego kolegów z ochotniczej straży pożarnej i koła łowieckiego, od rodziny, ze sprzedaży samochodu. Po dwóch latach, gdy o szczegółach operacji dowiedział się brytyjski biznesmen, David Nicholls, do finansowania rehabilitacji Fidyka włączyła się założona przez niego fundacja. Brytyjczyk założył ją w 2003 r. gdy jego syn został sparaliżowany po nieudanym skoku do wody. Ma on nadzieję, że z czasem również jego syn będzie miał szanse na wyleczenie. W cywilizowanych krajach Zachodu wielu majętnych ludzi finansuje badania nad chorobami, które dotknęły ich samych lub ich bliskich albo bliższych lub dalszych znajomych.

Doktor Paweł Tabakow nie ukrywa, że bez wsparcia brytyjskiego milionera nie byłoby szans na sfinansowanie rehabilitacji Fidyka. Jego pacjent przez pięć dni w tygodniu mieszka i przez kilka godzin dziennie ćwiczy w specjalistycznym ośrodku rehabilitacyjnym we Wrocławiu, na weekend wraca do rodzinnego Bełchatowa, gdzie nie pozostaje bezczynny tylko realizuje program rehabilitacji w ramach „zadania domowego”. I tak od niemal siedmiu już lat. Ale… Twierdzi, że jest coraz silniejszy, ma też coraz większe czucie w nogach, coraz lepszą jakość chodu, aczkolwiek, jak mówi, nie wie, czy kiedykolwiek będzie jeszcze w stanie chodzić samodzielnie. Teraz pomaga mu chodzik, ortezy i poręcze, na dłuższych dystansach porusza się na wózku.

Dr Paweł Tabakow zastrzega, że pozytywne efekty operacji i mozolnej rehabilitacji Dariusza Fidyka wcale nie oznaczają, że znaleziono już metodę na przywracanie funkcji uszkodzonego rdzenia kręgowego. Twierdzi, że to dopiero pierwszy krok, a każda następna operacja będzie doskonaleniem tej metody, aczkolwiek nigdy nie wiadomo, czy każda z nich przyniesie efekty większe lub co najmniej takie same jak u Fidyka.

W kilku ośrodkach na świecie wszczepia się w tej chwili stymulatory do rdzenia kręgowego, które mają przywracać przepływ neuronów między przerwanymi końcami rdzenia, ale wrocławski lekarz twierdzi, że nie przynoszą one, jak na razie, spektakularnych efektów. – To trochę tak – mówi dr Tabakow – jakbyśmy nie uczyli dzieci chodzić czy mówić, a operowali im mózgi, by od razu funkcjonowały jak u dorosłych. Nad owym rozwiązaniem pracują szwajcarscy naukowcy, z którymi zespół doktora Tabakowa utrzymuje kontakt, bo, jak mówi: – Dla nas nieosiągalne technologicznie jest to, co oni zrobili, dla nich zbyt trudna jest operacja , którą my wykonaliśmy. Ale może kiedyś te dwie metody będzie można połączyć i stymulator będzie wspomagał wolę pacjenta.

Było oczywiste, że po przedostaniu się do mediów informacji o operacji Dariusza Fidyka i jej efektach, wzbudzi ona zainteresowanie osób z uszkodzonym rdzeniem. Do wrocławskiej kliniki zaczęli dzwonić i przysyłać maile z całego świata ludzie szukających ratunku. W 2016 r. zainaugurował działalność projekt „Wrocław Walk Again” finansowany przez fundację Davida Nichollsa. Przez stronę internetową, zredagowaną w 6 językach, naukowcy szukali kolejnych pacjentów, którzy spełnialiby określone warunki. W tej chwili nabór został zakończony, ale po przeprowadzeniu operacji u zakwalifikowanych pacjentów, zostanie wznowiony.

Andrzej Wilczyński