„Jestem mordercą”, czyli o zabijaniu w majestacie prawa

str-10-jestem-morderca

W atmosferze rocznicowych obchodów chciałem zaprosić wszystkich do oglądania filmu „Jestem mordercą” Macieja Pieprzycy z 2016 roku, który jest oparty na prawdziwej historii, jaka wydarzyła się na początku lat 70 na Śląsku, czyli w epoce „wczesnego Gierka”. Żeby docenić smak wolności warto sobie przypomnieć czasy, kiedy partia komunistyczna rządziła w Polsce w sposób niepodzielny i poza wszelką kontrolą.

Film Macieja Pieprzycy to opowieść o nieuchwytnym „wampirze z Zagłebia, który w latach 1964–70 dokonał 14 brutalnych morderstw. Ofiarami były kobiety w wieku od 16 do 57 lat zabijane zawsze w ten sam sposób. Rutynowe śledztwo prowadzą lokalni milicjanci, ale pewnego dnia jedna z ofiar zostaje rozpoznana jako siostrzenica Edwarda Gierka i trzeba się wykazać postępami przed pierwszym sekretarzem! Milicyjni mistrzowie od działań pozornych organizują specjalną grupę śledczych, która ma tylko jedną misją: aresztować mordercę! Na czele tego zespołu staje ambitny porucznik Janusz Jasiński (w tej roli wybitny Mirosław Janiszewski). Odkrywa, że od złapania „wampira” zależy jego dalsza kariera zawodowa i wykorzystuje całą swoją wiedzę, aby wykonać postawione przed nim „partyjne zadanie” zadanie.

Film wciąga widza w akcję od pierwszej sceny za pomocą znakomitych zdjęć Pawła Dyllusa. Są po mistrzowsku stylizowane na lata 70 i możemy dzięki temu abiegowi poczuć klimat tamtej Polski, którą pokazywał Falk w „Wodzireju”, czy Kieślowski w „Amatorze”. Widać w tych zdjęciach wspaniałą robotę Joanny Anastazji Wójcik jako scenografa. Dzięki niej ożyła rzeczywistość polskich laboratoriów kryminalistycznych, a nawet sceny z udziałem pierwszego polskiego komputera ODRA 1000, z którego korzysta porucznik Jasiński by wytypować mordercę, wyglądają całkiem wiarygodnie. Można ten film oglądać śledząc wyłącznie sensacyjną fabułę, ale można także śledzić tło, by przypomnieć sobie pierwsze kolorowe telewizory, czechosłowackie samochody i życie bez telefonów komórkowych.

Można mieć zaufanie do tego obrazu Polski jaki Maciej Pieprzyca przedstawia w filmie „Jestem mordercą”, bo historię wampira z Zaglębia wykorzystał w swojej twórczości już po raz drugi. Jest bowiem autorem pełnometrażowego filmu dokumentalnego o tym samym tytule, który nakręcił w 1998 roku. W filmie fabularnym zostały zmienione nazwiska bohaterów, ale okoliczności wydarzeń zostały przedstawione z drobiazgową precyzją.

Powiązania rodzinne z sekretarzem partii jednej z ofiar dało śledczym możliwość korzystania z pomocy wybitnego angielskiego specjalisty w celu stworzenia portretu psychologicznego sprawcy. Nadaremnie, bo śledztwo coraz bardziej się komplikowało, a na intuicyjne podejrzenia zabrakło dowodów. Naciski polityczne stają się coraz silniejsze i aby wykazać się postępami śledztwa porucznik Jasiński aresztuje brodatego robotnika Wiesława Kalickiego, kochającego ojca trójki dzieci uwikłanego w związek z niewierną żoną. Partia nie może czekać, więc … robotnik zostaje skazany na śmierć. Aleksander Jakubik w roli skazanego na śmierć przypomina momentami polskiego Anthony Hopkinasa!

Fabuła filmu Pieprzycy jest nie tylko kryminalną historią, ale ukazuje szeroki kontekst społeczny działania ówczesnej policji. Przedstawia mechanizmy „ręcznego” sterowania wymiarem sprawiedliwości na polityczne zlecenie i mechanizmy manipulacji opinią publiczną. Oglądamy historię zbrodni z polityką w tle. Uwikłany w te zależności bohater buduje wokół siebie gęstą siatkę kłamliwych opowieści o swojej wartości i sukcesach,

co kończy się utratą własnej godności i utratą szacunku otoczenia. Reżyser nie pokazuje jnam jednak stereotypowego portretu „przekupnego gliny”, lecz prawdziwy obraz moralnego powikłania polskiego milicjanta, który nie do końca rozumie zło, jakie wyrządza. Maciej Pieprzyca przedstawia egzystencjalny dramat w którym spotkanie z seryjnym zabójca budzi sumienie prowadzącego śledztwo.

Polska publiczność odczytała film właściwie jako metaforę historii i dzięki temu zdobył Srebrne Lwy za reżyserię i za scenariusz na Festiwalu Filmowym w Gdyni w 2016 roku. Był filmem poszukiwanym w sieci, co doprowadziło do „wycieku” z komercyjnej platformy VOD i niekontrolowanego rozpowszechniania.

Poświęciłem 117 minut swojego życia jako widz, żeby zobaczyć jak wyglądało w latach siedemdziesiątych życie polskiego milicjanta, który fałszywą przyjaźnią wyłudza zeznania i zostaje się bohaterem narodowym z namaszczenia polityków. Porucznik Janusz Haniszewski w ostatniej części filmu płaci wysoką cenę za swoje uczynki. Nie będąc w stanie przeciwstawić się politycznemu układowi, którego jest częścią, pogrąża się w alkoholizmie i samotności. Pełne napięcia sceny z młodą fryzjerką, która potrzebuje paszportu pokazują jak daleko można się posunąć w instrumentalnym traktowaniu samego siebie by osiągnąć upragniony cel. Film Pieprzycy kończy się gorzko i przypomina, że czasy o których opowiada dawno minęły ale sposoby działania śledczych w mariażu z politykami są takie same. Zobaczcie sami. Film jest dostępny legalnie na cda.pl.