Jesteśmy na swoim!

lady-bunia

OPOWIEŚCI LADY BUNII. Przeprowadzka wydawała się być szybka i sprawna. Nie na darmo powiadają, aby nie chwalić dnia przed zachodem słońca. Firma przewiozła meble i trzydzieści pudełek. Ponieważ szafy nie były gotowe stwierdziłam, że przecież podjedziemy sami, wrzucimy tych kilka rzeczy i gotowe. Mój Ty Panie Boże! Ja nie wiedziałam, że w Ameryce taki dobrobyt. Nie miałam bladego pojęcia ile mamy tego majątku. Cztery lata temu przylecieliśmy, każdy z nas z jedną walizką. Dorobiliśmy się tu więcej szmat i szpargałów przez te cztery lata, niż w Polsce przez dwadzieścia. Teraz rozumiem koleżankę, która wracając do Polski przez pół roku pakowała paczki i wysyłała. Miałam ambitny plan pozbycia się wszystkiego czego nie używam. To jest jednak u mnie niewykonalne, bo mam jeszcze np. kalendarz z 1990 roku, zapiski i pamiętniki z lat wczesnej młodości. Z jednego kursu po ubrania, zrobiły się codzienne wyjazdy. Mój mąż był dzielny, bo on to wszystko pakował. Ja wchodziłam i mówiłam: – „Misiu, ja nie wiem od czego zacząć”, po czym wychodziłam na zewnątrz odpalałam papierosa i rozmawiałam z sasiadką. Ten mój biedny chłopina tydzień pakował. Nosiliśmy te wielkie wory, kartony, walizki. Jak już udało mi się rozpakować i posprzątać to dokładnie jeden dzień było czysto. Nastepnego dnia znowu wory! Siostra, pchana ciekawością jak wyszło mieszkanie, prosiła o fotki. Kiedy dostała odpisała: „Ale burdel!” i cisza. Chyba boi się pytać, żebym nie prosiła o pomoc ha, ha… Kolejny weekend, który miał już być na luzie i w czystym domku. Padliśmy na pyski. W piątek wieczorem pojechałam po ostatnie rzeczy, pakowałam i prawie płakałam. Tak bolały mnie ręce. Zaparkowałam auto i poszłam w pizdu. Nie bałam się, że się ktoś włamie. Pomyślałam: „Niech biorą co chcą, będzie mniej noszenia!” Miśkowi zakomunikowałam, że w ten weekend nie robimy NIC! Śpimy i leżymy na kanapach. Ostatnie dwa tygodnie spaliśmy po kilka godzin. Do tego oboje pracujemy fizycznie, bateryjki się nam wyczerpały!!! Natury się nie oszuka. Najwieksze zaskoczenie to okna które nie otwierają się do mycia! Już wiem kto wymyślił żaluzje, rolety itp. Amerykanie! I dlatego mają wiecznie brudne okna! Zasłonią i spokój. Ja niestety pochodzę z domu gdzie okna były priorytetem! Matka z uporem maniaka szorowała okna co miesiąc. Wieszała pachnące proszkiem „E” firany. Po południu obowiązkowo zabierała nas na spacer za blok, kazała przystanąć, spojrzeć w górę. Sama dumnie prężyła pierś do przodu i mówiła: – „Patrzcie dziewczynki jakie mamy czyste okna! Najpiękniejsze w całym bloku!” Śmieszyło mnie to i dziwiło, a nawet czasem irytowało. Bo naturalnie wolałabym pobiec bawić się z dziećmi niż stać jak debil i patrzeć w okna. Z wiekiem stałam się jak matka. Lubię spojrzeć na własne, czyste okna. Część da się umyć wychodząc na schody przeciwpożarowe. Ale ja mam lęk wysokości. W sypialni nie ma szans. Muszę znaleźć sposób. Piękne duże okna, niesamowity widok i miałabym je zasłonić?! żeby ukryć brud? O w życiu! Nie ja! Znajdę sposób i na okna i będą czyste, już ja coś wymyślę. Bo kto jak nie ja? Jakaś szmata na kiju, mopik cokolwiek, ale okna umyję! To pierwsze mieszkanie, pierwsze miejsce w moim życiu gdzie od pierwszego dnia czuję się jak u siebie. Mam wrażenie jakbym mieszkała tu zawsze. Zazwyczaj pierwsze dni bywały dziwne, obco się czułam, źle spałam, a tu od pierwszej nocy śpię cudownie. Nie wiem czy to zasługa braku żył wodnych czy może efekt oczyszczania mieszkania paleniem białej świecy? Sąsiedztwo ciche i specyficzne. Mam wrażenie, że mieszkamy w domu starców. Mamy sąsiadów mocno wiekowych, dzięki temu cisza i spokój. Na naszym piętrze mieszkają razem dwie siostry. Obie jednakowo stare, trudno się zorientować, która się którą opiekuje? Ciągle przez drzwi jak idę do windy słyszę jak się kłócą i z rozmów wynika, że ktoś się tu kimś opiekuje. Są komiczne. Kłócą się już od szóstej rano. Dziś wychodzę do pracy i słyszę, że się kłócą na klatce schodowej na parterze. Wysiadam z windy, one siedzą na ławeczce przy wejściu i kłócą się zawzięcie. Nie słyszą mnie. W pewnym momencie, kiedy byłam juz na tyle blisko, że mnie usłyszały, zapanowała cisza jak makiem zasiał. Dziewczyny się wyprostowały, poprawiły na moje dzień dobry, odsłoniły się z uśmiechem i dosłownie kiedy je tylko minęłam, kłótnia rozgorzała na nowo. Są przekomiczne! Z wyglądu są w podobnym wieku. Kojarzą mi się ze mną i moją siostrą – to my na starość! Całe życie się kłócimy, nie potrafimy jakoś tak na spokojnie. Okazuje się, że to całkiem normalne, nie jesteśmy jedyne. Kolejna ciekawa rzecz, to wszystkie babeczki w tym bloku chodzą po klatce schodowej w pidżamach, koszulach nocnych, na boso, bez staników i w pampersach. Przysięgam dom starców. W sumie gdybym zrobiła kurs na opiekunkę mogłabym mieć podopieczne na miejscu. Na parterze w mieszkaniu po lewej ciagle ktoś jara zioło, śmierdzi na całej klatce. Mieszka tu śliczna młoda dziewczyna, blondyneczka (wygląda mi na Rosjankę), którą ciągle chłopak opiernicza. Ona go uspokaja, a on ją opiernicza. Jest jeszcze ciekawy gość z parteru. No żywcem wyjęty z „Dnia Świra”. Cierpi na zespół natręctw. Ma z 50-60 lat. Zawsze łapie za klamkę przez chusteczkę, taki niby pedancik. Niby, bo ubranie na nim nie jakieś czyste, ciagle to samo.Wystrojony jak podstarzały nastolatek. Na „papierosie” mam koleżanki, dwie Ukrainki, matka z córką, które dokarmiają kota. Jest lokalny bezdomny starszy pan, ciagle stoi na stacji paliw. Podratuję go zawsze to kanapką, to dolarem. Naprzeciwko okien z salonu mamy bank. W nocy otwarte jest tylko pomieszczenie z bankomatem i tam mieszka czarnoskóry. Co kilka dni tam sypia. Ku mojemu zdziwieniu chodzi spa

bardzo wcześnie. Nieopodal jest chińska knajpa i co wieczór widuję tam dwoje małych dzieci. Wiek na oko początek szkoły podstawowej. Dzieciaki czekają aż rodzice zamkną biznes. Biedne dzieci, o tej porze powinny spa

. Powoli się aklimatyzujemy. Najważniejsze, że w końcu u siebie. Małe, ciasne ale własne…