Jesteśmy skazani na sztukę

str-17-jestesmy-skazani-na-sztuke

Z aktorskim małżeństwem, Martyną Kliszewską i Jakubem Przebindowskim, po spektaklu w Vancouver rozmawiał Krzysztof Pipała. – Los obdarzył Was wieloma talentami. Oprócz aktorstwa, wykonujecie jeszcze inne profesje, choćby w tym spektaklu, który obejrzeliśmy. Kuba napisał muzykę, a Martyna zajęła się kostiumami i sprawami technicznymi…

Martyna Kliszewska: – Aktorstwo jest naszą miłością numer jeden, ale ja również maluję i rzeźbię, natomiast Kuba…

Jakub Przebindowski: – A ja jeszcze piszę sztuki i książki, komponuję, śpiewam, reżyseruję…

– Jednym słowem prowadzicie podwójne, a czasem nawet potrójne życie…

MK: – Ja maluję od zawsze. Po szkole podstawowej naturalnym było, że pójdę do liceum plastycznego. Skończyłam Wydział Tkactwa Artystycznego w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Bielsku-Białej. Choć później zwyciężyły marzenia o aktorstwie, uwieńczone studiami w PWST w Krakowie, to nigdy nie zrezygnowałam z malarstwa i sztuki. Mam za sobą wystawy w różnych miastach Polski. Przed laty w jednej z krakowskich galerii pokazałam obrazy olejne, gobeliny i lampy industrialne.

JP: – A ja od kilkunastu lat daję upust pasji literackiej, reżyserskiej i kompozytorskiej. Podwójne życie artystyczne bardzo nas inspiruje i sprawia nam wielką radość. Jeśli w którymś momencie uznajemy, że za mało gramy na scenie czy w filmie, to nie wpadamy w popłoch, nie spoglądamy nerwowo na telefon, tylko oddajemy się naszym pasjom.

– Macie 13-letnią córkę o imieniu Mia. Czy przy takim nawale pracy macie czas się nią zajmować?

JP: – To trudne, ale musimy znaleźć czas, chociaż czasem pomaga babcia. I brakuje nie tylko czasu ale i …miejsca. Kiedy Martyna przez rok przygotowywała prace na wystawę, nasze mieszkanie zamieniło się w warsztat. Wszędzie leżały żeliwne konstrukcje, odlewy, druty, kable… Po wernisażu większa część prac na szczęście się sprzedała, zwolniło się więc miejsce na zabawki, łóżeczko i wózek dla naszej córki, która wtedy przyszła na świat.

– Co Cię pasjonuje w malarstwie?

MK: – Dlaczego maluję? W malarstwie odnalazłam wolność wypowiedzi i niezależność, czego w teatrze często nie można osiągnąć, ponieważ na dobre przedstawienie pracuje wiele osób. Praca jest zbiorowa. W malarstwie jest inaczej. To spotkanie z samym sobą, pozbawione ograniczeń. Jest tylko płótno i moja wyobraźnia. To właśnie mnie fascynuje, uskrzydla i daje radość. Tworzenie jest dla mnie czymś tak naturalnym jak oddychanie. Maluję świat pełen koloru i zmysłowości, bo właśnie w takim świecie chciałabym żyć.

– Wasze rodziny od pokoleń związane sa ze sztuką..

JP: – Rzeczywiście od kiedy pamiętam sztuka była obecna w moim życiu. Ojciec pracował w opolskiej filharmonii. Grał na kontrabasie. W domu też lubił, gdy rozbrzmiewała muzyka. Ja i mój brat Igor także zdobyliśmy wykształcenie muzyczne. Ja gram na akordeonie, flecie poprzecznym i fortepianie, a Igor na fortepianie i perkusji. Ponieważ jednak bardziej fascynowała mnie sztuka i aktorstwo, skończyłem PWST w Krakowie, a nie Akademię Muzyczną w Katowicach, jak mój brat. Z kolei mój prapradziadek, Józef Przebindowski był uznanym rzeźbiarzem. Jego prace można oglądać w Muzeum Narodowym w Krakowie. Pradziadek – Franciszek Przebindowski – był malarzem. Malarzem jest też mój stryjeczny dziadek – Zdzisław Przebindowski – profesor Akademii Sztuk Pięknych. Jego imieniem nazwano nawet jedną z ulic w Krakowie. Malarstwem zajmuje się też moja ciotka – Ewa Przebindowska. Nie tylko jednak malowali i rzeźbili, wszyscy również grali na jakimś instrumencie. Taka jest tradycja i dziedzictwo naszej rodziny.

MK: – Skoro mowa o dziedzictwie, to koniecznie trzeba dodać, że także mój wuj – Wiktor Ostrzołek – jest jednym z najwybitniejszych polskich witrażystów. Wykonał prace w przeszło 150 obiektach sakralnych, m.in. w Krakowie, Łagiewnikach, Gdańsku, Warszawie, Rzymie, Austrii, Francji i w wielu innych miejscach świata.

– Uffff. No to w takim przypadku jestem pewien, że Wasza córka, Mia chyba nie miała wyjścia…

MK: – Oczywiście. Od dziecka uczy się grać na fortepianie. Mia ma 13 lat, chodzi do szkoły muzycznej. Również tańczy, śpiewa, maluje i rzeźbi. Erupcja talentu wzrasta po każdym powrocie z galerii albo muzeum. Mia zamyka się wówczas w pokoju i tworzy. Bardzo mnie to cieszy, bo wiem, jaką z tego ma się wielką radość. Lubię też, gdy Kuba po powrocie z podróży albo koncertu siada przy fortepianie i gra. Ja, na szczęście, nie muszę specjalnie czekać, aż spłynie na mnie wena twórcza. Inspiruje mnie po prostu życie, natura, maluję codziennie.

– Kuba jest autorem scenariusza i reżyserem już kilkunastu sztuk teatralnych. Te najnowsze to „Hiszpańska mucha”, „Być jak Elizabeth Taylor” czy wreszcie „Frida – życie, sztuka, rewolucja”, zebrały świetne recenzje. W każdej z nich gra Martyna. Ale wydaje mi się, że szczególnie tytułowa rola Fridy Kahlo jest jakby wymarzona właśnie dla Martyny…

MK: – Frida Kahlo jest osobowością, niesamowitą kobietą, nieprawdopodobną pod wieloma względami, cudowną artystką. W sztuce o niej chcieliśmy połączyć różne gałęzie sztuki w jedną całość. Wykorzystując wideoart, sztuki piękne, malarstwo, taniec, staraliśmy się stworzyć coś innego, ciekawego, zupełnie inną wypowiedź teatralną – performatywną. I rzeczywiście tak jest, że moja pasja, praca i zainteresowanie twórczością Kahlo, stały się punktem wyjścia dla Kuby przy pisaniu scenariusza i reżyserii.

 JP: – Martyna malując, pracując jako malarka, pokazuje mi swoje inspiracje, jedną z artystek, którą podziwia jest Frida. Jej zainteresowanie tym tematem tak silne dało mi do myślenia. Stąd pomysł napisania sztuki o tej artystce.

– Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za kolejne projekty.