John F. Kennedy – fałszywy obraz legendy

jfk-123

Kiedy John Fitzgerald Kennedy został prezydentem Stanów Zjednoczonych, świat oniemiał z zachwytu. Młody, o atrakcyjnej aparycji, posiadający piękną żonę Jacquelin – wydawał się objawieniem dla Ameryki. Wiele osób miało nadzieję, że to on rozwiąże problem konfliktu w Wietnamie. Podobał się kobietom, które od wieków wyznają zaskakującą zasadę, że skoro mężczyzna jest przystojny, to „coś w tym musi być” i dlatego na niego głosują nie wchodząc w szczegóły… Nikomu nie przeszkadzało, że był znany ze skłonności do korzystania z luksusowych prostytutek, a jego romans z Marylin Monroe na oczach całego świata upokorzył – rzekomo ukochaną – małżonkę, Jacquelin.

Co więcej – zwycięstwo JFK w wyborach prezydenckich było wyjątkowo podejrzane, gdyż w kampanię wyborczą prawie oficjalnie zaangażowała się włoska mafia. Ojciec Johna, który do majątku doszedł handlując lewym alkoholem, przyjaźnił się z kolegą z branży, królem gangsterów Samem Giancaną. Jeden z bliskich współpracowników Giancany ujawnił, że Kennedy senior zwrócił się do mafii z prośbą o pomoc w wyborze syna na prezydenta i mafia zadanie wykonała perfekcyjnie.

Ta sprawa była jednak przemilczana, gdyż to rzucało cień na „boskiego JFK”. Podobnie niewiele mówiono o fatalnym stanie jego zdrowia, skrywanej paranoi i lekomanii. Niedawno ujawnione dokumenty potwierdzają tezę, że Kennedy nie powinien być z tego powodu dopuszczony do kierowania nawet małym urzędem pocztowym, a co dopiero mówić o supermocarstwie… Niedwano w USA dotarto do źródeł z których wynika, że dr Max Jacobson, znany także jako „Dr. Feelgood”, regularnie robił prezydentowi zastrzyki z amfetaminą. Takie sesje tak weszły mu w nawyk, że w pewnej chwili inni lekarze zaczęli wyrażać zaniepokojenie tą sytuacją.

Gra pozorów

W rozlicznych podbojach i romansach J.F. Kennedy’ego można się pogubić. Najgłośniejszym z nich jest jednak z pewnością ten z Marilyn Monroe. Przyszły prezydent USA poznał ją w roku 1954. Ale ich romans zaczął się najprawdopodobniej dopiero w połowie 1961 r.

Marilyn Monroe nie była więc ani pierwsza, ani jedyna. Schadzki gwiazdy i prezydenta odbywały się w przeróżnych miejscach: w hotelu Beverly Hills, domu szwagra prezydenta, Petera Lawforda, w Santa Monica, w Białym Domu, a nawet na pokładzie prywatnego odrzutowca Kennedy’ego.

Szczególny status miał tu hotel Carlyle, który otrzymał nieoficjalne miano „nowojorskiego Białego Domu”. Kennedy wynajmował tu. apartament, a kiedy chciał się tam dostać dyskretnie – czyli najczęściej w kobiecym towarzystwie – używano do tego celu… tuneli.

Ona jako żołnierz, on jako dowódca

Dopiero kilka lat temu ujrzały światło dzienne zapisy taśm, jakie Marilyn w ostatnich miesiącach życia nagrywała dla swojego psychoanalityka. Opisywała tam romans z Kennedym ze swojej perspektywy. Postrzegała w tym układzie siebie jako żołnierza, którego dowódcą jest najpotężniejszy człowiek na ziemi. Mówiła: – Żołnierz ma przede wszystkim być posłuszny. Dowódca mówi: „wykonać”, a ty wykonujesz.

Ale z jednej strony ona składała taką „deklarację podległości”, z drugiej zaś nie miała najlepszego zdania o łóżkowej sprawności prezydenta. Dla niej zbyt szybko było po wszystkim. Łóżkowe spotkania z JFK ponoć puentowała dosadnie: – Slam, bam, thank you, Ma’am… Nie ma chyba potrzeby tego tłumaczyć.

Ostatnie urodziny

Marilyn Monroe śpiewająca Kennedy’emu: „Happy Birthday, Mr. President…” – to obrazek z popkulturowego kanonu XX stulecia. Jaka jest historia tego epizodu?

Urodzinowe przyjęcie prezydenta w Madison Square Garden odbyło się 19 maja 1962 r., 10 dni przed właściwymi urodzinami Kennedy’ego. Impreza miała tyleż przykuwać uwagę, co podreperować budżet demokratów. Stąd zresztą obecność na widowni i na scenie wielu gwiazd piosenki, filmu i estrady. Marilyn Monroe w pewnym momencie uroczystości miała po prostu wyjść na scenę i zaśpiewać „Happy Birthday…”.

Ale ona zburzyła plan gali przez swoje spóźnienie, a następnie szokującym wyjściem na scenę – zdjąwszy okrycie z gronostajowego futra, stanęła przed 15 tysiącami widzów, w tym oczywiście przed prezydentem, w niemal przezroczystej i pobłyskującej sukni. I zaśpiewała: zmysłowo, prowokująco – jakby puszczała oko do kochanka i do tych z widzów, którzy mogli wiedzieć, że coś jest na rzeczy. Publiczność była wniebowzięta – najcelniejszy był komentarz dyrektora muzycznego imprezy, który oświadczył, że to było „masowe uwodzenie”. Prezydent również był w euforii – oświadczył ze sceny, że po tak słodkich i szczodrych życzeniach może już przejść na emeryturę.

To był ostatni ze znaczących występów publicznych Monroe. I okazja do najprawdopodobniej ostatniego spotkanie z Kennedym – późną nocą, w „bezpiecznym” hotelu Carlyle.

Tragiczna śmierć Marylin

Ci, którzy znali oboje twierdzą, że Marylin była w Kennedym śmiertelnie zakochana. Jednak on zerwał romans, nie zamierzając rezygnować ani ze swojego małżeństwa, ani z innych kobiet. Problemy psychiczne, z którymi zmagała się od paru lat aktorka, miały się wtedy pogłębić.

Następnych urodzin prezydenta Marilyn Monroe miała nie doczekać. Już od paru lat miała problemy z nadużywaniem alkoholu i leków; leczyła się psychiatrycznie. W sierpniu 1962 r. znaleziono ją martwą we własnym łóżku – przyczyną śmierci było przedawkowanie środków nasennych. Seks-symbol Ameryki odszedł, mając ledwie 36 lat. Okoliczności śmierci Marilyn do dziś budzą wiele wątpliwości – wypadek, samobójstwo czy morderstwo?

Okazuje się, że są dowody na morderstwo. Prywatny detektyw gwiazd Hollywood, Fred Otash który szpiegował Marilyn Monroe nagrał ostatnie chwile życia gwiazdy. W pamiętniku, detektyw zdradził zabójcę aktorki. Dziennik detektywa z sensacyjnymi zapiskami odnalazła jego córka. Według notatek Otash’a, który zmarł w 1992 roku Monroe miała romans z braćmi Kennedy. Detektyw napisał w dzienniku „słyszałem jak Marilyn Monroe umiera”. Relacjonował, że 5 sierpnia 1962 roku Marilyn pokłóciła się z Robertem Kennedym. Wykrzyczała mężczyźnie, że czuje się jak kawałek mięsa, który sobie przekazują. Z notatek wynika, że awantura była bardzo głośna, kłócili się w sypialni. Robert próbował uciszyć Monroe, jednak nie udało mu się, doszło do szarpaniny. Wziął poduszkę i przycisnął ją do łóżka. Zrobiło się cicho. Robert pospiesznie wyszedł. Następnego dnia detektyw dowiedział się o śmierci gwiazdy.

Obszerna lista kochanek

Na obszerną listę kochanek polityka trafiały damy przeróżnego autoramentu: od stażystki w Białym Domu Mimi Beardsley-Alford, poprzez kobietę mafii, Judith Exner, nie mówiąc o rozlicznych prostytutkach; aż do mniej lub bardziej popularnych aktorek. Zsa Zsa Gabor, Angie Dickinson czy Jayne Mansfield to te najbardziej znane. Największym skandalem był jednak romans z Ellen Rometsch – luksusową call girl. Jej rynkowa cena wynosiła 200 dolarów. Jednak dla boskiego Johna oferowała swe usługi za darmo. Prezydent nie widział oczywiście w tym nic budzącego niepokój. Był zbyt pewny swojej wartości. Dopiero po jakimś czasie okazało się, że Ellen pochodzi z Niemiec Wschodnich i prawdopodobnie jest agentką wywiadu. Gdyby wówczas ta informacja ujrzała światło dzienne byłby to koniec prezydenta. Jednak razem ze swoim bratem Robertem deportowali kobietę w 1963 roku do NRD.

O rozwiązłości Kennedy’ego krążą anegdoty i legendy. W ogóle Kennedy miał i szczęście, i doskonały PR – jego lubieżność była w Waszyngtonie tajemnicą poliszynela; szeptano o niej, lecz jej nie wywlekano. Wiele z jego romansów znalazło potwierdzenie dopiero po dziesięcioleciach. Tak więc obraz szczęśliwej prezydenckiej pary był fasadą, stworzoną na użytek opinii publicznej. Stwierdzenie, że JFK nie dochowywał wierności, nie oddaje ani istoty rzeczy, ani proporcji.

Romans ze stażystką

Kilka lat temu w USA roku bestsellerem stała się książka „Stażystka. Mój romans z prezydentem Kennedym i jego skutki” niejakiej Mimi Alford.  Okazuje się, że będąc stażystką w Białym Domu straciła dziewictwo z Johnem F. Kennedym. – Bałam się nawet, że będę miała dziecko z prezydentem – mówi Mimi Alford.

Jej erotyczny związek z JFK zaczął się latem 1962 roku już czwartego dnia jej  stażu w Białym Domu. I to w sypialni pierwszej damy. Dziewczyna nie protestowała – miała 19 lat, i oszołomiło ją zainteresowanie niezwykle przystojnego, ujmującego i wpływowego człowieka, najpotężniejszego człowieka w tamtym czasie. Okazuje się, że Mimi wówczas była jeszcze dziewicą. JFK wydawał się być tym zaskoczony, ale niewykluczone, że był to jeden z powodów, dla których ten związek trwał dość długo. Pod koniec września 1962 roku Mimi zaczęła nawet podejrzewać, że jest w ciąży, ale skończyło się na strachu. Jak sama wyznaje kochała prezydenta niedojrzałą miłością 19-latki. Wydaje się, że i JFK ją lubił, a na pewno o nią dbał. Był też ponoć bardzo czułym człowiekiem. Mimi twierdzi, że kiedy byli razem, zachowywał się często jak mały chłopiec. Natomiast nigdy się nie całowali. JFK czasem dbał o pozory – Mimi zawsze mówiła do niego „panie prezydencie”. Nigdy nie przeszło jej przez głowę, by nazywać go po imieniu.

Oprócz miłych wspomnień Mimi Alford pamięta rzeczy o których chciałaby zapomnieć. Na przykład o tym jak prezydent poprosił, by uprawiała na jego oczach seks oralny z jego współpracownikiem Dave’em Powersem. Zgodziła się chociaż do tej pory nie wie dlaczego nie powiedziała „nie”. Jednak rok później kiedy JFK poprosił ją o to samo wobec swojego brata Teda, odmówiła. Kiedy zapytano ja dlaczego ukrywała związek z JFK przez ponad 40 lat odpowiedziała, że milczenie wymógł na niej narzeczony, a pewną rolę odgrywał też wstyd i strach. Okazuje się jednak, że musiała zrzucić ten ciężar. I napisała książkę.

Szokujące informacje zza oceanu

Federalne Biuro Śledcze (FBI) na wniosek historyków ujawniło niedawno tajne akta, z których wynika, że Marilyn Monroe uczestniczyła w orgiach aż z trzema braćmi Kennedy na raz. A na bezwstydnych imprezach obecny był także Frank Sinatra! Od dawna było wiadomo, że Marilyn była kochanką prezydenta Johna Kennedy’ego i jego brata Roberta, prokuratora generalnego. Jednak po raz pierwszy na jaw wyszły aż tak pikantne szczegóły jej związku z klanem Kennedych, w tym z najmłodszym z braci Edwardem. Orgie odbywały się w apartamencie nowojorskiego hotelu Carlyle. Seksparty organizował sam Frank Sinatra. Przyprowadzał tam nie tylko Marilyn, ale także inne kobiety. A jego zleceniodawcą była… mafia. Gangsterzy chcieli w te sposób zdobyć kompromitujące Kennedych zdjęcia i nagrania filmowe. Liczyli na to, że będą mogli ich szantażować. Zwłaszcza Roberta Kennedy’ego, który jako prokurator generalny prowadził szeroką akcję zwalczania zorganizowanej przestępczości.

Krzysztof Pipała
Na podst.:wiadomosci.onet.pl, swiat.newsweek.pl, www.polskatimes.plwww.nautilus.org.pl, www.natgeotv.com.pl, www.historycy.org