Kajaki dekorowane olimpijskimi medalami

pipala

Zdobył złoty, srebrny i dwa brązowe medale mistrzostw świata w kajakarstwie. Potem chciał być trenerem. I był, ale krótko, bo zaczął produkować kajaki. Podczas 20 lat między rokiem 1996 a 2016 zawodnicy różnych krajów zdobyli ponad 60 medali olimpijskich pływając na wyprodukowanych przez jego firmę kajakach. Był jedynym dostawcą łodzi na Igrzyska Azjatyckie w Korei w roku 1998, a dwa lata później oficjalnym dostawcą sprzętu na igrzyska olimpijskie w Sydney. Cudowna kariera? Cudów nie było, ale ciężka praca i niemal ciągle pod górkę, zagrożenie upadłością, bo na całym świecie takim firmom się pomaga, ale nie w Polsce. Ta firma nazywa się PLASTEX, a jej właścicielem jest Ryszard Seruga, kajakarz górski, kanadyjkarz, uczestnik olimpiady w Monachium w roku 1972, kiedy to pierwszy raz wprowadzono do programu igrzysk kajakarstwo górskie. I gdyby nie ten fakt, to nie wiadomo jak potoczyłoby się życie Ryszarda Serugi. Bo to igrzyska olimpijskie w 1972 roku związały go na zawsze z kajakami.

Reprezentację kajakarzy górskich na monachijską olimpiadę rozpoczęto budować na trzy lata przed tą imprezą. W Nowym Sączu, bo stamtąd było najbliżej do rwących górskich strumieni. Ryszard Seruga miał wtedy 16 lat i w ciągu 3 lat musiał się nauczyć kajakarstwa górskiego. Miał smykałkę do tego sportu, bo wraz z Janem Frączkiem zajęli na sztucznym torze pod Monachium 5. miejsce. Byli najmłodsi w gronie konkurentów, bo ani jeden, ani drugi nie przekroczył wtedy 20 lat. Gdyby dzisiejsi mistrzowie mieli takie warunki, jakie w tamtych latach miał Seruga i jego koledzy, na pewno odwróciliby się od sportu plecami. Oni trenowali na zdezelowanych kajakach, na zgrupowaniach spali w dziurawych namiotach, woda lała im się na głowę, ale trenowali i odnosili sukcesy. Po monachijskiej olimpiadzie kajakarstwo górskie zniknęło z programu igrzysk na 18 lat, ale mistrzostwa świata w tej dyscyplinie nadal się odbywały i między 1975 a 1983 r. drużyna z Serugą w składzie z każdej takiej imprezy wracała z medalami. Gdy w roku 1992 kajakarstwo górskie przywrócono jako dyscyplinę olimpijską (igrzyska w Barcelonie) Ryszard Seruga miał już 39 lat, a na koncie 11 tytułów mistrza Polski i wspomniane wyżej medale mistrzostw świata. Ale także pewne doświadczenia związane z produkcją kajaków.

Jeszcze bowiem jako zawodnik dorabiał w Niemczech, oczywiście „na czarno”, w firmie Klausa Lettmana, który był jednym z największych na świecie producentów tego pływającego sprzętu. Polscy kajakarze pływali na jego kajakach, a pracujący „na czarno” Seruga wprowadzał do ich konstrukcji innowacje, które natychmiast przyjmowały się wśród zawodników. Epokowym zwrotem w produkcji łodzi dla kajakarstwa górskiego okazała się tam właśnie wprowadzona przez Serugę dość przewrotna innowacja. Był bowiem z krwi i kości wyczynowcem, każdym mięśniem czuł kajak i cały czas myślał o tym, jak poprawić jego zwrotność, by ułatwić zawodnikowi pokonywanie slalomowych bramek. Doszedł do wniosku, że uda się to, jeśli odwróci się kanadyjkę o 180 stopni, czyli tył da na przód, a przód do tyłu. Mówiąc prosto – zbudować kajak, który będzie szerszy z przodu, a węższy z tyłu. Gdy jego pracodawca ujrzał tak przestawioną kanadyjkę, zapytał co za idiota to zrobił. Seruga odpowiedział, że żaden idiota lecz on i niedługo później Lettmann przepraszał go za swoje słowa, bo w kolejnych zawodach wszyscy zawodnicy startowali już na „odwróconych” kanadyjkach.

Swoja firmę założył w wieku 30 lat, gdy zakończył wyczynową karierę i stanął przed koniecznością sformułowania odpowiedzi na pytanie – jak zarabiać na życie, by utrzymać rodzinę. Najpierw był krótko trenerem (skończył AWF we Wrocławiu, gdzie też uzyskał uprawnienia trenera II klasy w kajakarstwie) i zarazem zawodnikiem klubu w Drzewicy (miejscowość znana z produkcji sztućców marki Gerlach). To w jego klubie zaczynali spotkanie z kajakarstwem górskim dwaj późniejsi srebrni medaliści igrzysk olimpijskich w Sydney: Krzysztof Kołomański i Michal Staniszewski. Po niedługim czasie wysłał swoje CV do federacji kajakowych różnych europejskich krajów. Pozytywnie odpowiedzieli Norwegowie. Oprócz zajęć trenerskich z młodymi Norwegami pracował też przy produkcji kajaków. Niedługo, bo po pół roku, jako że postanowił wrócić do Polski i rozkręcić własny biznes w tej branży. To były oczywiście czasy niedoboru wszystkiego, materiały do produkcji sprowadzał z Zachodu i w jego zakładzie, założonym w wynajmowanym domu jednorodzinnym w Markach pod Warszawą zaczęli się pojawiać profesorowie z politechniki, którzy chowali po kieszeniach skrawki kewlaru i karbonu. Robili to w celach dydaktycznych, by studenci mogli zobaczyć, jak taki kewlar i karbon wyglądają, no i go dotknąć.

Po pewnym czasie skontaktował się ze swoim byłym pracodawcą w Niemczech, Klausem Lettmannem, zaczął produkować kajaki dla niego. Ale po jeszcze krótszym czasie Niemiec zaproponował mu pracę u siebie, więc długo się nie zastanawiał i 9-metrowu pokój, w którym cisnął się z żoną i synem, zamienił na 100-metrowy dom w Niemczech. Po 1989 r. postanowił jednak ponownie wrócić do kraju, by ponownie produkować kajaki. Wraz z dwoma wspólnikami założył firmę, ale nie mogli się dogadać co do strategii rozwoju, więc szybko ich spłacił i zaczął pracować już tylko na własne konto, pod firmą PLASTEX. Po pewnym czasie zdobył licencję na kajaki jednego z duńskich producentów, z prawem do wprowadzania udoskonaleń. W 1994 r. przekonały się do jego kajaków dwie polskie zawodniczki i zdobyły na nich 2 złote medale mistrzostw świata. Rok później zbudował kajak dla Piotra Markiewicza, który wypływał na nim i wywiosłował (bo wiosło też było z Plasteksu) mistrzostwo świata na 200 i 500 metrów.

Trzy lata później Plastex był jedynym dostawcą kajaków na Igrzyska Azjatyckie w Korei, a po kolejnych dwóch na igrzyska olimpijskie w Sydney. Wtedy to na 36 medali, jakie rozdano w kajakarstwie, aż 20 wywalczono na kajakach Ryszarda Serugi. W 2004 roku pojawiła się konkurencja w postaci portugalskiej firmy Nelo i kolejnych 10 lat było zmaganiem się z przeciwnościami losu. Portugalczycy dostali z UE dofinansowanie, Plastex, mimo że Polska też już była wtedy we wspólnocie, nie miała na to szans. W 2008 r. kryzys ogarnął świat, dotarł także do Polski, uderzył też w Plastex.

Firma całą produkcję eksportowała, a euro leciało na łeb na szyję, obroty spadały i pojawił się smutny pan z banku, który powiedział, że spadek obrotów to dla firmy początek równi pochyłej, wobec czego bank wypowiada kredyt. W innych krajach banki pomagały firmom, ale nie w Polsce. Seruga zamknął firmę na 2 miesiące, spieniężył co tylko się dało, ale firmę uratował. Wtedy, przed kryzysem, załoga Plasteksu liczyła 50 osób, dziś już tylko 30, ale skala produkcji jest taka sama. Właściciel ciągle ulepsza swoje kajaki, rozszerzył gamę o wyroby rekreacyjne, a przedstawicieli Plasteksu można spotkać na wszystkich bardzo i mniej ważnych imprezach kajakowych w Europie i na świecie. A właściciel i szef firmy Ryszard Seruga mówi tak: W Portugalii mój konkurent jest przyjmowany przez premiera, ministra sportu, zapraszany do telewizji, tam firma Nelo jest traktowana jak perła w koronie. A w Polsce produkujemy świetne autobusy elektryczne, tramwaje, pociągi, rowery, helikoptery i nie potrafimy się tym chwalić. Francuz nie powie, że Włoch ma lepsze wino. Dbają o to, co jest ich i uważam, że to nie ma nic wspólnego z nacjonalizmem.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii