Kanadyjska wolność marihuany

str-14-uprawa-marihuany

W pierwszych dniach czerwca br. kanadyjski Senat przyjął ustawę o nazwie C-45, która legalizuje dostęp do marihuany w celach, jak to się utarło mówić, rekreacyjnych, bo używanie jej w celach medycznych jest już od pewnego czasu dozwolone. Ustawa ma wejść w życie już 1 lipca br., a więc w dniu święta narodowego Kanady. Ta decyzja, której od początku swojej kadencji patronował premier Justin Trudeau (obiecał zalegalizowanie marihuany podczas swojej kampanii wyborczej), jest zarazem spełnieniem oczekiwań Kanadyjczyków, których dwie trzecie opowiada się za legalizacją tej używki.

Dążenia Kanadyjczyków do zalegalizowania marihuany sięgają 2004 roku, kiedy to podjęto pierwsze kroki zmierzające do depenalizacji jej posiadania i zażywania, ale zdecydowany sprzeciw wobec tych działań podjęły… Stany Zjednoczone. Rząd sąsiada zza miedzy obawiał się, że przez tę miedzę właśnie rozpocznie się niekontrolowany import marihuany do USA. W międzyczasie jednak, właśnie w USA rozpoczął się silny oddolny ruch, którego celem było zalegalizowanie stosowania marihuany nie tylko w celach medycznych, ale także rekreacyjnych. I w roku 2012 zwolennicy takiego rozwiązania przeforsowali swoje stanowisko w czterech stanach. Graniczącym właśnie z Kanadą stanie Waszyngton oraz w Kolorado, Oregonie i na Alasce. Natomiast w ciągu sześciu lat, które upłynęły od roku 2012, medyczne stosowanie marihuany jest obecnie dozwolone w 30 z 50 stanów USA, a w 9 oraz stołecznym District of Columbia jest ona dopuszczona do obrotu w celach rekreacyjnych. W kilku kolejnych stanach prowadzone są działania, by również w pełni ją zalegalizować.

Sprzeciw USA wobec działań depenalizacyjnych w Kanadzie miał też swoje dobre strony. Podczas tych sześciu lat Amerykanie prowadzili bowiem wnikliwą obserwację i analizę zjawisk związanych z dopuszczeniem do legalnego stosowania marihuany. Uzyskany „materiał badawczy” jest wcale niemały, jako że dostęp do medycznej marihuany ma już ponad połowa Amerykanów. Wnioski są bardzo ciekawe i zarazem pouczające, ponieważ środowiska medyczne w Kanadzie miały wiele wątpliwości i zastrzeżeń co do zliberalizowania prawa w tej kwestii.

Zgodnie więc z badaniami, na które powołuje się The Huffington Post, w roku 2017 nie zanotowano w USA ani jednego przypadku śmierci spowodowanego używaniem marihuany. W zestawianiu ze skutkami spożywania alkoholu, który jest powszechnie dostępny, marihuana jawi się jako absolutnie niewinna i nie powodująca żadnych przykrych skutków używka. Alkohol był bowiem w omawianym okresie przyczyną ponad 100 tysięcy zgonów albo w wyniku jego przedawkowania, albo w wyniku prowadzenia samochodu pod jego wpływem. Zdecydowanie groźniejsze od marihuany są także leki opidowe (oparte na kodeinie, morfinie, heroinie), które spowodowały śmierć ok. 27 tys. Amerykanów. Ponadto amerykański Narodowy Instytut Zdrowia, który przeprowadził szerokie badania, potwierdził korzystne oddziaływanie marihuany na ludzki organizm w przypadku kilku chorób, szczególnie onkologicznych. Stwierdzono niezbicie, że marihuana nie wchodzi w reakcje z innymi lekami, poprawia samopoczucie, łagodzi ból oraz nudności, nie powoduje utraty apetytu, a wręcz przeciwnie. Te dane powinien dokładnie przeanalizować obecny polski rząd, który rękami i nogami broni się przed wprowadzeniem do aptecznego obrotu leków na bazie marihuany, a o jej legalizacji przynajmniej w celach medycznych, nawet nie chce słyszeć.

Podczas prac w Senacie Kanady nad ustawą C-45 wprowadzono do przedłożonego projektu wiele poprawek. Prawnicy twierdzą, że jest ona niezbyt precyzyjna, wręcz, jak mówią, „luźna”, ale to świadoma decyzja, aby rządy poszczególnych prowincji mogły ją doprecyzować i dostosować do swoich warunków. Ustawa przewiduje na przykład, że susz będą mogły kupić osoby mające ukończone 18 lat, ale rządy prowincji będą mogły granicę wieku podwyższyć.

Marihuana ma być sprzedawana w sklepach pod kuratelą rządu i do 2020 r. ma zostać otwartych 150 takich placówek. Sprzedaż używki w sklepach prywatnych będzie zabroniona, podobnie jak używanie jej do celów rekreacyjnych w miejscach publicznych, w pracy i w samochodach. Ale za to każdy dorosły mieszkaniec Kanady będzie mógł hodować dla własnego użytku 4 krzaki konopi indyjskich o wysokości do 1 metra każdy. I zapewne domowych „działkowiczów” będzie sporo.

Według bowiem danych kanadyjskiego resortu zdrowia publicznego, co trzeci Kanadyjczyk przynajmniej raz w życiu palił marihuanę, a w roku 2017 zrobił to co dziesiąty mieszkaniec tego kraju. Zalegalizowanie używki sprawi, że pojawi się nowa dziedzina „produkcji” i handlu, toteż firmy zajmujące się biznesem natychmiast przystąpiły do szacowania potencjalnej wartości rynku tego produktu.

Według firmy Deloitte (audyty, doradztwo inwestycyjne) tylko w pierwszym roku po zalegalizowaniu marihuany, rynek tego produktu będzie miał wartość 4,3 miliarda dolarów. Canadian Imperial Bank of Commerce szacuje, że do 2020 roku wartość rynku osiągnie pułap 6,5 mld dol. kan., natomiast New Frontier Data przewiduje, że liczba Kanadyjczyków używających regularnie marihuany w ciągu najbliższych 7 lat, czyli do roku 2025, obejmie 22% mieszkańców tego kraju. W związku z tym wartość rynku używki osiągnie pułap 9,2 mld dol. kan. Analitycy twierdzą, że wyjęcie marihuany spod penalizacji i swobodny do niej dostęp spowoduje spadek sprzedaży alkoholi, bo ludzie przestawią się na zdrowszą i już legalną „trawkę”.

Odpowiedź na pytanie, kto i ile wykroi z tego miliardowego tortu dla siebie, jest raczej oczywista. Na razie nie wiadomo jak jest w Kanadzie, ale w USA w biznes związany z marihuaną inwestują firmy z różnych branż, dysponujące ogromnym zapleczem finansowym. Duży biznes ma i przysłowiowego „nosa” i możliwości, by inwestować w to, co opłacalne. Dla drobnych plantatorów, którym się wydaje, że zarobią na legalnej marihuanie kokosy, pozostanie niewiele.

Krzysztof Pipała