„Kasa” z Unii hamuje polexit

pipala

Najbliższe dwa lata wykażą wrażliwość suwerena, czyli elektoratu, który poparł Prawo i Sprawiedliwość w wyborach prezydenckich i do Sejmu w 2015 roku, na euro sceptycyzm ich faworyta. PiS nie ukrywa, że standardy Unii Europejskiej dotyczące praworządności i wolności mediów wyraźnie mu ciążą i najchętniej z tymi ograniczeniami by się pożegnał, ale na przeszkodzie w szybkim wyartykułowaniu pod adresem UE „do widzenia” stoją pieniądze, czyli, jak to się mówi w żargonie codziennym – „kasa”. Do „kasy” dołożyć jeszcze trzeba coś, co w tej chwili wydaje się absolutną codziennością i niezbywalnym prawem obywatelskim, czyli wolnością podróżowania i przekraczania polskiej granicy kiedy tylko ma się na to ochotę. Polacy, którzy byli w pieluchach gdy padał komunizm, a szczególnie ci, którzy urodzili się po roku 1989 nie wyobrażają sobie, że nie mogliby mieć w domu paszportu tylko upraszać się o niego u urzędników podległych ministrowi pokroju Mariusza Błaszczaka. A coś takiego byłoby codziennością, gdyby jakikolwiek polski rząd, postanowił wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej.

Do podjęcia takiej decyzji jest oczywiście potrzebna zgoda suwerena, czyli trzeba by było przeprowadzić w tej kwestii referendum, ale media już niejednokrotnie udowodniły, że przekonanie znaczącej liczby Polaków do podjęcia decyzji absolutnie nieracjonalnych z punktu widzenia ich interesu, jest jednak możliwe. No… Ale w grę wchodzą pieniądze. I to niemałe, i dla wielu, przede wszystkim rolników, szczególnie odczuwane w kieszeni. W przypadku rolników są to bowiem wypłacane w żywej gotówce dopłaty do każdego posiadanego hektara.

W latach 2007-2013, w ramach tak zwanej pierwszej perspektywy finansowej, polscy rolnicy zainkasowali z tytułu dopłat do hektara 264,3 miliarda złotych z funduszy unijnych. Ta kwota to ponad dwie trzecie wszystkich pieniędzy, które w tych latach spłynęły bezpośrednio do kieszeni polskich rolników. I te pieniądze na polskiej wsi widać. Nie ma już walących się chałupinek z popadającą w suchoty krówką i ofajdaną po uszy świnką, która w poszukiwaniu pokarmu ryła zabłocone podwórko przeganiana przez owiniętą w szmaty babinę. To przeszłość nieznana współczesnym młodym Polakom. Polska wieś jest dzisiaj zadbana, czysta, z pielęgnowanymi trawnikami, klombami et cetera… Bieda i nędza peerelowskiej polskiej wsi odeszła w niepamięć. Kwestią nie do końca rozstrzygnięta pozostaje, czy przeciętny mieszkaniec polskiej wsi jest świadomy skąd pochodzą pieniądze, które umożliwiły mu cywilizacyjny awans.

W ramach Wspólnej Polityki Rolnej Unii Europejskiej Polska ma do dyspozycji w latach 2014-2020 kwotę 42,4 miliarda euro, a tylko jeden program z tej dziedziny, czyli Program Rozwoju Obszarów Wiejskich wchłonie 8,7 mld €. Jakie pieniądze zasysa dzięki unijnemu wsparciu Polska wieś prześledźmy na przykładzie roku 2017. I to tylko na przykładzie dopłat bezpośrednich (do hektara), które wędrują bezpośrednio do kieszeni rolników. W tymże 2017 roku wnioski o przyznanie dopłat bezpośrednich złożyło ponad milion trzysta tysięcy rolników. Do końca roku 2017 do ich kieszeni trafiło już 9,5 mld zł. Całkowita pula pieniędzy na dopłaty za 2017 r. wynosi 14,8 mld zł i pozostałe pieniądze, w sumie ponad 5 mld zł, trafi do nich do końca czerwca bieżącego roku. Ale… Rolnicy mają też możliwość składania wniosków o pieniądze z wspomnianego Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020 i skrzętnie z tego korzystają. Do Agenci Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która zarządza tym programem, wpłynęło już 2,6 mln wniosków. Ponad 900 tysięcy z nich zostało pozytywnie rozpatrzonych i na konta ich beneficjentów wpłynęło już z tego tytułu 9 miliardów złotych.

Polska wieś nie jest jedynym beneficjentem unijnych pieniędzy. W latach 2007-2013 z pieniędzy Unii Europejskiej finansowany był program Innowacyjna Gospodarka, w ramach którego polskie przedsiębiorstwa wchłonęły 8,7 miliarda €. W obecnej perspektywie finansowej, czyli obejmującej lata 2014 do 2020 Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka został zastąpiony dwoma innymi programami, na które przeznaczono w sumie o 2,2 mld € więcej. Program Operacyjny Inteligentny Rozwój ma do dyspozycji 8,6 mld zł, a PO Polska Cyfrowa 2,3 mld €.

Osiemset milionów euro mniej będzie miał do dyspozycji Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko, bo 27,5 mld € wobec 28,3 mld € w latach 2007-2013, o 300 mln € mniejszy jest też budżet bardzo istotny dla najbiedniejszych województw, czyli program Polska Wschodnia. Program Operacyjny Kapitał Ludzki, na który w latach 2007-2013 wyasygnowano 10 mld €, w nowej perspektywie finansowej zastąpiono Programem Operacyjnym Wiedza Edukacja Rozwój, przy czym jego budżet jest zdecydowanie skromniejszy, bo wynosi tylko 4,4 mld €. Ale… Program Operacyjny Kapitał Ludzki służył przede wszystkim aktywizacji zawodowej bezrobotnych i zmianie kwalifikacji zawodowych, zaś priorytety nowego (PO Wiedza Edukacja Rozwój) już z samej nazwy wskazują, że jego celem jest budowa społeczeństwa opartego na wiedzy.

Zmniejszenie puli środków na trzy wyżej wymienione programy operacyjne rekompensuje jednak z nadwyżką i to dużą, przydział pieniędzy na Regionalne Programy Operacyjne. W latach 2007-2013 było to 17,3 mld €, obecnie, czyli na lata 2014-2020 wszystkie polskie województwa, mają do dyspozycji aż 31,3 mld €. To ogromny przyrost pieniędzy. Unia Europejska wyszła w tym przypadku z założenia, że samorządy wojewódzkie są gospodarzami na swoim terenie i mają najlepszą orientacją oraz wiedzę, jakie są ich zarówno najistotniejsze potrzeby, jak i w co należy pieniądze zainwestować, by zapewnić swoim regionom szybszy rozwój. Rozwój, który przyspieszy zacieranie różnic cywilizacyjnych między najbardziej rozwiniętymi i zapóźnionymi regionami Unii Europejskiej.

Przeciętny Polak raczej nie ma wyobrażenia jak wyglądałby jego kraj, gdyby w minionych 10 latach wszystkie niemal dziedziny życia społeczno-gospodarczego nie otrzymały finansowego wsparcia z Unii Europejskiej. Najlepszą „kuracją” byłby w tej sytuacji wyjazd do kraju spoza Unii, na przykład na Ukrainę. Byłby to kubeł zimnej wody na głowę tych, którzy próbują dziś wmawiać Polakom, że integracja z Unią niewiele im dała.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii