Kocham mój dom

lady-bunia

OPOWIEŚCI LADY BUNII. Byłam bardzo ciekawa jak odbiorę Polskę tym razem, czy znowu moje serce pęknie z żalu i tęsknoty. Tęsknota jest wpisana w los emigranta. Tęsknimy za tym co zostawiliśmy, świat pędzi do przodu, nie stoi w miejscu. Bardzo wiele się zmieniło, moje okolice się bardzo rozbudowały. Widać, że wszystko się rozwija. Wszędzie coś się buduje, jak nie biurowce to budynki mieszkalne. Jednak często inwestycje mieszkaniowe są wciskane w takie dziury i tak ciasno to wszystko budowane, że jestem przerażona. Kilka lat temu budowali autostradę i drogi niedaleko mojego domu, powstała strefa ekonomiczna, a w niej cała masa firm. Super! Tylko nikt nie przewidział, że w związku z tym zwiększy się natężenie ruchu. Korki w godzinach szczytu tragiczne. Pierwszy poranek i pierwszy spacer czyli najbardziej wyczekiwany moment. Pierwsze wrażenie? To wszystko jakieś takie obce, niby moje, niby znajome, a już nie moje. Spacer pod, nie nasz już, dom, idę z duszą na ramieniu. I co? I nic, kompletnie nic. Zero ścisku w gardle, łezka w oku się już nie kręci. Było minęło. Jedynie odgłos bitej drogi pod butami ten sam, zapach. Tak ten był mocno wyczuwalny pierwszego dnia. Świeże powietrze pachnące lasem. Tak intensywne, że aż wierciło w nosie. Jedynie ono dawało wspomnienie dawnych czasów. Moja osiedlowa Biedronka tak pozmieniana, że w niczym nie przypomina tej którą ja pamiętam. Jedynie kilka pań kasjerek znajomych zostało i pani w kiosku. To miłe, że mnie pamiętają, wymieniamy pozdrowienia i tyle. Twarze ludzi w sklepie czy restauracji zupełnie obce. Mnóstwo nowych ludzi mieszka na naszym osiedlu, wszystko się rozrosło. Ktoś umarł, ktoś się rozwiódł… Ot życie. Jedni się cieszą z Dobrej Zmiany, inni narzekają. Pracy niby mnóstwo, tylko za ile? Pracodawcy narzekają na brak ludzi do pracy, rosnące koszty pracowników, pracownicy na zarobki niewspółmierne do kosztów życia. Ceny w sklepach są zdecydowanie wyższe niż kilka lat temu. Nie sądzę, żeby to sławne 500 plus tak bardzo podniosło standard życia. Patrząc na ceny, to te pieniądze wystarczą na jedne większe zakupy w Biedronce. Drogi jakieś takie wąskie, że strach jechać i wszędzie ciemno. Niby wszystko oświetlone, latarnie uliczne na osiedlu moich rodziców niby świecą, ale i tak nic nie widać. Pewnie jakieś energooszczędne. Wszyscy narzekają na wysokie ceny mediów i mówią o kolejnych podwyżkach. Ludzie jakoś żyją, nie widzę jednak radości życia w nich, bardziej widzę strach o niepewność bytu. Jak to powiedziała mi znajoma: „Nawet jak masz dobrą pracę to z tyłu głowy czai się strach i pytanie, co będzie kiedy ją stracę? Bo dla ludzi 40 plus, czyli takich jak my, sytuacja się już komplikuje. Patrzę na to wszystko dookoła i mówię do męża: – „Ja już chcę do domu”. A na to słyszę: – „Ja też”. Nasz dom jest już tam, teraz to wiem. Na wakacje mogę tu przyjeżdżać, cudownie jest spotkać się z rodziną i przyjaciółmi, ale żyć bym już tu chyba nie chciała. Tęsknię za uśmiechniętymi twarzami przechodniów, za moim domem, za moją codzienną rutyną, za słońcem na niebie i światłem dziennym. Tu dni są niestety krótsze i zdecydowanie bardziej ponure. Pomimo, że pogoda jak na listopad jest piękna. Jednak wolę moją nowojorską jesień, która jest długa, słoneczna i piękna, pachnie dynią i Świętem Dziękczynienia. Kocham ten klimat, wszechobecne dekoracje, które błyskawicznie ustępują miejsca bożonarodzeniowym. Magia świąt trwa długo, a ja kocham ten klimat i te miliony świateł migoczących za oknem naszego domu, każdego dnia. Tęsknię za widokiem z kuchennego okna na Verrezano i Manhattan. Cieszę się niezmiernie, że w końcu po pięciu latach, znowu wiem gdzie jest mój dom. Bo dom to nie budynek, dom to uczucie w sercu. Nie ma gorszej rzeczy niż czuć się bezdomnym. A ja kocham mój dom.