Końca nie widać !

lady-bunia

OPOWIEŚCI LADY BUNII. Jeśli myślicie, że już siedzę w czyściutkim i pachnącym, nowym mieszkanku to jesteście w błędzie. Teoretycznie mieliśmy już tam mieszkać dawno. W najgorszym przypadku miało to być tydzień temu. Miałam plan, że 27 rocznicę ślubu będziemy świętować w nowym mieszkaniu. Tymczasem w rocznicę ślubu niespodzianką był… mandat za złe parkowanie. Wychodząc z pracy planowałam wyjście na kolację. Znalazłam kopertę za wycieraczką na szybie i jak zobaczyłam kwotę, to odechciało mi się jeść. Takie życie. Do szału doprowadza mnie bałagan, który się nie kończy. Ciągle planuję zacząć się pakować, ale po co skoro mieszkanie nie gotowe. Byłam przekonana, że tutaj czas to pieniądz. Patrząc po fachowcach i ich zacięciu do pracy to po śmierć ich można wysyłać. Zamówiliśmy meble do kuchni. Zadatek zapłacony, czas realizacji dwa – trzy dni. Tylko nikt nie powiedział od kiedy mam zacząć odliczać ten czas realizacji. Na pomiar kuchni gość jechał kilka dni. Dojechał. Szczegóły ustalone, czekam na meble. W międzyczasie mają mi podrzucić płytki – ta sama firma. Płytki docierają z dziesięciodniowym opóźnieniem. Mało tego są nie takie jak zamówiłam. Zagotowałam się. Po kilku dniach dotarły właściwe. Więc już opóźnienie dwutygodniowe. Po trzech tygodniach od zamówienia mebli, dostaję projekt i pytanie czy takie meble mogą być? Wściekłam się, bo ja na meble czekam, a oni mnie pytają czy takie? Projekt który mi wysłali w niczym nie przypominał tego co zamówiłam! Boże najświętszy, dobrze ze przez SMS nie można nikogo zastrzelić ani udusić, bo siedziałabym już w więzieniu. Zdesperowana i wkurzona do granic możliwości, umawiam się na kolejną wizytę w salonie mebli. Dzieli nas duża odległość, więc nie jest to takie proste. Myślę sobie ok., pojadę jeszcze raz, wszystko dokładnie ustalę, pokażę kobiecie palcem. Zaraz po wejściu dostaje białej gorączki, bo okazuje się, że to co ustaliłam wcześniej jest niemożliwe, firma z której chce fronty szafek nie robi ich w takim kolorze. Płytki już ułożone, więc zmiana koloru odpada. Nie wytrzymałam, zaczęłam przeklinać po polsku, darłam się wniebogłosy. Mój biedny syn, w roli tłumacza, palił się ze wstydu. Mąż kazał brać cokolwiek. No tak byle szybciej, byle ten cyrk skończyć. Trzy tygodnie czekania, żeby usłyszeć, że nie ma tego koloru. Nabrałam powietrza – ok. będą meble z innej firmy, ale kolor ten który chcę. Pamiętam, że ta firma ma meble tańsze, tak mówili ostatnio. Pytam o cenę i słyszę: „taka sama”. W tym momencie mówię NIE! Te są o tysiąc tańsze i więcej nie zapłacę. Mała, chuda Chinka mówi cichutko ok. Przysięgam, ona chyba myślała, że jej przyłożę. Wielka rozwścieczona baba pewnie wyglada groźnie. Jestem niezwykle spokojną i opanowaną osobą, wyprowadzić mnie z równowagi nie jest tak prosto. Im się udało!!! Mała, chuda była cicha, ale cwana. Zgodziła się na rabat, ale tak to powpisywała na zamówieniu, tak zamieszała, że mimo niższej ceny za meble, cała kwota do zapłaty wcale nie była niższa o 1000 od poprzedniej. Taka sprytna. Źle trafiła. Ja kalkulator w dłoń i wyliczyłam jej dokładnie, w którym miejscu mnie oszukała. Wyszłam dumnym krokiem. Nie dość, że wszystko ustalone to jeszcze 1000 dolców w kieszeni. Moje szczęście trwało do poranka, kiedy to dostałam kolejny projekt mojej kuchni od małej-chudej. Zbaraniałam, przez moment zastanawiałam się czy ze mną wszystko ok. Czy nie postradałam zmysłów? Okazało się, że ta firma nie produkuje szafek z szufladami w takim rozmiarze jak ja chcę. Litości! Więc proponują mi zwykłe szafki otwierane. Ja chcę szuflady, jestem stara, gruba, nieruchawa i potrzebuję wygodne meble. Poszłam na kompromis, będą szuflady, ale węższe. Nie mam wyjścia. Będą za dwa dni. Za godzinę informacja, meble będą końcem miesiąca. Napisałam im co o nich myśle. Później zadzwoniła córka i dopiero jak usłyszeli, że idę do adwokata, to od razu zmienili sposób myślenia. Da się. Meble dotarły na czas, jednak niekompletne – coś tam uszkodzone, coś źle złożone. Krew mnie zalewa, kuchnia miała już dawno być zamontowana! Do dzis nie pojawił sie wielki chiński boss, celem usunięcia usterek. Ma być jutro. Oni zobaczą resztę pieniędzy jak świnia niebo. Długo mnie będą pamiętali. Drugi mistrz świata układa płytki w łazience. Takim tempem, to ja bym je nogami ułożyła. Tracę już nadzieję, że zdążymy przed Bożym Narodzeniem. Jesteśmy tam codziennie, szpachluja, malują, produkują tony śmieci i końca nie widać…