Koniec czy eskalacja „dobrej zmiany”?

admin-ajax

Pisząc ten tekst nie znam jeszcze wyników wyborów w Polsce (wyniki podamy w kolejnym wydaniu GP). Tak czy inaczej 4-letnia kadencja rządu PiS skończyła się. Przebiegała pod hasłem „dobrej zmiany”, która okazała się niszcząca dla wielu dziedzin polskiego życia społecznego i gospodarczego. Istota rządów formacji PiS opierała się na dyktaturze Jarosława Kaczyńskiego. Cechą charakterystyczną tego człowieka jest zaś to, że jest zbyt ubogi intelektualnie, by udało mu się w życiu coś zbudować. Jest natomiast perfekcjonistą w rujnowaniu i niszczeniu. Budować jest trudno. Aby zbudować dom, trzeba pieniędzy, czasu, nade wszystko umiejętności. By go zburzyć wystarczy spychacz albo laska trotylu.

Kaczyński zniszczył niezależność Trybunału Konstytucyjnego, niszczy niezależne sądownictwo, perfidnie podkopuje niezależność samorządów, rujnuje służbę zdrowia, która staje się coraz bardziej niewydolna, nie podejmuje żadnych działań, by Polska włączyła się do grona krajów działających na rzecz powstrzymania zmian klimatycznych. Formacja PiS, karna wobec nakazów swego prezesa, jest w nieustającym konflikcie z Unią Europejską, której wartości opierają się na fundamencie wolności, tę zaś definiują niezależne od władzy wykonawczej sądy i niezawiśli sędziowie oraz wolne media. Te filary wolności Kaczyński niszczy z zaciekłą premedytacją, ponieważ dąży do przejęcia władzy dyktatorskiej nad Polakami i Polską. Kaczyński zbudował barykadę. Po jednej jej stronie jest on z armią swoich niewolników, po drugiej stronie ludzie światli i wolni, którzy nie akceptują odbierania sobie wolności. Trzy dni przed wyborami, podczas konwencji PiS w Sosnowcu Kaczyński otwarcie oświadczył, że ci, którzy nie będą popierać PiS, po wygraniu przez tę partię wyborów będą piętnowani tak, jak piętnuje się wrogów. Na pytanie – czy Polacy zdają sobie z tego sprawę, trudno dać jednoznaczną odpowiedź.

Zwolennicy Kaczyńskiego, i w partii i poza nią, są głusi na wszelkie głosy ostrzeżenia, że PiS wprowadzi rządy dyktatorskie, czyli praw i przywilejów dla swoich oraz bezprawia dla tych, którzy są wobec niego w opozycji. Przykłady takiego postępowania wobec ludzi nieakceptujących poleceń PiS (sędziów, prokuratorów, dziennikarzy, artystów) były już widoczne podczas mijających 4-letnich rządów tej partii, ale były to na razie przypadki sporadyczne. Jeśli PiS uzyska sejmową większość na najbliższe 4 lata, represje przybiorą na sile. Przeciętny Polak tego nie widzi, nie umie tego nawet zdefiniować, a jeśli już zdaje sobie sprawę, że coś jest nie tak, uważa, że jego to nie dotyczy. Nic bardziej błędnego.

Społeczna atmosfera była przed wyborami w Polsce napięta, a im bliżej było do niedzieli 13 października, napięcie to rosło. Politycy opozycji i dziennikarze niezależnych mediów podkreślali, że są to najważniejsze wybory od 30 lat, że społeczeństwo znów musi zdecydować, czy jest za demokratycznymi zmianami, czy też godzi się na dyktaturę, która niechybnie zapanuje podczas najbliższych 4 lat. Większe napięcie panowało w szeregach partii opozycyjnych niż w łonie PiS. Brało się to z tego, że opozycja nie dysponowała takimi możliwościami jak partia Kaczyńskiego.

– To nie będą uczciwe wybory – pisał w przedwyborczy czwartek Jacek Żakowski na łamach GW. – PiS bez zahamowań używa całego aparatu państwa, by utrzymać władzę. Media państwowe wysławiają rząd i szczują na opozycję. Tajne służby kryją republikę „banasiową”. Budżet finansuje wyborcze prezenty. Członkowie rządu nie mają żadnych oporów, by w godzinach pracy przy pomocy całej rządowej machiny prowadzić swoje kampanie. Pracownicy państwowych instytucji są „zachęcani” przez szefów, by wspierali pisowską agitację. Itd., itp.”.

Poza tym PiS oparł całą swoją przedwyborczą kampanię na totalnym kłamstwie. Ta metoda sprawdziła się 4 lata temu, gdy udało mu się wmówić wyborcom, że Polska znajduje się w ruinie. Ci którzy głosowali na PiS nie oburzyli się na swych wybrańców nawet wtedy, gdy Beata Szydło, już jako premier, twierdziła po miesiącu rządów, że Polska jest krajem pięknym i kwitnącym. Nie oburzyli się, być może ze wstydu, że tak łatwo dali się nabić w butelkę. Teraz historia się powtarza. Propaganda rządowa wtłacza w państwowej już tylko z nazwy, a de facto w partyjnej TVP, że to PiS zapewnił Polakom dobrobyt i świetlany rozwój, mimo że jest całkowicie odwrotnie.

Prof. dr hab. Zdzisław Gawlik, wykładowca prawa w UMCS w Lublinie i w Wyższej Szkole Prawa i Administracji w Rzeszowie, kandydujący po raz drugi do Sejmu twierdzi: W Polsce jest ładnie, kolorowo, czysto, przeciętny mieszkaniec kraju nie widzi i nie czuje zagrożenia dla tego, co już jest. Nie zawaham się powiedzieć, bo to jest prawda, której żaden demagog nie zakłamie, że tę ładną, kolorową i czystą Polskę budowała wspólnie z Polkami i Polakami również Platforma Obywatelska rządząca w koalicji z PSL-em. Zbudowaliśmy potężną infrastrukturę kraju – autostrady, drogi, porty lotnicze i kolejowe, remontowaliśmy linie kolejowe, nie zmarnowaliśmy i nie przechwyciliśmy na partyjne cele ani jednego centa z pieniędzy Unii Europejskiej. Powoli ale konsekwentnie poprawialiśmy stan służby zdrowia, budowaliśmy szpitale, które PiS teraz zamyka. W ciągu 4 lat wymazał z mapy polskiego lecznictwa 69 szpitali i aż.357 oddziałów szpitalnych. Nasze rządy doprowadziły do tego, że polski złoty nie był zagrożony, nie było inflacji, w skarbcu państwa były pieniądze, ponieważ gospodarowaliśmy oszczędnie. Teraz PiS te pieniądze wykorzystuje na różne cele, nie zawsze akceptowalne.(…) Rządzący PiS poza niszczeniem demokracji, niczego nie osiągnął. Jeśli odrzucimy opartą na kłamstwach, demagogiczną i populistyczną retorykę tego rządu, to wyjdzie na światło dzienne, że w każdej dziedzinie życia w Polsce nastąpił regres. „Plan Morawieckiego” okazał się wydmuszką. Nie ma elektrycznych samochodów, nie ma mieszkań, nie ma statków. W tym roku jego rząd miał oddać do użytku 500 km autostrad i dróg szybkiego ruchu. Odda może 200 km. Jeszcze jest kolorowo, jeszcze jest czysto, ale za chwilę znów może być szaro i brudno.

Ani jednego słowa z wypowiedzi pana profesora nie da się poddać w wątpliwość, ale jego głos jest dla wyborców PiS niesłyszalny. Tacy ludzie nie są dopuszczani do głosu na antenach telewizji publicznej, czyli TVP1, TVP2, TVPInfo. Tam od rana do nocy leją się hymny pochwalne pod adresem Kaczyńskiego i PiS. Efekt? W przeprowadzonym kilka dni przed wyborami sondażu zadano Polakom pytanie, skąd rząd bierze pieniądze na program 500+. Niemal 70 proc. zapytanych odpowiedziało, że jest on finansowany z… pieniędzy partyjnych PiS.

Nie ma się więc co dziwić, że nastroje w szeregach partii opozycyjnych były minorowe. Argumenty polityków Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSLKukiz były przytłaczane zmasowaną propagandą PiS, który miał do dyspozycji całe instrumentarium rządowej władzy. Na nastrojach polityków opozycji ciążyła także świadomość, że najmocniejszy propagandowy atak na rzecz PiS nastąpi dopiero w wyborczą niedzielę z ambon 10 079 kościołów. Cóż z tego, że prawo zakazuje agitacji w dniu wyborów. Polski Kościół kat. ma na swoim koncie aż nadto przykładów, że świeckie prawo jest literą prawa, z którym nie zawsze musi się liczyć.

Opowiadający się za demokracją i rządami prawa Polacy oczekiwali więc na wyborczą niedzielę 13 października z ogromnym niepokojem. Mało kto wierzył w pokonanie PiS. Liczono tylko na to, że wyborcy jednak nie pozwolą uzyskać partii Kaczyńskiego sejmowej większości i tym samym powstrzymają dewastację państwa.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii